Spis treści
Z potrzeby i z wdzięczności, z propagandy
Historia powstania Domu Kultury w Nowym Porcie jest krótka — tak zaczynał się artykuł Janusza Kowalskiego w "Architekturze" prezentujący i recenzujący (dość surowo) Morski Dom Kultury, który dopiero co otwarto w Gdańsku, w dzielnicy Nowy Port; był 1955 rok, a socrealizm wciąż miał się w Polsce bardzo dobrze, wobec czego nowy wielki gmach w mieście przybrany był w kute, ciężkie lampy i kotwice, pilastry i gzymsiki, zwieńczony attyką.
Zobacz także: Architektura dla dzieci, ale łączy elementy monumentalnej klasyki i radykalnego modernizmu. Pałac Młodzieży w Katowicach
Pierwszą koncepcję, jeszcze modernistyczną, opracował architekt Adam Kühnel; forma podążała za funkcją. Czy rzeczywiście była tak zła, jak pisano? Wraz z proklamacją ideologicznego stylu socrealistycznego, z góry krytykowano wszystko, co modernistyczne, niezależnie od tego, czy na krytykę zasługiwało, czy też nie. Kolejne socrealistyczne wersje projektu powstały już w duecie - z arch. Witoldem Rakowskim.
Ostatecznie Kühnel opuścił projekt. Być może nie chciał być z nim łączony. Dziś budynek przypisuje się samemu Rakowskiemu. Architekt już wtedy był współautorem powojennych planów Śródmieścia i ogólnego miasta (przy których pracował zresztą z Kühnelem) oraz monumentalnego, modernistycznego basenu odkrytego na ul. Ejsmonda w Redłowie.
W prasie pisano, że Morski Dom Kultury powstał jako pomnik wdzięczności Warszawy za wpłaty na odbudowę stolicy. Z tej okazji wmurowano wewnątrz tablicę pamiątkową: Morski Dom Kultury powstał z dotacji Naczelnej Rady Budowy Warszawy i Ministerstwa Kultury i Sztuki. Jest on trwałym pomnikiem ofiarności mieszkańców województwa gdańskiego na rzecz budowy stolicy. Mogłoby się wydawać, że takie postawienie sprawy odbiera nieco sprawczości Komitetowi Budowy Domu Kultury w Nowym Porcie, który miał zrodzić się z potrzeby klasy robotniczej, pozyskać działkę i cegłę rozbiórkową.
Zobacz także: Mniej znany, pierwszy Pałac Kultury od 60 lat stoi w Dąbrowie Górniczej. We wnętrzach wykorzystano bezcenny marmur
Trzeba jednak pamiętać, że obie wersje wydarzeń, z odbudową stolicy, jak i z komitetem, zawierają mocny ładunek propagandowy. Nowy Port nie uchodził za dzielnicę szczególnie bezpieczną i atrakcyjną, a władzy za bardzo kojarzył się ze strajkiem dokerów z 1946 roku, podczas którego aresztowano pół tysiąca osób. Nowa Twarz Nowego Portu miała więc rozpocząć nowy rozdział wizerunkowy, w którym mieszkańcy nie walczą o podstawowe potrzeby ekonomiczne, a korzystają tłumnie z kultury gwarantowanej im przez konstytucję Polski Ludowej (której cytaty umieszczono na ścianach pomieszczeń) i przez Front Narodowy. Dlatego z pozyskaniem materiałów i miejsca nie było ciężko, a na otwarcie budynku zjechali się działacze.
Punkt widokowy z przesuniętej ulicy
Kiedy Morski Dom Kultury projektowano, mimo centralnego planowania, w Polsce wciąż nie ustalono jednego programu dla domów kultury; stworzono go więc indywidualnie: Przewidywał on dwie sale, każda na 400 miejsc; jedna miała być uniwersalną salą widowiskowo-zabawową, druga — widownią kina. Oprócz tego dom kultury miał zawierać m.in. salę gimnastyczną wraz z rozbieralniami, sanitariami, pokojem instruktorów i składem sprzętu sportowego, kawiarnię, bibliotekę i grupę pomieszczeń dla kółek pracy społecznej i politycznej oraz grupę pomieszczeń rozrywkowo-wypoczynkowych, takich, jak pokoje gier stolikowych i bilardu. Wszystko to uzupełniono pomieszczeniami administracyjnymi, gospodarczymi i technicznymi oraz poczekalnią dla dzieci i pomieszczeniem dla wózków — wymieniał Janusz Kowalski.
Kowalski nie spoglądał zbyt przychylnie na budynek. Krytykował nieintuicyjny układ pomieszczeń, szczególnie umiejscowienie sali gimnastycznej - ten niewątpliwy błąd jest także powodem nieszczerości konstrukcyjnej, utrudniającej znacznie obliczenia i mającej wpływ na koszt konstrukcji". Bryłę nazwał natomiast niczym szczególnym. Zwracał uwagę na zupełne niedostosowanie biblioteki do rozmiarów księgozbioru, przez co kilkakrotnie trzeba było ją przenosić.
