Sanatorium Metalowiec w Muszynie wróciło do zdrowia. Bez wybebeszania, bez wygórowanych obietnic: z dumą prezentuje odrapane tynki

2026-03-27 14:37

Adaptacja Metalowca w Muszynie pokazuje, że najciekawszym wyzwaniem nie jest dziś ratowanie architektury wybitnej, ale decyzja, czy i jak warto ratować tę przeciętną. To także realizacja, która pokazuje, jak kapitał, estetyka ocalenia i współczesne oczekiwania wobec komfortu zmieniają sposób myślenia o architekturze powojennej.

Rozmowa z Piotrem Grochowskim. Kongres Nowej Mobilności 2025

Piotr Grochowski i Grupa ARCHE zdążyli nas już przyzwyczaić do adaptacji, które łączą troskę o zachowanie pamięci danego miejsca z oszczędnym gospodarowaniem zasobami. Po raz pierwszy – na dużą skalę – widzieliśmy to w Cukrowni Żnin. Potem m.in. w gdańskim Dworze Uphagena, gdzie podjęto decyzję o odejściu od pierwotnego planu wybebeszenia wnętrz i zaadaptowano je do wymagań nowoczesnego, komfortowego hotelu. O wyjątkowości oferowanej usługi miała tu decydować nie tylko wykwintność restauracji czy temperatura wody w basenie, ale też - a może przede wszystkim – tożsamość miejsca przemawiająca przez odsłonięte stare mury, zmurszałe tynki czy pozostawione artefakty z przeszłości.

Stara, brudna i popękana cegła zaczęła mieć dla nich tę samą wartość, co nowoczesne, gładkie i połyskujące marmury. Idąca za tą decyzją zmiana estetyki była co prawda krokiem odważnym, ale mieszczącym się jeszcze w granicach szeroko pojętego kanonu. W końcu pierwsze tego typu realizacje dotyczyły architektury postindustrialnej – robiącej wrażenie nawet w stanie bliskiej ruinie i uznawanej za ważną część naszego dziedzictwa. Sens zachowania ponadstuletnich murów i detali stosunkowo łatwo było wyjaśnić. Zasada minimalnej ingerencji w zastaną substancję budynku – nawet jeśli częściowo wynikająca z chęci zaoszczędzenia pieniędzy – broniła się sama.

Przeczytaj więcej: Śniadanie w kotłowni, noc w odrestaurowanej hali. Curkownia Znin nie szuka dawnej świetności i nie wstydzi się zużycia

Tylko czy tak samo będzie w przypadku Metalowca w Muszynie – budynku architektonicznie ciekawego, ale też powtarzalnego przykładu hotelowego modernizmu z czasów PRL? Czy zachowane i eksponowane tutaj z dumą ślady historii – zarówno tej niekwestionowanej (basenowa mozaika Manna), jak i tej bardziej dyskusyjnej urody (dziurawe, pstrokate ściany) zdobędą równie szeroką aprobatę?

Metalowiec nie był perłą PRL-u. Ale i tak jest ważny

Budynek sanatoryjny w Muszynie został otwarty w 1968 roku. To jeden z wielu przykładów budownictwa uzdrowiskowego, które miało służyć pracownikom fabryk, kopalni, hut i innych ważnych przedsiębiorstw gospodarki socjalistycznej. Jego projektant – Jerzy Szanajca – był zdolnym twórcą projektującym w duchu modernistycznego funkcjonalizmu, ale pozostawał w cieniu swojego bardziej znanego i aktywnego wujka – Józefa Szanajcy. Metalowiec zaś – mimo swoich walorów – był jednym z wielu tego typu obiektów. W tamtym okresie ich wyjątkowość podkreślano przede wszystkim za pomocą detalu i dekoracji, a nie samej konstrukcji.

Nie mówimy więc tu o jakiejś wyjątkowej perle architektury PRL, a po prostu o dobrym budynku, który został zaprojektowany pod określoną funkcję i świetnie jej służył aż do czasów transformacji. Miał swoje niezaprzeczalne atuty – południowa orientacja zapewniała wspaniałe kąpiele słoneczne na relatywnie dużych balkonach z panoramicznym widokiem na okoliczną przyrodę. Nic więc dziwnego, że po zmianie okoliczności polityczno-gospodarczych budynek przez kilka lat nadal służył jako hotel uzdrowiskowy.

