Spis treści
Kilkanaście typów wejść do metra. Kolejny już w planach
Zależnie od tego, w jakiej części miasta się przebywa, wiaty wejściowe warszawskiego metra wyglądają komoletnie inaczej. Tylko przy skrzyżowaniu ulic Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej w centrum można zobaczyć 4 różne typy wejść: dwa rodzaje szklanych „motylków”, wejście wbudowane w budynek „Sezamu” i wejście wbudowane w przyziemie biurowca Central Point. Nawet w obrębie pojedynczej linii metra nie ma mowy o spójności – wygląd wejść zmienia się co kilka stacji. Łączy je tylko widoczne z daleka żółto-czerwone logo z literą „M”.
Aktualnie w metrze warszawskim można spotkać kilkanaście różnych typów wejść na stacje. Są to m.in.:
- wejścia bez wiaty, w formie schodów lub ramp pod ziemię – na odcinku ursynowskim M1,
- niebieskie, półkoliste tuby – na mokotowskim i centralnym odcinku M1,
- wejście w formie schodów otoczonych szklaną balustradą pod wolno stojącą szklaną wiatą – na stacji Wilanowska, linia M1,
- dwa różne typy wejść wbudowanych w budynki – na stacji Świętokrzyska, linia M1 i M2,
- prostopadłościenne, przeszklone wiaty z lekko skośnym dachem – na stacji Ratusz-Arsenał, linia M1,
- wiata przypominająca szklaną piramidę – na stacji Dworzec Gdański, linia M1,
- zaokrąglona wiata z mlecznego szkła – na stacji Plac Wilsona, linia M1,
- wejścia w formie niedużych, szarych budynków – na odcinku bielańskim M1,
- szklane „motylki” w różnych kolorach – na centralnym odcinku M2,
- asymetryczny „motylek” – na stacji Świętokrzyska, linia M1,
- prostopadłościenne, szklane wiaty z dekoracyjnymi naklejkami na szybach – na odcinku wolskim M2,
- wydłużone, industrialne, stalowo-szklane wiaty z elementami cegły – na odcinku bemowskim M2,
- betonowo-szklane, prostopadłościenne wejścia – na odcinku M2 na Targówku,
- betonowo-szklane, pochyłe wejścia – na bródnowskim odcinku M2.
Co więcej, na tym nie koniec, bowiem w planach jest, żeby linia M3 miała jeszcze inne wejścia. Jak wynika z zaprezentowanych wizualizacji 3. linii metra w Warszawie, na Pradze-Południe staną prostopadłościenne, przeszklone wiaty podobne do tych z odcinka wolskiego M2, ale bez naklejek na szybach, a za to z zielenią na dachu.
- Przeczytaj też: Trzecia linia metra M3 będzie rozczarowaniem? Za ponad 5 mld zł będzie przymusowa przesiadka i długa jazda do centrum
Motylki, tuby, bunkry, piramidy. Chodzi m.in. o prawa autorskie
To, jak różne bywają wejścia na stacje metra w Warszawie wynika z kilku przyczyn. Najważniejsza jest taka, że poszczególne odcinki warszawskiego metra mają różnych projektantów. A ponieważ wygląd wiaty wejściowej jest chroniony prawem autorskim, każdy kolejny zespół projektowy musi wymyślać ten element od nowa. To dlatego nad wejściami do metra Świętokrzyska stoją dwa różne typy „motylków” – jeden z nich, zaprojektowany później, mógł nawiązywać do wyglądu poprzednika, ale jednocześnie musiał się odróżniać.
Inną ważną przyczyną są kwestie praktyczne wpływające na projektowanie i budowę metra. Przykładowo brak jakichkolwiek wiat nad wejściami do stacji M1 na Ursynowie wynika przede wszystkim z oszczędności poczynionych w latach 90. Z kolei fakt, że przy stacji M1 Wilanowska można spotkać kilka różnych typów zadaszeń jest efektem zmian w okolicy – w związku z budową biurowca Villa Metro w 2018 r. część wejść zmieniła lokalizacje, a mocno już zużyte zadaszenia zostały zmienione na bardziej nowoczesne.
Kolejny powód to zmieniające się gusta. Niebieskie tuby znane z linii M1 w swoim czasie mogły się podobać, ale dziś mocno trącą już myszką i raczej nie wyglądałyby dobrze nad wejściami do nowoczesnych stacji linii metra M2. Warszawa nieustannie ewoluuje, a różnorodność wejść do metra jest tego żywym świadectwem.
Ostatni warty wspomnienia powód to kwestie wizerunkowe. Tu dobrym przykładem jest stacja M1 Plac Wilsona, gdzie można zobaczyć unikalne, zaokrąglone wiaty z mlecznym szkłem i dekoracyjnymi napisami – projektantowi ewidentnie zależało na wykazaniu się artyzmem w przypadku stacji przy reprezentacyjnym placu w inteligenckiej dzielnicy. Innym przykładem dbania o wizerunek jest to, że nad stacją metra Centrum miasto planuje wymianę istniejących zadaszeń z lat 90. na zupełnie nowe, lepiej pasujące do Muzeum Sztuki Nowoczesnej i placu Centralnego.
Różnorodność zadaszeń więcej kosztuje, ale ma i plusy
Być może najważniejsze w tym wszystkim jest pytanie – czy brak ujednoliconych zadaszeń nad wejściami do metra w Warszawie to problem? Z pewnością można wskazać minusy takiego rozwiązania. Gdyby wiaty były identyczne w całym mieście, podróżni łatwiej znajdowaliby stacje (choć tu pomaga rozpoznawalne logo metra nad każdym wejściem). Konieczność ciągłego projektowania wiat od nowa to z kolei wyższe koszty dla miasta. Można wreszcie zauważyć, że kilkanaście różnych typów zadaszeń prowadzi do wizualnego chaosu w stolicy, zwłaszcza wtedy, gdy kilka różnych wiat stoi przy jednym skrzyżowaniu.
Z drugiej strony taki stan rzeczy ma także pewne plusy. Zmieniające się wiaty to zapis historii metra i okazja do przyjrzenia się, jak przez lata zmieniały się trendy projektowe oraz oczekiwania urzędników, którzy kolejne projekty aprobowali. Co więcej, dzięki temu, że nie ma jednego narzuconego odgórnie standardu, obecni projektanci stacji mogą nawiązywać do lokalnego kontekstu i np. wprowadzać stal czy ceglaną okładzinę w miejscach z industrialną przeszłością. Ciekawe wejścia mogą też pełnić rolę dekoracyjną, jak np. na placu Wilsona. A podróżni, jak dobrze pokazuje niesłabnąca popularność warszawskiego metra, mimo różnego wyglądu wiat raczej nie błądzą. Może więc odrobina wizualnego chaosu jest do przeżycia?