Spis treści
Kilkanaście scen z życia na południowym krańcu Polski
Burzliwa historia Arki Roberta Koniecznego to dobry materiał na scenariusz filmu dokumentalnego, a może nawet sensacyjnego. Proces powstawania własnego domu sam autor określił mianem „antyporadnika sztuki projektowej i budowlanej”. W końcu nie każdy ma tyle odwagi i determinacji, żeby wstrzymać już rozpoczętą realizację i stworzyć nową koncepcję w zaledwie trzy dni! – pisali na łamach „Architektury-murator” w 2015 roku, świeżo po „premierze” budynku, Bartosz Haduch i Michał Haduch. Podążając za tą myślą, Artur Celiński, redaktor naczelny „Architektury-murator”, wybrał się na południowy kraniec Polski, do Beskidu Śląskiego, aby z perspektywy dekady nakręcić film o tym, czy najlepszy dom na świecie naprawdę okazał się dla architekta i jego rodziny prawdziwą arką, ostoją bezpieczeństwa. Nawet jeśli został stworzony do wypoczynku.
Czytaj też: Arka Koniecznego w Brennej
i
Dom na zboczu góry: najlepszym ogrodem był jego brak
Pierwszy ascetyczny kadr i Konieczny otwierający dom na świat. To cichy oraz zadziwiająco symboliczny początek filmu poświęconemu architektowi, o którym zwykle jest głośno. Kruchy człowiek w zetknięciu z monolityczną bryłą stworzoną z betonu, szkła i stali. Bryłą – dodamy – którą bracia Haduchy uznali za ciekawą próbę redefinicji archetypu domu z gankiem.
Czytaj też: Dom, który został przecięty na pół. Projekt Roberta Koniecznego „wygląda jak powiększona makieta”
A dom to zaiste przedziwny. Zlokalizowany na odludziu, wbity niemalże w stok góry Równicy, do którego wiedzie zwodzony most. Można by rzec: trudno dostępny. Dodatkowo plan miejscowy oraz górskie realia sprawiły, obiekt przybrał formę stodoły z dwuspadowym dachem, stojącej na trzech cienkich ścianach, lekko uniesionych nad ziemią. W efekcie powstał dom z dwoma dachami chroniącymi go przed wodą, który zaczął przypominać dryfującą po górskich pastwiskach arkę. Po pewnym czasie zrozumiałem, że aby nie zakłócać tego wrażenia, najlepszym projektem ogrodu będzie jego brak, ogrodzeniem – tymczasowy „pastuch”, a dojściem do domu kilka kamieni – tak pisał o budynku 10 lat temu Robert Konieczny.
A jak widzi to dziś, już po oswojeniu przestrzeni?
Zawsze mówię, że jestem tu za mało, bo może jestem tu często. Najdłużej „jednym ciągiem” mieszkałem tu praktycznie dwa lata, w czasie pandemii. To było miejsce, gdzie naprawdę udało się nie zwariować, bo to nie tylko dom, ale przede wszystkim przestrzeń, w której można było po prostu być. Jak tylko mogę, to tutaj jestem, bo tu się resetuję, tu odpoczywam, tu mam góry, tu mam narty, rower i to jest takie moje miejsce na Ziemi, w którym (…) gdyby nie praca w Katowicach, mógłbym spokojnie żyć i jeżeli się wszystko poukłada, to będę tu sobie mieszkał
i
Osobne miejsce na ziemi i racjonalna eliminacja
Bartosz Haduch i Michał Haduch: Arka przy pierwszym kontakcie przywodzi na myśl Corbusierowskie wyobrażenie architektury jako maszyny, jednak doświadczanie wnętrz jest już diametralnie innym przeżyciem. To przytulne, kameralne schronienie z hipnotyzującym widokiem na zmieniający się wraz z porami dnia i roku krajobraz. To dom, który jest tylko (lub aż) ramą dla codziennego życia i otaczającej natury.
I faktycznie, część siły tego projektu wynika z wrażenia izolacji, dystansu i jednoczesnej bliskości natury – jak ocenia Celiński. To, jak istotna jest przyroda widać w nim nawet po murach arki śladach bytności zwierząt – czy to dzikich, czy gospodarskich. Zaprojektowano go przy tym z racjonalną eliminacją wszystkiego, co zbędne. Czy jednak dom sprawdza się w roli, z myślą o której został zaprojektowany?
Artur Celiński spędził w nim dwa dni, miał więc okazję przyjrzeć się mu bliżej. Pijąc kawę na tarasie, korzystając ze słońca, napawając się widokami, zaglądając w przeróżne kąty wnętrz, mógł wyrobić sobie o nim własne zdanie. Czy zatem idea Arki Koniecznego dopłynęła do brzegu? Zapraszamy do obejrzenia filmu.
i