Urbanista nie przyszedł, więc poszliśmy na piwo. Z życia dużych dzieci na deweloperskich osiedlach

2026-06-01 15:30

Tulipan z rozbitej butelki, jaki jest, widzą wszyscy. Schody zaczynają się wtedy, gdy mówimy o przemocy subtelnej i zamaskowanej: tej wpisanej w urbanistykę, architekturę czy sam system. Oskarżenia o wandalizm kierowane pod adresem młodych ludzi często traktują ich jak źródło problemu, a nie konsekwencję. Przyjmując, że każde zachowanie jest jednocześnie reakcją: na co reagują nastolatki z warszawskiego Parku Magiczna, mianowane w mediach „postrachem okolicy”?

Eksperyment w Summerhill

Załącznik 1:

W 1921 roku Alexander Sutherland Neill zakłada szkołę Summerhill. Placówka początkowo powstaje w Niemczech, ale ze względu na niechęć lokalnej społeczności do jej metod wychowawczych i dydaktycznych zostaje przeniesiona do hrabstwa Suffolk w Wielkiej Brytanii.

Na czym polega jej kontrowersyjność? Główną cechą szkoły jest brak przymusu uczenia się i uczęszczania na lekcje. Placówka bazuje na samorządności uczniów i nauczycieli: dzieci same decydują o tym, w jakich zajęciach chcą uczestniczyć i jak spędzają swój czas. Nauczyciele służą im wiedzą i pomocą, ale nigdy się z nią nie narzucają. Obowiązuje właściwie jedna zasada: wolność jest tu rozumiana jako prawo do robienia wszystkiego, co nie wyrządza szkody innym.

Czterdzieści lat po otwarciu szkoły A. S. Neill napisze w książce zatytułowanej „Summerhill”:

Do mojej szkoły przychodzą dzieci (...) nienawidzące świata, destruktywne, nie wychowane, kłamiące i kradnące, nie opanowane. W ciągu sześciu miesięcy stają się szczęśliwymi, zdrowymi dzieciakami, nie czyniącymi niczego złego.

Ci, którzy wierzą w sens metody Nailla, tłumaczą jej działanie bardzo prosto: agresja nie powstaje z niczego. Jeśli odetnie się dzieci od źródeł przemocy (systemowej? przemocy domowej?) to agresja, prędzej czy później, straci rację bytu.

Nastolatki z Parku Magiczna

Załącznik 2:

W maju 2026 roku Rafał Górski publikuje na łamach Gazety Wyborczej tekst pt. „My, dzieci z Parku Magiczna. Nastolatki postrachem okolicy – piją, biją i demolują”. Autor szczegółowo i chronologicznie opisuje „przejęcie warszawskiego Parku Magiczna przez młode byczki” (jak określa to jeden z mieszkańców). Wymienia elementy parku, które uległy zniszczeniu: ławki, kosze na śmieci, trampolinę, labirynt, huśtawki oraz sprzęt siłowni plenerowej.

Czytaj także: Białołęka dostanie całkiem nowy most. Plasterek na ranę czy realna zmiana?

Tekst obfituje w scenki rodzajowe: młodzież siedząca na stołach do ping-ponga pali elektroniczne papierosy i pije piwo; czternastolatkowie wychodzą z bram parku nietrzeźwi; w zagajniku, wzdłuż kłody służącej dzieciakom za ławkę, ciągnie się dywan z kapsli i potłuczonego szkła. Na obrazowym przedstawieniu wandalizmu i problemu, z jakim borykają się mieszkańcy, tekst się niestety zatrzymuje. Odnoszę wrażenie, że dla jego autora to, co najgorsze w młodzieży, rodzi się i umiera w granicach Parku Magiczna. 

Przejmijmy na chwilę, że Alexander Sutherland Neill miał racje: że każde zachowanie jest jednocześnie reakcją. Na co, w takim wypadku, reagują tytułowe „dzieci z Parku Magiczna”?

Białołęka z drona
Autor: Szymon Starnawski Białołęka z drona

Kluczowy okazuje się kontekst miejsca. Park znajduje się w południowo-wschodniej części Białołęki. Otaczająca go zabudowa to podręcznikowy przykład dążenia do maksymalizacji PUM-u. Siatka grodzonych osiedli, których gęstość i układ zostały podporządkowane przede wszystkim zyskowi deweloperów, nie przewidziała przestrzeni wspólnych. Nie ma tu miejsc spotkań, nie ma ławek ani drzew dających cień, pod którymi można odpocząć podczas spaceru (no tak, nie ma też gdzie spacerować).

Czytaj także: Białołęka niebawem przegoni Mokotów pod względem liczby mieszkańców. To tu mieszka młoda Warszawa

Pozbawienie młodzieży przestrzeni, w której mogłaby przekuć energię w coś fajniejszego niż palenie elektryków na stołach do ping-ponga, skutkuje nieuniknioną nudą. A droga od nudy do aktów wandalizmu jest krótka i mało zaskakująca.

Moja propozycja odpowiedzi brzmi więc: „dzieci z Parku Magiczna” reagują na absurdalną urbanistykę miejsca, w którym żyją.

„Nie ma co się dziwić chuliganom”

Chuligaństwo chuligaństwu nierówne, ale pozwolę sobie cofnąć o trzydzieści lat i przenieść z warszawskiego parku na krakowskie osiedla. W wydanej kilka lat temu książce „Miasto noży” Wojciech Mucha tworzy fikcję opartą na rzeczywistych porachunkach kibiców dwóch krakowskich klubów. Jeden z bohaterów powieści w pewnym momencie zauważa:

„Ludzie są przeciwko niskim zarobkom, choć nie mogą strajkować, bo się ich zwolni. Są przeciwko bezrobociu, choć baba w Urzędzie Pracy za to nie może przecież przed nimi odpowiadać. Są przeciwko, ale nie wiedzą, jak spersonalizować protest (...). (...) w sumie nie ma co się dziwić chuliganom.”

Po chwili, odnosząc się do nieuchwytnych podmiotów składających się na system, dodaje:

„Oni rozumieją tylko siłę, tylko nią się posługują, więc tylko taki argument do nich dociera”.

Akty wandalizmu na Łęknie
Autor: Grzegorz Kluczyński Akty wandalizmu na Łęknie

Łatwo przykleić etykietę „przemocowców” tym, którzy nie kryją się ze swoją agresją czy aktami wandalizmu. Tulipan z rozbitej butelki, jaki jest, widzą wszyscy. Schody zaczynają się wtedy, gdy przemoc staje się subtelna i zamaskowana: gdy zostaje wpisana w urbanistykę – w niekontrolowane rozlewanie się przedmieść, wykluczenie transportowe czy brak przestrzeni wspólnych; w architekturę – w mikrokawalerki, ciemne korytarze i konieczność zaglądania sobie nawzajem w okna; i wreszcie w sam system, który nierzadko utrudnia dostęp do opieki zdrowotnej, edukacji czy pomocy społecznej osobom o niższym statusie ekonomicznym. Ławki opruszone amatorskim graffiti to jedynie wierzchołek góry lodowej. Jeśli to na nim skupimy całą uwagę, nigdy nie doczekamy (mitycznych, ale i wytęsknionych) „lepszych czasów”.

Architektura Murator Google News
Podcast Architektoniczny
Kamila Szatanowska. Architektura nierynkowych ideałów