Filip Springer, Księga zachwytów

i

Autor: archiwum serwisu Filip Springer, Księga zachwytów, Agora 2016

Filip Springer, Księga zachwytów

2016-04-29 11:54

Główną treścią książki są tytułowe zachwyty, przyprawione czasem osobistą refleksją krytyczną autora, nad około setką dzieł pogrupowanych według regionów. Wydanie Księgi zelektryzowało nasz architektoniczny światek, podobnie jak ukazanie się trzy lata temu Lukru i mięsa. Chwalimy się między kolegami liczbą rekordów – „zachwytów Springera” – recenzja Grzegorza Stiasnego.

Książki Filipa Springera w ciągu ostatnich lat przebojowo wdarły się do świata architektury i literatury. W zbiorze esejów literaturoznawcy profesora Ryszarda Koziołka Dobrze się myśli literaturą (Wydawnictwo Czarne 2016), oprócz rozważań o prozie Pilcha i Stasiuka, znajdziemy także rozdział poświęcony twórczości autora Księgi zachwytów. Przy tej okazji profesor dzieli się z czytelnikami ciekawą refleksją o twórcach architektury. Dostrzega w oczach architektów chroniczną melancholię i z erudycją wiąże ją ze świadomością straty, jaką muszą odczuwać autorzy budynków przekazując swoje dzieła we władanie użytkowników.

Choć ja sam, będąc architektem, mam inne wyjaśnienie tego spostrzeżenia, to faktycznie zbudowane dzieło żyje własnym życiem, a po kilku dziesięcioleciach najczęściej jest palimpsestem zapisywanym nowymi pomysłami. Autor pozostaje w pamięci, gdy wspomniał o nim – zachwycając się jego dziełem – inny autor, na przykład Filip Springer. Twórca Księgi zachwytów musiał odczuwać podobną architektom melancholię, bo jego dotychczasowe książki, poświęcone krajowym problemom architektonicznym, dawały pesymistyczny obraz rzeczywistości. W 2013 roku, po publikacji zbioru Wanna z kolumnadą. R

eportaże o polskiej przestrzeni, i przestrzeni, i architektów bronił na łamach prasy profesor WA PW Konrad Kucza-Kuczyński: Nie potrzeba profesjonalnego widzenia, aby pokazać, że Polska jest i brzydka, i piękna.(…) Czarny reportaż jest zawsze łatwiejszy. Teraz mamy od Springera przewodnik – katalog: Księgę zachwytów, której zdanie otwarcia brzmi: A może by tak coś pozytywnego?Springer jednak nie byłby sobą bez ustępów działających na czytelnika niczym słuchanie pazurów skrobiących po tablicy kredowej (słowa jednego z warszawskich architektów).

Autor, jak zachwala w mediach społecznościowych Mazowiecka Okręgowa Izba Architektów, jest: bezkompromisowy, odważny, uderzający też w pychę zawodową architektów. Czyni to głównie we wstępie, którego jestem jednym z bohaterów negatywnych, zaraz po Aleksandrze Francie, co w sumie bardzo mi pochlebia. Główną treścią książki są jednak tytułowe zachwyty, przyprawione czasem osobistą refleksją krytyczną autora, nad około setką dzieł pogrupowanych według regionów. Wydanie Księgi zelektryzowało nasz architektoniczny światek, podobnie jak ukazanie się trzy lata temu Lukru i mięsa („A-m” 4/2013). Chwalimy się między kolegami liczbą rekordów – „zachwytów Springera”. Obok tekstów o architekturze powstałej po 1989 roku, autor zaprasza też na wycieczki w przeszłość. Opis niemal co trzeciego obiektu to rewizyta w PRL-u: od PKiN w Warszawie, po wielkopłytowe Osiedle Zamoyskiego w Zamościu z lat 90. Dobór budynków zrealizowanych po 1989 roku można uznać za kolejne potwierdzenie kanonu 25 lat wolności twórczości architektonicznej w Polsce.

Wielu z prezentowanych „zachwytów” po prostu nie da się przemilczeć, choćby nawet były projektowane przez Narcyzów, a nie – jak chciałby autor – przez architektów, którzy mają nam służyć. Trzeba jednak przyznać, że w innym miejscu książki ton jest łagodniejszy – Springer pisze o nas: Otrzymali wielką władzę, od nich zależy jakość naszego życia – oto ich jedyna nagroda i jedyna odpowiedzialność. Ich narcyzm nas, użytkowników, nie obchodzi.