Spis treści
Po co komu przedprojektowanie?
"Ile z tego sukcesu i dobrego przyjęcia nowego gmachu Wydziału Psychologii UW albo Domu Studenta nr 7 jest zasługą Twoją, Twoich kolegów i koleżanek z Biura Innowacji w Przestrzeni Akademickiej Uniwersytetu Warszawskiego?" - pyta na samym początku rozmowy Artur Celiński. Michał Sikorski, który współtworzył pracę przygotowawcze do tych projektów, odpowiada: to architekci są autorami, ale to, co wydarza się zanim powstanie pierwsza kreska, przesądza o wielu rzeczach.
Czytaj także: Nowy budynek Wydziału Psychologii UW gotowy. Powstał według projektu pracowni Projekt Praga i współpracy Piotra Bujnowskiego
Sikorski opowiada o pracy swojego zespołu: o wytycznych funkcjonalnych, studiach wykonalności, pilnowaniu sensu projektu od pierwszych założeń, aż po realizację. Podkreśla, że myślenie o projektowaniu jako o czymś, co zaczyna się od koncepcji, a kończy na dokumentacji wykonawczej, jest błędne.
Wydaje mi się, że projektowanie jest znacznie szerszym pojęciem. Zwłaszcza w przypadku inwestycji publicznych trzeba najpierw zadać sobie pytanie, co w ogóle chcemy zbudować, dla kogo i na jakich zasadach ma to działać.
- mówi. W dalszej części rozmowy mocno wybrzmiewa różnica między podejściem „projektuj i buduj”, nastawionym na najniższą cenę, a procesem, w którym najpierw ustala się sens inwestycji: komu ma służyć, jakie potrzeby zaspokoić i w jakiej logice funkcjonować. Sikorski przywołuje tu swoje doświadczenia z francuskiego projektu Paris-Saclay, gdzie wielkoskalowe inwestycje uczelniane zostały potraktowane jako narzędzie do wzmacniania potencjału naukowego i społecznego.
Dyskusje rozpalone do czerwoności
Dalsza część rozmowy skupia się na praktycznym aspekcie przedprojektowania: jak zbierać informacje, jak rozmawiać z użytkownikami, w jaki sposób unikać prostych pułapek. Sikorski szczerze przyznaje, że rozmowy ze studentami - przyszłymi użytkownikami budynku - rzadko dawały użyteczne wnioski. W jego odczuciu zbyt często pozostają oni skupieni na krótkim horyzoncie i nie mają wystarczającego punktu odniesienia.
Czytaj także: Wnętrza warszawskiego akademika przypominają luksusowy hotel. W środku przeszklone świetlice i dwupoziomowe kuchnie
Wskazuje natomiast grupę, która w konsultacjach okazywała się nieoceniona - to zarządcy budynków. Opisuje ich jako osoby, które codziennie mają styczność z danymi obiektami, naprawiają je, widzą ich słabe punkty i znają problemy, które ujawniają się dopiero po latach. To oni potrafili najprecyzyjniej ocenić, jak dana funkcja powinna działać, czego unikać, gdzie mogą pojawić się trudności, i tak dalej.
Sikorski opowiada również o makietach, które przydają się jako narzędzie do dyskusji - prostych, roboczych modelach, które można rwać, przekładać, a później skleić od nowa. To metoda pracy, dzięki której na pierwszy plan zostaje wysunięta funkcjonalność, trwałość i logika działania. W rozmowie praca architekta zostaje przedstawiona jako długi proces, który wymaga przekładania wiedzy między różnymi uczestnikami: użytkownikami, ekspertami, urzędami i deweloperami. Sikorki wspomina, że pryz pracy nad makietami najwięcej emocji budziły miejsca parkingowe i zieleń.
To jest to, co interesuje ludzi najbardziej. O wszystkim innym da się spokojnie pogadać. Ale te dwa tematy zawsze rozpalały dyskusje do czerwoności.
- zauważa.
Działanie w pojedynkę jest piekielnie ryzykowne
Biuro Innowacji w Przestrzeni Akademickiej UW, w którym pracował Sikorski, nie istnieje już w dawnej formie. A jednak zdążyło przygotować założenia dla kilkunastu inwestycji, przeprowadzić konsultacje, wypracować reguły i spisać je w podręczniku. Ostatnia część rozmowy dotyka teraźniejszości, a także napięcia między marzeniem a realiami.
Celiński dopytuje, czy da się wykonywać przedprojektowanie w pojedynkę - na przykład jako architekt zatrudniony w gminie lub instytucji. Sikorski nie ma wątpliwości, że to droga donikąd. Samotna praca przy inwestycjach o wieloletnich konsekwencjach jest zbyt ryzykowna i zbyt wrażliwa na wypadki losowe.
Działanie w pojedynkę jest piekielnie ryzykowne. Kto dokończy Twoją pracę, jak zachorujesz? Albo postanowisz zmienić pracodawcę? To jest według mnie antyprofesjonalne. Powinno być inaczej.
- mówi. Zauważa, że potrzebne są stałe zespoły, a w skali kraju - średniej wielkości pracownie, które będą w stanie łączyć ciągłość doświadczenia z różnorodnością kompetencji. W tym segmencie rozmowy wybrzmiewa też bardziej ogólna diagnoza: polskie instytucje publiczne dopiero uczą się sensownie projektować swoje inwestycje. Wiele błędów wynika z braku stabilności, środków i czasu, ale nie brakuje też dobrych praktyk — zarówno w samorządach, jak i nowych prywatnych firmach doradczych. Dobre przedprojektowanie może nie być widowiskowe, ale to ono zadecyduje, czy powstanie budynek, który będzie działał nie tylko dziś, ale i za kilkadziesiąt lat.