Dla większości Polaków to wciąż rzadki widok. Czy dla zrujnowanych kościołów jest ratunek?

2026-06-09 7:00

Niedaleko Karpacza, przy głównej drodze, stoją ruiny kościoła. Nie jest jedyny - ruin opuszczonych kościołów ewangelickich jest na zachodzie Polski więcej. Ten próbowano wskrzesić, otwierając na wieży kościelnej punkt widokowy. Z opuszczonymi kościołami katolickimi obchodzimy się dziś łagodniej, ale czy wszystkim znajdziemy nową funkcję, by ochronić je przed ruiną?

Spacer po Galerii PLATO z Robertem Koniecznym

Ruiny kościołów ewangelickich

5 kilometrów na północ od Karpacza, w Miłkowie, stoją ruiny kościoła ewangelickiego. Choć dla mieszkańców zachodniej Polski jest to widok znajomy, dla całej reszty - raczej niecodzienny, chyba że mieli na swoich terenach ewangelików. Dziś najpewniej został po nich zrujnowany kościół. Takich punktów na mapie Polski znajdziemy parędziesiąt.

Zobacz także: Było ich tysiąc, zostało 30. Kościół Wang w Karpaczu jest jednym z nich

Kościół ewangelicki w Miłkowie powstał w połowie XVIII wieku. Drewniany dom modlitewny, który stał w towarzystwie pastorówki i kantorówki i do tej pory służył wiernym, był w coraz gorszym stanie. Starej świątyni nie rozebrano, a przesunięto - podniesiono ją na drewniane belki i przetoczono 60 metrów dalej. Do wzniesienia murowanego zboru zatrudniono budowniczego M. Weise, który skończył pracę w 1755 roku. Podczas gdy dom modlitewny przypominał podobno stodołę, nowemu kościołowi bliżej było do neoklasycystycznego dworu z łamanym czterospadowym dachem i portykami. Swoją wysoką wieżę zyskał dopiero wiek później, w 1863 roku.

Ruiny kościoła ewangelickiego w Miłkowie na Dolnym Śląsku

i

Autor: Julia Dragović/ Archiwum prywatne

Był to okazały obiekt z salową nawą, otoczoną 2-kondygnacyjnymi drewnianymi emporami [...]. Nawę przekrywało drewniane pseudo sklepienie - informuje tablica przymocowana do dwóch skrzyżowanych gałęzi przybitych do muru kościoła. Po 1945 roku kościół opustoszał, nie było już ewangelików w Miłkowie. Wyłączony z użytku niszczał szybko, ale wszelkie szanse na przeżycie odebrano mu, gdy w 1980 roku zdjęto z niego dach. Dziś z kościoła zostały tylko ściany zewnętrzne i wieża nakryta czerwonym materiałem. Przez jakiś czas działała tu wieża widokowa, jednak dziś jest zamknięta.

Zielony teren przy kościele nieprzerwanie służy jako cmentarz - dziś już katolicki. Stare, kamienne nagrobki niemieckich mieszkańców ustawiono wzdłuż ruiny kościoła na pamiątkę. Dalej, w wysokiej trawie, leżą stosy kamiennych bloków. Po drugiej stronie ulicy, oddzielony zieleńcem i boiskiem, stoi drugi kościół w Miłkowie, jeszcze starszy. Ten dla odmiany został wyróżniony nominacją w konkursie Zabytek Zadbany. 

Ruiny kościoła ewangelickiego w Miłkowie na Dolnym Śląsku

i

Autor: Julia Dragović/ Archiwum prywatne

Drugie życie kościołów ewangelickich

Nie każdy kościół ewangelicki został ruiną - mamy przecież Kościoły Pokoju w Świdnicy i Jaworze wpisane razem na listę dziedzictwa światowego UNESCO. Wciąż są tam zresztą odprawiane nabożeństwa dla niewielkiej społeczności wiernych. Oba pełnią dziś rolę muzeów i podstawowych atrakcji turystycznych w swoich miastach.

Inne z kolei z ruiny powstają - jak Perła Żeliszowa, w której dziś udziela się ślubów i organizuje koncerty. Dawny kościół zmienił się w centrum kulturalne Świątynia Sztuki i Światła. Potrzebne są jednak pieniądze i pomysł. W przypadku kościoła z Żeliszowa, i z jednym, i z drugim, przyjechała tu Fundacja Twoje Dziedzictwo z Warszawy. Bez takiego wsparcia najlepszym scenariuszem dla opuszczonych kościołów w dolnośląskich miasteczkach i wsiach jest nierzadko zabezpieczenie ruin przed dalszą degradacją.

Ruiny kościoła ewangelickiego w Miłkowie na Dolnym Śląsku

i

Autor: Julia Dragović/ Archiwum prywatne

Kościoły katolickie też pustoszeją

Sytuacja opuszczonych kościołów ewangelickich w powojennej Polsce była znacznie trudniejsza niż pustoszejących kościołów katolickich. Na zewnątrz widać to głównie w ich losie. Zdesakralizowane kościoły w Polsce stają się domami, apartamentowcami, przestrzeniami wystawienniczymi. W niderlandzkim Heerlen w kościele będzie można popływać, a w Brukseli połowę budynku Kościół wynajął szkółce wspinaczkowej - bez tej pomocy koszty utrzymania wielkiej świątyni były nie do udźwignięcia.

Minęły już czasy, gdy jedyną przyszłością dla pustego kościoła były imprezy techno (choć i takie przedsięwzięcia można dziś spotkać). Świątynie to kolejne zabytki, dla których potrzebujemy dziś pomysłu - tym bardziej jeżeli nie chcemy, by podzieliły los swoich ewangelickich kuzynów. Nie każdy można przerobić na hotel albo airbnb

Podcast miejski
Radości i smutki bardzo lokalnej architektury
Architektura Murator Google News