Basen, duża restauracja i oferta zabiegów leczniczych wciąż miała potencjał przyciągania kuracjuszy. Oczywiście tylko do pewnego momentu. Muszyna – równie ciekawa, co pozostająca poza głównymi szlakami turystycznymi – przestała być aż tak atrakcyjną destynacją. Lata dwutysięczne nie były okresem masowych pielgrzymek do pijalni wód. Dlatego szybko się okazało, że najbardziej prawdopodobną przyszłością sześciokondygnacyjnego hotelu z setką małych pokoi jest ruina.

Metalowiec w Muszynie
Autor: Artur Celiński

Jak Hutnik ze Szczawnicy? Alternatywa dla wybebeszania

Groza upadku, a następnie rozbiórki była tak realna, że Kazimierz Mann – autor fantastycznych i unikalnych mozaik basenowych – rozpoczął rozpaczliwe działania zmierzające do przeniesienia swoich prac. Miał słuszne obawy, że nawet po znalezieniu nowego inwestora Metalowiec szybko zamieni się w stertę gruzy. Ewentualnie – jak Hutnik ze Szczawnicy i wiele innych tego typu obiektów – pozostanie w pamięci jedynie jako zewnętrzna bryła.

Nawet dla ARCHE – znanej z podejmowania się adaptacji budynków bez potencjału - Metalowiec nie był pierwszym wyborem. Ich pierwotnym celem było pozyskanie Żegiestowa – spektakularnego niegdyś kompleksu sanatoriów oddalonego od Muszyny ledwie o kilka kilometrów. Dom Zdrojowy Szyszko-Bohusza jest architekturą niewątpliwie ciekawszą i z pewnością byłby wyzwaniem bardziej ambitnym. Ale też kwestią oczywistą – żeby nie powiedzieć – łatwą.

Metalowiec w Muszynie
Autor: Piotr Grochowski/ Materiały prasowe Zdjęcia z drona dzięki uprzejmości Piotra Grochowskiego z Grupy ARCHE

Może właśnie dlatego adaptacja i rozbudowa Metalowca jest dla współczesnych miłośników architektury tematem bardziej interesującym. Przemierzając nowe i stare części otwartego kilka tygodni temu hotelu nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że właśnie tu – w Muszynie – spotkało się ze sobą kilka istotnych dla współczesnej architektury zjawisk. Efektem pracy zespołu Piotra Grochowskiego – być może nie do końca zamierzonym – jest stworzenie miejsca, w którym te zjawiska można łatwo obserwować.

Metalowiec w Muszynie
Autor: Artur Celiński

Kapitał, czyli zwiększenie skali

Pierwszym zjawiskiem jest kapitał. ARCHE nie jest instytucją dobroczynną. Pozyskiwanie i adaptacja podupadających obiektów jest dla nich sposobem na zarabianie pieniędzy. Renowacje muszą więc przebiegać według ścisłego biznesplanu. Metalowiec musiał się więc rozbudować o nowe budynki i gigantyczną salę balowo-konferencyjną. Współczesne hotele zarabiają nie tylko na turystach. W tym biznesie kluczowe znaczenie mają także duże, zorganizowane grupy – np. konferencje czy wydarzenia firmowe. Te zaś potrzebują wielofunkcyjnej przestrzeni, większych kuchni, restauracji i basenów. No i pokoje też muszą być większe niż kilkadziesiąt lat temu. Dlatego właśnie tak trudno znaleźć inwestorów dla starych uzdrowisk, których nie można tak po prostu rozpruć i zbudować od nowa.

