Gdy świat wisi na włosku, forma poszukuje równowagi. Wystawa prac Jerzego Porębskiego

2026-03-26 11:16

„I cóż z tego, że świat wisi na włosku?” To pytanie wydaje się nonszalancko postawione w czasach, kiedy niepewność jutra jest nie do zniesienia. Tymczasem Jerzy Porębski, architekt i projektant, poprzez prezentację swoich eksperymentalnych obiektów, pokazuje, że z owego napięcia może rodzić się równowaga. Od 10 kwietnia będzie można to zobaczyć na wystawie w warszawskim Salonie Akademii.

Wystawa prac Jerzego Porębskiego

i

Autor: Jerzy Porębski / Akademia Sztuk Pięknych/ Materiały prasowe

Eksperymenty ze strukturami

To pierwszy raz, kiedy Jerzy Porębski – profesor warszawskiej ASP, przez 30 lat dyrektor artystyczny „Architektury-murator” – publicznie pokaże kilkadziesiąt swoich nowych eksperymentalnych obiektów ze strukturą tensegrity, w których elementy ściskane i rozciągane stabilizują się wzajemnie w stanie napięcia.

Plakat wystawy „I cóż z tego, że świat wisi na włosku?”

i

Autor: Jakub Jezierski/ Materiały prasowe

Obiekty te wymykają się łatwemu opisowi – nie opierają się na masie, lecz na relacjach. Trwają dzięki precyzyjnemu rozłożeniu sił Porębski nadaje im nie tyle funkcje użytkowe, ile znaczeniowe. Nowe obiekty nie są modelami architektonicznymi ani rzeźbą w tradycyjnym sensie. Zachowują rygor właściwy dla pracy projektanta, choć zawieszają użytkowość. Do geometrycznych struktur przywierają słowa i znaczenia. Powstają przestrzenne znaki – minimalne, precyzyjne, jakby sprawdzające, ile można odjąć, by forma nadal trwała

– tłumaczy Jarosław Trybuś, kurator wystawy.

Czytelność, użyteczność, porządek

Drugą część wystawy stanowi wybór prac z wieloletniej i wielowątkowej praktyki Jerzego Porębskiego. W 1991 roku założył on wraz z Grzegorzem Niwińskim Towarzystwo Projektowe, które odpowiada za tak znane realizacje jak: Miejski System Informacji w Warszawie (1997), meble miejskie na Trakcie Królewskim (2005), wiaty przystankowe dla Warszawy (2012), projekt wnętrz Agory (2001), Narodowego Forum Muzyki (Wrocław, 2014) czy polskich placówek dyplomatycznych w Skopie, Tel Awiwie i Berlinie. Jak zaznacza Jarosław Trybuś: W tych pracach struktura była zawsze odpowiedzią na konkret – na potrzebę czytelności, użyteczności i porządku. Projektowanie oznacza tu odpowiedzialność za wspólną przestrzeń, a forma jest wynikiem relacji między elementami.

Czytaj też: Fasada broni i bawi jednocześnie, a wnętrza są dobrym tłem dla dyplomacji. Wrażenia z wizyty w nowej Ambasadzie RP w Berlinie

Wystawa w Salonie Akademii ukazuje zatem dwa porządki twórczości Jerzego Porębskiego, które – choć oddalone w czasie i funkcji – łączy fascynacja strukturą. Jest też powrotem do miejsca, które go ukształtowało i gdzie on obecnie wpływa na kształt współczesnej sztuki – na ASP bowiem wykładał jego ojciec Mieczysław, tu projektant ukończył Wydział Wzornictwa, tu też od ponad 45 lat pracuje. Akademia stanowi więc nie tylko tło biograficzne, lecz przestrzeń, w której myślenie o integracji sztuk, o relacji projektowania i eksperymentu dojrzewało przez dekady.

Gest ironii, dystansu, a może proroctwo?

Zauważalna w pracach Porębskiego kruchość nie jest – jak podkreśla kurator – zagrożeniem, lecz zasadą konstrukcji. Trudno więc w tym kontekście tytuł wystawy odczytywać jako gest ironii. Raczej stanowi on próbę zachowania wobec rzeczywistości dystansu. W wywiadzie udzielonym Mai Mozdze-Góreckiej trzy lata temu (03/2023 „A-m”), mówił o nieuchronnej zmianie świata, w kierunku, który wydaje mu się nieco obcy.

(…) niepostrzeżenie zrobiło się wszystkiego za dużo i zbyt gęsto. Ważniejszy od samej rzeczywistości staje się jej obraz, więc trzeba budować odpowiedni wizerunek, być obecnym i dobrze spozycjonowanym. To podstawa. Jest w tym sporo sztuczności, ale to nie problem, to naturalna kolej rzeczy i nie wywiniemy się od tego. Natomiast nie lubię tłoku i small talku, można funkcjonować inaczej.

Może więc świat od zawsze wisi na włosku, a ludzie, sztuka, architektura nieustannie balansują na krawędzi? Kiedy Jerzy Porębski ponad rok temu zaczynał pracę nad wystawą, zapewne nie przypuszczał, że możemy się do tej krawędzi przysunąć jeszcze bardziej. Dlatego jego pytanie: I cóż z tego, że świat wisi na włosku?, może dziś uchodzić za nie tyle ironiczne czy nonszalanckie, co niemal prorocze.

Opowieściom o kruchości, stanie napięcia i równowagi towarzyszy publikacja z prezentacją zdjęć i esejami. Wystawę w Galerii Salon Akademii, na ul. Krakowskie Przedmieście 5, będzie można oglądać do 10 kwietnia do 31 maja.

Czytaj też: Jeden z elementów muzyki miasta – o projekcie NFM we Wrocławiu Ewa Kuryłowicz

Podcast Architektoniczny
Grzegorz Piątek. Słuszne piękno architektury