Spis treści
Modernizm w czasach socrealizmu
Można nie interesować się architekturą ani jej powojenną historią, można nie przepadać za estetyką drugiej połowy XX wieku. Ale w Poznaniu Okrąglaka (czyli dawny Powszechny Dom Handlowy) po prostu wypada znać. Wypada go też cenić. To dzieło warszawskiego architekta, Marka Leykama, uznawanego za jednego z czołowych, a jednocześnie bardziej niepokornych wobec władzy architektów czasów PRL-u. Konstrukcję projektował Stanisław Zalewski (nie mylić z Wacławem).
Zobacz także: Ufficio Primo. Zapomniane dzieło Marka Leykama
Oczywiście, Okrąglak nie stoi tu od zawsze. Gdyby nie zniszczenia wojenne, pewnie nigdy by nie powstał. Wcześniej działkę zajmował narożny gmach Banku Cukrownictwa polukrowany pilastrami i ornamentami, udekorowany kolumnami. Nie odbiegał zresztą wyglądem od sąsiedztwa - reprezentacyjnych kamienic, hoteli, teatru. Jak podaje Hanna Grzeszczuk-Brendel, na fali "bitwy o handel", podczas której partia postanowiła raz a dobrze zawalczyć z prywatnymi sprzedawcami, wypierając ich państwowymi domami handlowymi, w 1948 roku powstały projekty nowoczesnych świątyń handlu. Co ważne, wciąż modernistycznych, bo były to czasy przed proklamacją socrealizmu. Właśnie wtedy Marek Leykam opracował koncepcję poznańskiego PDT. Wtedy powstał też warszawski Cedet. Oba cudem zmieściły się w niewielkim oknie między końcem wojny a narzuceniem architektom socrealistycznego stylu.
Utrzymanie przez Leykama modernistycznej koncepcji podczas budowy w latach 50. nie mogło być łatwe ani przyjemne. W tamtych czasach było to zwyczajnie niemal niemożliwe. Poza utrudnieniami serwowanymi niewątpliwie przez władzę, musiał się mierzyć z atakami prasy, która służyła wówczas jako tuba propagandowa. Zarzucano Okrąglakowi kosmopolityzm, krytykowano, wyśmiewano. Dokładało również samo środowisko architektoniczne, a budynek krytykowano również na łamach branżowej "Architektury" (po odwilży krytykowano natomiast tę krytykę). Sama budowa wciąż się przedłużała.
Okrąglak nie zostawia cienia wątpliwości, kiedy powstał, a jednak nie przytłacza, nie kłóci się z historyczną zabudową, zostawia oddech w zabudowie, tworząc jednocześnie wyraźną dominantę. Wkrótce zyskał zresztą modernistyczne towarzystwo; świeżą zabudową wypełniono w latach 60. przerwy po wyburzonych kamienicach - choćby odnowiony niedawno Dom Książki, wyróżniony Nagrodą Roku SARP jako najlepszy budynek mieszkalny wielorodzinny roku 2026.
Zobacz także: Dom Książki w Poznaniu. Skromność i elegancja stały się jego przekleństwem, kiedy zmienił się w ogromny wieszak na reklamy
Żyletki, potrójne schody, szklane kafelki
Powszechny Dom Towarowy był pierwszym w Poznaniu budynkiem, którego konstrukcję opartą na żelbetowy szkielecie wykonano z prefabrykowanych elementów, stanowiących zresztą ozdobę z zewnątrz - głównym detalem elewacji zostały charakterystyczne dla Leykama betonowe żyletki, chroniące jednocześnie okna przed słońcem. Podobny motyw architekt wykorzystywał w swoich warszawskich realizacjach, choćby we wpisanym ostatnio do rejestru zabytków, cóż, tzw. Żyletkowcu.
Ale bryła i elewacja Okrąglaka to tylko część efektu. Drugie danie czeka wewnątrz. Tu, wokół otwartej okrągłej przestrzeni wiją się kręte schody w trzech niezależnych ciągach. Od parteru po taras na dachu, 8 pięter. Dlaczego schody, a nie windy? Oczywiście, zainstalowano je w budynku, w niewielkiej kabinie czekał nawet pracownik odpowiedzialny za obsługę przycisków. Był jednak początek lat 50., a dźwigi osobowe dostępne w Polsce gwarantowały codzienne usterki (a przy tym były po prostu drogie i trudnodostępne); w przypadku domu towarowego w centrum Poznania mogło to oznaczać całkowity paraliż. Schody gwarantowały płynność ruchu, nawet jeżeli wykluczały część użytkowników. Po schodach, wzdłuż miętowych, połyskujących płytek ze szkła, całymi dniami mijały się tłumy zakupowiczów. Światło dzienne wtłaczał na klatkę schodową świetlik.