Metalowiec w Muszynie
Autor: Artur Celiński

Dwa nowe skrzydła, niedopasowana sala balowa i dziedzińce

Współczesny Metalowiec to więc dwa dodatkowe skrzydła z pokojami, restauracją, salami konferencyjnymi i przestrzeniami rekreacyjnymi oraz prefabrykowana sala balowa. Architektura skrzydeł została podporządkowana oryginalnemu projektowi Szanajcy, choć nie towarzyszy jej już wyjątkowy detal. To tanie, podporządkowane funkcji i modernistyczne w charakterze budownictwo. Ale ponownie – tak samo jak oryginalny obiekt – ma na celu uzyskanie maksymalnego nasłonecznienia i dostępu do widoku. Utworzone za ich pomocą wewnętrzne dziedzińce obecnie może jeszcze nie prezentują się najlepiej, ale wraz z upływem czasu i pojawianiem się roślinności staną się dobrymi przestrzeniami dla relaksu i nawiązywania tymczasowych relacji.

Nic dobrego nie można powiedzieć zaś o sali balowej. W pierwotnym – widocznym na wizualizacjach – zamyśle miała ona być niższa i schowana pod płaskim dachem. Jej proporcje nie były aż tak przesadzone, jak ma się to w obecnej rzeczywistości. Wymuszone przez lokalne władze zastosowanie dwuspadowego dachu spowodowało zaś, że sala wydaje się być sytuacją dramatycznego niedopasowania.

Metalowiec w Muszynie
Autor: Grupa ARCHE/ Materiały prasowe Wizualizacje Sanatorium w Muszynie.

Manifest ocalenia, etyka ekspozycji albo powrót do fizyczności architektury

Najciekawsze wątki związane z pieniędzmi pojawiają się jednak w starej części. I tutaj widać, że sala balowa jest raczej wypadkiem przy pracy. Bo adaptacja oryginalnego projektu Szanajcy dowodzi – moim zdaniem – że Piotr Grochowski nabiera odwagi i autorytetu. Z pewnością moja opinia na ten temat podbudowywana jest przez naszą serdeczną znajomość, ale tym bardziej zachęcam czytelników do wnikliwej lektury moich argumentów. Tutaj bowiem pojawia się drugie zjawisko architektoniczne, które Grochowski nazywa manifestem ocalenia, Søren Pihlmann etyką ekspozycji, a ja zupełnie zwyczajnie traktuję jako powrót do fizyczności architektury.

Manifest ocalenia to krok przeciwko nieprzemyślanej destrukcji dziedzictwa architektury powojennej. Grochowski przekonuje, że architektoniczna i ideologiczna konsekwencja pierwotnego projektu zasługuje na taką samą ochronę, jaką stosujemy w przypadku zabytków ze starszych epok. Co więcej – istotne jest stworzenie ciągłości narracji, czyli pokazanie życia budynku od czasu nowości do współczesności. Odkrywanie śladów jego użytkowania, reperacji i modernizacji jest równie ważne, co komfort obecnych użytkowników. Dlatego właśnie Grochowski zdecydował się zachować zarówno: mozaikę Manna na basenie, „drapane” tynki, miejscowego kamienia na fragmentach elewacji, oryginalne posadzki, drewniane pochwyty balustrad i aluminiową ślusarkę; jak i: ubytki w tynku oraz poszarpane, podniszczone i pokryte fantazyjnie zeszlifowanymi fragmentami farb różnych kolorów i epok ściany.

Metalowiec w Muszynie
Autor: Artur Celiński

Efekt jest spektakularnie dwuznaczny. Dla mnie – intrygujący, mówiący prawdę, inspirujący do spacerów po każdym korytarzu i piętrze. Dla innych – być może – to wyraz nadmiernej oszczędności i estetycznej ignorancji. Projektanci są tych wątpliwości świadomi. Dlatego właśnie przy każdej pozostawionej w oryginale ścianie znajduje się tabliczka z nazwiskiem człowieka odpowiedzialnego za wykonaną przy niej pracę. W istocie bowiem uzyskanie widocznego tu efektu wymagało indywidualnego podejścia i zaangażowania nie tylko w zakres prowadzonej obróbki, ale także powstrzymanie się od nadmiernych ingerencji.

