Spis treści
"Czarna Księga” wydatków publicznych fundacji Warsaw Enterprise Institute
Kciuk z Gliwic znalazł się w tegorocznej (edycja 2026, już trzecia) „Czarnej Księdze” wydatków publicznych, przygotowanym przez fundację Warsaw Enterprise Institute. W sumie znalazło się w niej 49 pozycji z całej Polski.
- W dobie rosnących deficytów budżetowych i presji inflacyjnej, każde marnotrawstwo publicznych środków nie tylko obciąża kieszenie obywateli, ale także podważa zaufanie do instytucji państwa, hamując długoterminowy wzrost gospodarczy. Jako piewcy idei wolnorynkowych w Warsaw Enterprise Institute wierzymy, że efektywność wydatków publicznych jest kluczem do budowania silnej, konkurencyjnej gospodarki – tam, gdzie brakuje analiz koszt-korzyść, priorytetyzacji potrzeb i transparentności, tam mnożą się absurdy, które kumulują się w miliardowe straty dla społeczeństwa - piszą autorzy raportu.
Inne inwestycje, które znalazły się w tym rankingu to np. "płuca Ursynowa", "Podwodnica Bolesławia", czyli zalana droga, a także Tama w Wilkowicach w Beskidach, którą trzeba rozebrać.
Kciuk umieszczono w kategorii "totalny absurd". Autorzy rankingu napisali o nim tak:
- Miasto pokryło 90 tys. zł z budżetu, resztę Fundacja Soundscape od sponsorów, ale to wciąż publiczne pieniądze na kontrowersyjną rzeźbę. Totem, który stał się memem i obiektem drwin. Czy Gliwice stały się „miastem sztuki”, czy miastem absurdów? Odpowiedź w geście kciuka. Tylko kierunek – w dół.
A jednak kciuk wcale nie jest oceniany jednoznacznie czy negatywnie. Gliwiczanie go lubią i chętnie fotografują. Artysta zaś to ważna postać dla tego miasta. Oto jego historia, czytajcie.
Skwer Europejski nad DTŚ
Kciuk stoi na Skwerze Europejskim, który jest tworem wymuszonym - powstał z powodu budowy Drogowej Trasy Średnicowej (DTŚ w tym miejscu biegnie tunelem po śladzie dawnego Kanału Kłodnickiego). Kilka lat temu został zmodernizowany. Nasadzono tu niemal 61 tys. roślin różnych gatunków: 127 drzew, 2,4 tys. krzewów, prawie 26 tys. bylin i 32 tys. roślin cebulowych oraz 220 pnączy. Wiosną na skwet "wjeżdżają" wielkie palmy w donicach z pobliskiej Palmiarni. Koncepcję i projekt zagospodarowania skweru przygotowała gliwicka Pracownia 44STO. Modernizacja zieleńca pochłonęła niemal 3,9 mln zł z budżetu miasta.
Odsłonięcie kciuka było wisienką na torcie: stało się to w czerwcu 2025, gdy zainaugurowało pierwszą edycję festiwalu Biennale Gliwice pt. "Sztuka w mieście, miasto w sztuce". W jego ramach zamontowano również inne instalacje i elementy małej architektury, jak totemy autorstwa Matyldy Sałajewskiej czy nadające się do recyklingu żółte i czerwone ławki ENZI.
Chromowana rzeźba autorstwa Jana Śliwki w Gliwicach
– Otwieramy nowy rozdział w historii naszego miasta, w którym Gliwice stają się przestrzenią dialogu ze sztuką. Za nami wyjątkowy moment – odsłonięcie festiwalowego totemu. Praca autorstwa gliwickiego artysty Jana Śliwki to nie tylko dzieło sztuki. To znak, symbol nowej tożsamości Gliwic – miasta, które pamięta, szanuje i daje głos swoim artystom. Niech ta wspaniała rzeźba – kciuk uniesiony w górę będzie symbolem naszego „tak” dla sztuki obecnej w mieście – mówiła podczas inauguracji prezydentka Gliwic Katarzyna Kuczyńska-Budka.
Przy okazji - prezydentka też ma swojego Złotego Lajka, nagrodę za najlepszy profil społecznościowy prezydenta w Polsce w 2024. Przyznali go: Rada Programowa Local SoMe’24 oraz Związek Miast Polskich.
Kciuk, choć kojarzy się z "lajkiem" znanym z Facebooka, powstał dużo wcześniej - w latach 90. XX wieku. Był w pracowni artysty, aż do Biennale. Zbieżność gestu z symboliką social mediów jest więc przypadkowa. Kciuk stał przez lata w pracowni Śliwki w Wilczym Gardle (Gliwice).
- Intencją Jana Śliwki było stworzenie czytelnego, pozytywnego znaku w przestrzeni publicznej - tłumaczyli przedstawiciele Fundacji.