Wnętrza zaprojektowali Zygmunt Bednarowicz i Edmund Łubowski, dodając tu już nieco socrealistycznego, klasycyzującego lukru. Mamy więc ozdobne ciężkie balustrady, optymistyczne płaskorzeźby nad wejściami, mozaikę na podłodze. Mamy też typową dla socrealizmu attykę, tyle tylko, że na budynku w formie walca, z parteru niemal niewidoczną.
Walcem po opresji architektów
Choć PDT opisywano jako jeden z wówczas najnowocześniejszych domów towarowych w kraju, jako budowla kontrowersyjna nie doczekał się osobnej prezentacji w "Architekturze". W 1957 roku załapał się jednak do publikacji zbiorczej, w której prof. Leykamowi poświęcono wiele miejsca, a Jeremi Strachocki pisał wprost, odnosząc się do lat wcześniejszych:
prof. Marek Leykam, którego nazwisko z reguły z krzywdzącym uporem pomijane lub wiązane w przeszłości z negatywną oceną twórczości stało się do pewnego stopnia symbolem, dzięki artykułowi arch. Kleyffa pt. "Sprawa architekta Leykama" opublikowanym w prasie codziennej.
Śladów po artykule Kleyffa, prekursora prefabrykacji w Polsce i autora pierwszego bloku z wielkiej płyty w kraju, próżno szukać w archiwach dostępnych online. Zarzut kosmopolityzmu powtarzał się w stronę dorobku Leykama często. Choć projektował budynki rządowe i reprezentacyjne, nie ulegał grzecznie doktrynie, przemycając do swoich dzieł nowoczesność i grając władzy na nosie. Według historyków architektury, ale też kolegów architektów, w ostatecznym rozrachunku brakiem pokory wyhamował swoją karierę, która mogła nabrać znacznie większego rozpędu.
400 sprzedawców kontra tłum
Choć o samej budowie wiemy niewiele, huczne otwarcie Okrąglaka relacjonowała poznańska prasa. W piątek, 28 stycznia 1955 roku przecięto wstęgę, przemawiał minister handlu wewnętrznego, pozowali do zdjęć sekretarze, wszyscy święci i dyrektorzy zakładów pracy. Dla przodowników pracy sklepy otwarto dzień później, 29 stycznia. Socrealizm trwał jeszcze w najlepsze. Na tłum klientów czekało aż 400 sprzedawców. Dużo? Jak się szybko okazało, za mało. Przy 81 stanowiskach sprzedawano wszystko: ubrania, wyposażenie domu, rodzime radia, importowane maszyny do szycia, a nawet motocykle (w tym kultowego Junaka).
Gdyby złączyć wszystkie stoły sprzedaży w jeden rząd, zajęłyby one poważną długość, bo 560 metrów. W 84 szafach przechowuje się konfekcję ciężką i ubrania. PDT o wysokości 43 metrów, posiada 600 okien i około 8000 punktów świetlnych, nie licząc żarówek ukrytych przy poszczególnych miejscach sprzedaży
— opisywała potęgę budynku redakcja "Głosu Wielkopolski".
Poznański PDT zorganizowany był jeszcze według tradycyjnej formuły - towar podawał sprzedawca. Zaledwie kilka lat później w Katowicach, za sprawą architekta Juranda Jareckiego, Polacy poznają radość samodzielnego oglądania towarów w Domu Handlowym Skarbek. Trzeba jednak zaznaczyć, że było nowocześniej niż zwykle. Stanowiska nie stały już wzdłuż regałów przy ścianach, a w formie wysp, dobrze doświetlonych przez przestronne okna.
Być może niecodzienna forma budynku spotęgowała dodatkowo zainteresowanie nowym domem towarowym. Szybko okazało się, że obsługa nie da sobie rady z tłumem. Nie wytrzymał też Okrąglak. Ludzi było tak dużo, że zniszczeniu uległy stoiska sklepowe. Następnego dnia trzeba było PDT zamknąć i przeprowadzić naprawy.
Ewolucje Okrąglaka
Popularność nie malała, z biegiem czasu postanowiono ją wręcz podkręcić, instalując neony. Profesor Leykam zatwierdził projekty zakładające m.in. zainstalowanie na szczycie budynku wielkiego świetlistego koguta. W 1961 roku analiza konstrukcji wykazała jednak, że przy silnych podmuchach wiatru kogut może spowodować katastrofę. Pomysł zarzucono. Leykam nie skończył jednak pracy nad PDT-em. Już w latach 60. do Okrąglaka dobudował po sąsiedzku Kwadraciaka, łagodząc nieco przejście między starym a nowym. Dotąd przestrzeń zionęła pustką, odsłaniając raczej nieciekawy bok historycznej kamienicy. Leykam domknął go znajomymi żyletkami, tworząc jednocześnie 5-piętrowe zaplecze biurowe dla domu towarowego.
