Lichwiarskie odsetki od ignorancji, czyli dlaczego chcemy zamknąć Tor Poznań, a Lesznowola nie ma żłobka

2026-04-16 12:42

Samorząd podwarszawskiej Lesznowoli najpierw otwiera gminę na oścież deweloperom i setkom takich samych domków w polach, a potem załamuje ręce nad brakiem miejsc w placówkach oświatowych dla dzieci nowych mieszkańców. Jedyny certyfikowany na tym poziomie tor wyścigowy pod Poznaniem powstał w 1977 roku. Obrósł z czasem deweloperskimi osiedlami z domkami, jak wyżej, a ich mieszkańcy doprowadzili do zamknięcia obiektu (warunkowo uruchomiony 16 kwietnia). Bo im za głośno.

Janusz Komurkiewicz. Marketing w architekturze

Co łączy brak miejsc w szkołach w Lesznowoli z zamknięciem Toru Poznań? Na pierwszy rzut oka – nic. Jedno dotyczy edukacji, drugie sportu. Jedno dzieci, drugie hałasu. A jednak to dwa objawy tego samego zjawiska: wieloletniej ignorancji skutków nadmiernej suburbanizacji. Niekontrolowanej i bezrefleksyjnej migracji z dużych miast, na ich przedmieścia. Trudno to zobrazować sobie przeciętnemu Polakowi, bo planowanie przestrzenne to ciąg zdarzeń nieoczywistych i jeszcze rozwleczonych w czasie. Ale konsekwencje tych procesów są potężne.

Kto sieje wiatr, musi zebrać burzę. To nieubłagane

W Lesznowoli gwałtownemu, niekontrolowanemu rozwojowi monofukcyjnej zabudowy mieszkaniowej nie towarzyszyła rozbudowa infrastruktury publicznej – w tym szkół, przedszkoli i dróg. Zabrakło więc miejsc w zerówkach i część dzieci musi być dowożona do szkół oddalonych o kilka kilometrów. W Poznaniu Tor Poznań – wyjątkowy w skali kraju i istniejący od dekad ośrodek motosportu – został zamknięty z powodu skarg mieszkańców na przekroczone normy hałasu. Można powiedzieć, że tor był tu wcześniej. Ale co z tego, skoro ludzie się tu legalnie osiedlili i teraz ryk silników zakłóca ich idylliczną wizję domu na przedmieściach? Można powiedzieć – taki mamy klimat przestrzenny. Kto sieje wiatr, zbiera burzę. Trudno się dziwić, że teraz w dyskusji dudnią grzmoty, a coraz to nowe persony (od ministrów po youtuberów) miotają gromy.

Osiedle łanowe w sołectwie Podolszyn
Autor: Szymon Starnawski/Grupa Murator Osiedle łanowe w sołectwie Podolszyn

Bierzemy lichwiarską pożyczkę, a nie martwimy się o raty

W zrozumieniu istoty dzisiejszego problemu pomoże porównanie do lichwiarskich pożyczek, czyli problemu chwilówek. Na początku wszystko wyglądało racjonalnie. Była potrzeba – była oferta. Kto nie mógł dostać kredytu w banku, sięgał po alternatywę. Warunki były znane, decyzje podejmowane świadomie. Do czasu.

Czytaj także: Armia białych domków rozcięła pola uprawne. Mleko się rozlało, rozlały się przedmieścia: „sprzątać” będziemy wszyscy

Bo problem zaczynał się nie przy podpisywaniu umowy, tylko przy pierwszych ratach. A potem przy kolejnych. Odsetki rosły szybciej niż możliwości spłaty. Zaczynała się spirala zadłużenia, z której nie było wyjścia. Wtedy pojawiało się zdziwienie. I gniew. I pytanie: jak to możliwe, że ktoś na to pozwolił?

Z planowaniem przestrzennym jest dokładnie tak samo

Przez lata zaciągaliśmy zobowiązania – rozpraszając zabudowę, ignorując koszty infrastruktury, odkładając decyzje na później. Skoro ludzie chcą kupować domy na osiedlach łanowych, to trzeba im na to pozwolić. Każda działka domyślnie mogła zostać zabudowana – albo przez bloki, albo przez domy. Co z tego, że odległość do najbliższej szkoły liczono w kilometrach. A jedyna droga dojazdowa dla tysięcy potencjalnych mieszkańców w istocie była rolniczym traktem do pól. Koszty suburbanizacji wydawały się równie nierealne jak raty chwilówki. Jakoś się je przecież spłaci. Kiedyś.

Kolarskie czwartki wracają na Tor Poznań

i

Autor: Bartek Łojewski Kolarskie czwartki wracają na Tor Poznań

Wizję snują wszyscy. Konsekwencji nikt nie dostrzega

Ta Lesznowola czy Tor Poznań jest momentem, w którym budzimy się w spirali przestrzennego zadłużenia. Wcześniej wszystko wyglądało dobrze. Tak zdroworozsądkowo. Bo dzieci będą miały podwórko. Bo zamiast dwóch pokoi w mieście można mieć trzy pod miastem. Bo dojazd zajmuje tylko kilkanaście minut. Bo gmina przecież musi zapewnić drogę. I szkołę. I dom kultury. I sklepy.

Czytaj także: Prestiżowe osiedla łanowe, czyli Zawady w Warszawie. To tu mieszkańcy nie chcieli sklepu Dino

Każda z tych rzeczy osobno ma mniejszy lub większy sens. A przynajmniej łatwo było w to uwierzyć. W końcu wszyscy tak robią, a kto miałby głowę do czytania alarmujących raportów o kosztach ekonomicznych i społecznych niekontrolowanej masowej przeprowadzki pod miasta. One były pisane drobnym drukiem, podczas gdy w mediach utrwalaliśmy święte prawo własności i kultywowaliśmy marzenie o własnym domku. 