Metalowiec w Muszynie
Autor: Artur Celiński

Rzeczy odrzucone, które stają się ponownie ważnymi

Dla znanego czytelnikom „A-m” z projektu Thoravej 29, Sørena Pihlmanna odkrywanie fragmentów budynków przywraca kontakt z fizycznością i logiką konstrukcji. Nie chodzi o szukanie piękna w rzeczach brzydkich – mówi – lecz o zrozumienie ich logiki i doprowadzenie do momentu, w którym zaczynają mówić same za siebie – wyjaśniał mi podczas naszej rozmowy w Kopenhadze. Etyka ekspozycji jest – według niego – gestem poznawczym i zarazem etycznym: pokazując wszystko, nie tylko podważamy to, co mogłoby być uznane za nieinteresujące, ale też wydobywamy jego proporcje, potencjał, wewnętrzne piękno. Można wziąć rzeczy odrzucone i uczynić je ponownie ważnymi

Przeczytaj więcej: Zamiast czynszu obowiązuje tu zasada członkostwa. Przebudowa budynku fabrycznego od początku miała być eksperymentem

Dlatego właśnie sądzę, że Grochowski wykonał drobny krok naprzód. W Metalowcu nie chodzi już tylko o zachowanie, niewyrzucanie i tym samym ograniczenie śladu węglowego. Minimalna ingerencja w historycznie piękną substancję Cukrowni Żnin, Dworu Uphagena czy wrocławskiego klasztoru (pokazywaliśmy go w „A-m” nr 6/25) jest aktem zupełnie innej rangi, niż ten, który dokonał się w Metalowcu. Tutaj mówimy o odsłanianiu nie tylko socjalistycznego oryginału, ale też nawarstwień z lat 90. Doskonale zaś wiemy, że nie jest to najlepsze połączenie dla architektury.

Metalowiec w Muszynie
Autor: Artur Celiński

Przekonanie o ważności powrotu do fizyczności

Jest jeszcze jedna kwestia, która wzmacnia moje przekonanie o ważności powrotu do fizyczności. Logika projektowa zastosowana w Muszynie oznacza odsłonięcie dużej części instalacji. Spacerując po korytarzach – czy to w starej, czy nowej części – widzimy doskonale, jak ponad naszymi głowami ciągną się elementy systemu wentylacji i klimatyzacji. Chwila refleksji wystarczy, by zrozumieć, jak bardzo w ciągu tych 60 lat od czasu budowy Metalowca – zmieniły się wymagania wobec budynków użyteczności publicznej. Część z nich to oczywiście efekt zmian prawnych. Ale ich źródłem jesteśmy my i zmieniająca się definicja naszego komfortu. To my chcemy, aby budynki nie tylko nas chroniły przed światem zewnętrznym, ale by robiły to w bardzo określony, wygodny dla nas sposób.

Adaptacja Muszyny pozwala zrozumieć, jak bardzo nasze podejście do architektury utrudnia ratowanie takich obiektów. Z jednej strony chcemy, aby temperatura w naszych pokojach trzymała się dokładnie wyznaczonego poziomu, a z drugiej narzekamy na to, że stare sanatoria giną pod pręgieżem chciwych inwestorów. I to trzecie ważne zjawisko, które się w tej renowacji w pełni objawia. Tutejsza architektura odsłania nasze relacje z architekturą i daje świetny pretekst do rozmowy o tym, jak nasze wyobrażenie o dobrym życiu wpływa na projektowanie.  

Metalowiec w Muszynie
Autor: Artur Celiński

Kąpiel w basenie a przyszłość architektury

Oczywiście, stara część Metalowca i sposób jego adaptacji może być odebrany przez odwiedzających go współczesnych kuracjuszy jako ciekawostka albo wręcz osobliwość. Mam jednak nadzieję, że tak się po prostu nie stanie. W końcu dobry wypoczynek to też oderwanie się od rzeczywistości, którą znamy. A więc także od pewnego sposobu myślenia o codzienności. I gdy będziecie – tak jak ja – zachwycać się pięknem zachowanej i odnowionej mozaice Manna podczas kąpieli w basenie – z równym zainteresowaniem będziecie przyglądać się estetyce odsłoniętych warstw farby na ścianach i innych śladach życia Metalowca. Wnioski, do których dojdziecie, będą miały kluczowe znaczenie dla masy zwykłej, codziennej i powtarzalnej architektury XX wieku. Tej zaś jest wśród nas najwięcej.

---

Dziękujemy, że tu jesteś. Posłuchaj naszego podcastu. 

Podcast Architektoniczny
Piotr Grochowski. Architekt, który bywa przedsiębiorcą