Zobacz także: Największy sportowy obiekt widowiskowy powstał na gruzach Warszawy. Stadion X-lecia potem stał się wielkim targowiskiem
Znacznie mniej szczęśliwe były ingerencje z lat 1977-1979, najpewniej dokonywane już bez udziału architekta. Okrąglaka połączono z Kwadraciakiem wieżą mieszczącą ewakuacyjną klatkę schodową, dodano zewnętrzne schody, usunięto pierwotną ażurową attykę rzucającą wspaniałe cienie na taras. Zmieniono też najwyższą kondygnację. Bezpodziałowe drewniane okna zastąpiła stolarka aluminiowa z podziałami, a elewację przemalowano. Zmiany dotknęły także środka: zamalowano szklane okładziny centralnej klatki schodowej, część oryginalnych posadzek przykryto nowymi. Oryginalne elementy projektu Leykama wrócą, ale dopiero dekady później.
Po przemianie jak zwykle
Po przemianie Okrąglak musiał znaleźć nowy sposób na swoje życie. Prywatyzacja handlu poszatkowała przestrzeń. Rozdrobnione usługi uzupełniała szkoła językowa, później rozrywka. Starannie projektowane wnętrza zaczęto traktować doraźnymi poprawkami bez żadnej kontroli. Elewację zasłoniły pstrokate reklamy. Polacy zachłysnęli się rozpędzonym kapitalizmem, a architektura zeszła na dalszy plan. Dom towarowy przeszedł do historii.
O architekturze przypomniano sobie dekadę później. W 2003 roku, a więc stosunkowo wcześnie jak na obiekt powojenny, Okrąglaka wpisano do ewidencji zabytków, a w 2007 roku, kiedy w Polsce zaczynała się fala wyburzeń socmodernizmu i brutalizmu, został wpisany do rejestru zabytków z pełną ochroną konserwatorską. W tym samym czasie nagrodzono go Złotym Quadro jako najlepszy poznański budynek półwiecza. Oficjalnie został jednym z symboli miasta.
Nowe życie Okrąglaka
Na początku 2009 roku budynek ostatecznie zamknięto, ale po to, by mógł żyć dalej. Prace nad jego nowym życiem trwały już wcześniej - powstała koncepcja pracowni JEMS, ale ostatecznie adaptację na nową funkcję biurową zaprojektowało biuro RKW Rhode Kellermann Wawrowsky pod kierunkiem Wojtka Grabianowskiego i Grzegorza Kołodzieja. Roboty rozpoczęły się w marcu 2011 roku, a zakończyły w 2012. Okrąglak i Kwadraciak przystosowano do nowych funkcji.
Architekci schowali ego do kieszeni. Modernizacja była w dużej mierze operacją odejmowania - całe szczęście. Gdyby Okrąglak podzielił los modernizowanego później dworca PKS w Kielcach, trudno byłoby wciąż nazywać go projektem Leykama. Rozebrano wtórną wieżę ewakuacyjną łączącą oba budynki, zrekonstruowano ażurową attykę i przywrócono elewacji jasnoszary kolor oraz fakturę betonu. Okna znów otrzymały wygląd zbliżony do pierwotnego. W środku pieczołowicie odrestaurowano spiralną klatkę schodową, lastryko, ceramiczne dekoracje, plafony, fasety i reliefy. Nowe instalacje ukryto przede wszystkim pod podniesionymi podłogami, by nie zasłaniać konstrukcyjnego rytmu wnętrz.
Prywatna modernizacja przyniosła jednak ze sobą jeden podstawowy minus - Okrąglak biurowy przestał być dla wszystkich, a dziś zobaczenie klatki schodowej, płaskorzeźby czy tarasu, projektowanych przecież jako egalitarne, nie elitarne, nie jest już tak proste. Podobny los spotkał zresztą Dom Książki. I zanim powiecie Państwo, że przecież lokal gastronomiczny otwarty jest dla wszystkich, zachęcam do zapoznania się z cennikiem najtańszych pozycji w menu oraz przyjrzeniu się wnętrzom, które jednoznacznie określają swoją stylistyką, kogo witają chętnie, a kogo mniej.
Jeżeli jednak chcemy, by architektura powojennego modernizmu trwała w naszej przestrzeni przez kolejne dekady, funkcja gwarantująca utrzymanie jest konieczna. W czasach późnego kapitalizmu zakres opcji jest niewielki - a dla inwestora, nawet tego świadomego, zysk zawsze będzie dyktował rozwiązania.
Czytaj więcej o modernizacji Okrąglaka: Najpierw wzbudzał sensację swoją bezkompromisowością. Po 50 latach uznano go za najlepszy poznański budynek półwiecza