- Był nawet opatentowany i mąż miał na niego różne pomysły. Chciał, żeby służył do reklamy, jako postument, coś funkcjonalnego - opowiadała żona artysty. "To pierwszy raz, kiedy jego twórczość wraca z takim rozmachem – i z takim wsparciem" - podkreślała Danuta Śliwka przed inauguracją rzeźby na skwerze.
– Dziękuję (...) że ten totem – symbol Biennale – mógł się znaleźć w tak pięknej przestrzeni. Chcę podziękować dyrektorowi programowy festiwalu – przyp. red.), że znalazł go w naszej pracowni i docenił twórczość męża. Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że ten totem ozdabia Gliwice. Chciałabym prosić gliwiczan, żeby ciepło go potraktowali i się z nim zaprzyjaźnili – mówiła Danuta Śliwka.
Złoty kciuk w Gliwicach początkowo na skwerze miał stać kilka miesięcy, mija rok i wciąż jest. Być może jednak stanie w innym miejscu - jeśli ulica Zwycięstwa, która w tym miejscu się zaczyna, zostanie poddana rewitalizacji.
Kim był Jan Śliwka
To artysta urodzony w 1946 roku w Gliwicach, najbardziej znany jako autor kinetycznych, ruchomych rzeźb, które reagowały na dźwięk i światło. Zmarł w 2022. Samouk. Budował teatralne sceny, był też scenografem i pracował w teatrach w Bytomiu, Dąbrowie Górniczej oraz Warszawie. Jednak najbliższa była mu sztuka w przestrzeni miejskiej.
W 1976 roku zorganizował indywidualną wystawę w Radzie Europy w Strasburgu, prezentując dynamiczne rzeźby reagujące na muzykę i to okazało się przełomowym wydarzeniem dla jego kariery. W Polsce jednak był mało znany, choć np. jego wielka instalacja jest przed uniwersytetem w Minnesocie w USA.
Był wizjonerem. W zeszłym roku niektóre rzeźby kinetyczne artysty odnawiali studenci Politechniki Śląskiej. Wyprzedzały swoje czasy, uznali.
- Łączył odlewane formy z precyzyjnie spawanymi blachami, a ruch nadawały im 12-woltowe silniki komutatorowe – te same, które napędzały wycieraczki w samochodach PRL. Proste w zamyśle, skomplikowane w wykonaniu. Mnóstwo ramion, rurek, tulejek – wszystko ruchome i precyzyjnie dopracowane, bez komputerów czy CAD-a. To prawdziwe mechatroniczne dzieła sztuki - chwalił dr inż. Rafał Setlak, prodziekan Wydziału Elektrycznego.
Syn artysty przypominał o planie ojca na rzeźbę, która miała przypominać Głowę Franza Kafki Davida Černego w Pradze z 2014 roku.
– Tata opowiadał mi o projekcie ruchomej, kilkumetrowej głowy zbudowanej z metalowych kwadratów, która dzięki kamerom miała odtwarzać twarz osoby zbliżającej się do rzeźby. Pomysł został opatentowany, ale zbyt trudny technicznie do zrealizowania, jak na tamte czasy. Rzeźba miała przypominać tę stworzoną przez Davida Černego, jednak jej działanie miało być znacznie bardziej zaawansowane i oferować szersze możliwości interakcji - mówił Janusz Śliwka dla portalu gliwice.eu.
Kosztowne, kontrowersyjne rzeźby współczesne w miastach
Gliwice nie są jedynym miastem, które w zeszłym roku wzbogaciły swoją przestrzeń rzeźbą. W Katowicach stanął wielki, niemal pięciometrowy autorstwa Rafała Olbińskiego. Zobaczcie, jak wyglądało jego odsłonięcie.
Byk ma być symbolem siły. Rzeźba jest inspirowana wcześniejszą pracą Olbińskiego pt. „Europa zjednoczona”. To był projekt okładki na zlecenie „Spiegla” w 2004 roku, gdy Polska wkraczała do Unii Europejskiej. Na ulicy Dworcowej w Katowicach rzeźba stanęła z inicjatywy Fundacja In Corpore we współpracy z miastem Katowice. Jednak w tym przypadku 800 tys. złotych wyłożyła fundacja, miasto zaś poniosło koszty organizacji wydarzenia, odpowiada też za utrzymanie rzeźby - podał Łukasz Kądziołka z portalu katowice24.info.
Inne miasta w Polsce też stawiają na sztukę z różnym skutkiem. W Kielcach na Placu Najświętszej Marii Panny w zeszłym roku pojawiła się szklana tafla, nazwana "Niebem Kielc", która miała być artystycznym symbolem i zachętą do spojrzenia na codzienność z innej perspektywy. Instalacja - lustro w Kielcach kosztowała prawie 90 tysięcy złotych i powstała w ramach programu „Rzeźba w przestrzeni publicznej”. W ramach tego programu w Busku-Zdroju stanęła też rzeźba Gai, marki-ziemi. W tym roku program też wdrożono.