Planowanie przestrzenne to klucz do zdrowego rozsądku

Planowanie przestrzenne ma na ten temat inne zdanie. Dlatego właśnie urbanistyka jest nauką, a planowania miast uczą na uniwersytetach. Kluczem jest zrozumienie systemu zależności. Polski „zdrowy rozsądek” przestrzenny nie widzi relacji między poszczególnymi decyzjami. I dlatego doprowadził nas dokładnie tam, gdzie jesteśmy dzisiaj. Do braku miejsca w szkołach i przedszkolach na przedmieściach (podczas, gdy w centrach miast zamykamy tego typu placówki). Do uzależnia od samochodu i coraz większej ilości czasu spędzanego w aucie (a znamy już syndrom dzieci wychowywanych na tylnym siedzeniu samochodu). I w końcu do konfliktów, który nie da się łatwo rozwiązać.

Naturalne, że w takich momentach zaczyna się festiwal racji. Mieszkańcy mają rację – chcą ciszy i dostępu do usług. Samorządy mają rację – aktualnie nie mają środków, procedury są długotrwałe, a budowa nowych obiektów skomplikowana, droga i czasochłonna. Kierowcy mają rację – bo kto by chciał codziennie spędzać 2 godziny w samochodzie i jeszcze musieć płacić za parking. Użytkownicy toru mają rację – w końcu motosport istniał tam wcześniej. Właściwie to wszyscy mają rację. I właśnie dlatego nic nie da się zrobić.

Osiedle łanowe w sołectwie Podolszyn
Autor: Szymon Starnawski/Grupa Murator Osiedle łanowe w sołectwie Podolszyn

Ty jesteś temu winny. I ja też

Trzeba powiedzieć to wprost: w tej historii nie ma zewnętrznego kogoś, na kogo łatwo można by zrzucić winę. To my jesteśmy parabankiem. I to my jesteśmy jednocześnie jego klientami. To my przez lata podejmowaliśmy wygodne i zyskowne tu i teraz decyzje. Koszty ignorowaliśmy. To my korzystaliśmy z systemu, który pozwalał budować tam, gdzie się to opłacało inwestorom. To my uznawaliśmy, że skoro coś jest możliwe i na zdrowy rozum słuszne, to znaczy, że jest sensowne.

Nie dziwmy się więc, gdy rzeczywistość zjawia się u drzwi z wezwaniem do zapłaty odsetek na lichwiarski procent. To łatwy do przewidzenia skutek naszej ignorancji. Nie wystarczy stawać z tym spostrzeżeniem przed lustrem. Trzeba jeszcze przed tym lustrem otworzyć oczy.

Tor to pikuś. Zaczynamy upośledzać ruchowo nasze dzieci

Najciekawsze jest to, że my tę lichwę właśnie zaczynamy spłacać. I to nie tylko w spektakularnych przypadkach, takich jak Poznań czy Lesznowola. Lichwa objawia się też w rzeczach znacznie mniej widocznych – ale dużo bardziej powszechnych i istotnych dla naszej społeczności. Dostrzeżemy go na przykład w szkołach, które coraz częściej tworzą pracownie sensoryczne dla dzieci. Ich zadaniem jest wyrównywanie deficytów i zaburzeń w koordynacji motorycznej. Powstają, bo okazuje się, że dzieciaki mają braki w rozwoju ruchowym. Część z tych problemów wynika z jakości przestrzeni publicznej. Dzieci zaczynają z niej znikać. Nie bawią się same. Nie ćwiczą upadków. Nie chodzą do szkoły. Zamiast tego są wożone. A rodzice – w strachu przed np. potrąceniem dziecka przez samochód na osiedlowych uliczkach – zaczynają kontrolować każdy ruch swoich pociech. Zła przestrzeń rodzi nadopiekuńczość.

Czytaj także: Zdarta płyta Wawra. Kolejne 30 domów wypatruje odpowiedzi poza własnym układem

Próbujemy rozwiązać jeden problem – efekt przestrzeni, którą sami stworzyliśmy – za pomocą kolejnego. Ale czy łączymy je ze sobą?

Dziś nie. Ale przyjdzie moment, że nagłówki gazet będą z równą werwą krzyczeć o tym, że upośledziliśmy ruchowo nasze dzieci i pozbawiliśmy je umiejętności samodzielnej orientacji w przestrzeni, nawiązywania relacji z sąsiadami, czy po prostu bycia w mieście. A więc empatii wobec innych osób – np. użytkowników toru wyścigów samochodowych, którzy bardzo potrzebują takich miejsc.

 Jeśli więc mamy wyciągnąć jakikolwiek wniosek z aktualnych kryzysów przestrzennych to zrozumienie, że odpowiedzialna polityka przestrzenna jest czymś, czego wszyscy potrzebujemy. To nie jest narzędzie kontroli czy ograniczenia czyjejkolwiek wolności. To po prostu próba uniknięcia spirali zadłużenia.

A my właśnie zaczynamy płacić pierwsze, naprawdę wysokie raty. A to dopiero początek.

Architektura Murator Google News

----

Dziękujemy, że tu jesteś. Posłuchaj naszego Podcastu Architektonicznego

Podcast Architektoniczny
Kto i dlaczego zakaże Ci budowy nowego domu?