Wkrótce po budowie domu kultury, planowano przesunięcie ul. Marynarki Polskiej na zachód, otwierając tym samym budynek na nowy reprezentacyjny plac. Przestrzeń miała zapewnić lepszy widok na monumentalny gmach, który projektowano tak, by najlepsze wrażenie robił z większej odległości. Z bliska malał przez wydatne schody. Ulicy ostatecznie nie przesunięto; cały plan na nowy układ urbanistyczny, którego gmach był częścią, porzucono w 1956 roku. Nowy Port miał być nowym Śródmieściem Gdańska, wzniesionym po zniszczeniach wojennych i zorientowanym wzdłuż nowej ulicy Wilków Morskich. Morski Dom Kultury stoi więc dziś osamotniony, zrealizowany jako jedyny z ambitnego planu, przypominając o socrealistycznym rozdziale okolicy.
Wnętrza domu kultury
Wewnątrz gęsto było od ornamentu (według recenzenta - zbyt gęsto). W foyer balustrady ozdobiono ceramicznym ażurem, ozdobną ceramiką o motywach kwiatowych wyłożono też dwa filary. Pomieszczenia oświetlały kute lampy z detalami kryształowymi i ceramicznymi, świeczniki-kinkiety.
Zobacz także: Miał nowoczesną bryłę i pierwsze eskalatory w mieście. Dworzec PKS w Gdańsku dostał nawet nagrodę. Dziś jest ciężarem
W srogiej recenzji oberwało się niemal wszystkim pomieszczeniom domu kultury. Były za małe, za duże, źle usytułowane, źle rozplanowane; nie spełniały normatywu, były urządzone nieprzytulnie, zbyt obficie lub zbyt surowo. W sali kinowej zła była akustyka, rozplanowanie zaplecza technicznego; błędna była nawet droga ewakuacji, kierująca uciekających w stronę pożaru.
Mimo wszystko czarnobiałe zdjęcia pokazują pomieszczenia pełne ozdobnej metaloplastyki, drewnianych mebli wyściełanych skórą, miękkich dywanów i solidnych drewnianych drzwi. Pod sufitami sunął kuty okręt, pięły się liście monstery, wiły się gięte ramiona lamp. W foyer dodatkowo - malowidło ścienne przedstawiające statek, autorstwa małżeństwa malarzy, Rogińskich.
W dzisiejszych czasach tak dotkliwa krytyka projektu kolegi architekta wywołałaby pewnie tygodniową awanturę w mediach branżowych i społecznościowych.
Uroczyste otwarcie
7 listopada 1954 roku, w rocznicę Rewolucji Październikowej, Morski Dom Kultury Związku Zawodowego Pracowników Żeglugi przy Zarządzie Portu Gdańsk uroczyście otwarto, a tłum był podobno ogromny; orkiestra grała uwerturę "Chłop i poeta". Do Nowego Portu przyjechał specjalnie I sekretarz KW PZPR Jan Trusz i inni lokalni działacze. Ale wstęgę przecinał przodownik pracy, Tadeusz Znamierowski.
Po wzorzystych dywanach, wśród palm, dzień w dzień stale wpływali nowi goście chętni zobaczyć i skorzystać. W odbiorze Kowalskiego a gości i mediów - rozdźwięk. Uśmiechy, zachwyty; wnętrza opisywane jako ciepłe, miłe dla oka i przyjemne. Skromne, a ładne. Ale uwagi krytyczne też były: brak wentylacji w sali teatralnej, zbyt stroma posadzka przy drzwiach wejściowych.
Oprócz kutego statku pod sufitem, w centralnym punkcie hallu pierwszego piętra ustawiono też wielki model MS Batory w szklanej gablocie. W sali wykładowej trzy wielkie akwaria z egzotycznymi rybami. Statki pojawiały się na lampach, na ścianach, nawet na serwetkach w kawiarni. W masywnych fotelach siedzieli stateczni panowie z gazetami, młodzież grała w karty i szachy, orkiestra ćwiczyła wytrwale. Już w dniu otwarcia czytelnicy biblioteki mieli do dyspozycji 9 tysięcy książek.
Sam gmach wciąż stał nieotynkowany, z zewnątrz wykończono go dopiero później.
Choć co do motywacji jego budowy można mieć uwagi, jego architektura to świadek czasu, a sam MDK przez dekady służył mieszkańcom, dając przestrzeń do rozwijania zainteresowań. Działał, dopóki Zarząd Portu Gdańskiego nie sprzedał go w latach 90. Jeszcze lata po sprzedaży, kiedy budynek zmieniał funkcje, nieprzerwanie od 1976 roku działała tu siłownia Portowiec.
Smutny koniec zabytku?
Morski Dom Kultury był bankiem, szkołą wyższą; został też zabytkiem, w całości, jako że wewnątrz zachowała się duża część oryginalnych detali. A kiedy w 2006 roku znów go sprzedano (łódzkiej spółce Central Found Of Immovables), ostatecznie został i pustostanem. Dziś niszczeje, zamknięty i wyłączony z użytku. Ściany nieogrzewanych pomieszczeń pokrywa grzyb i mech. Mimo wezwań konserwatora o zabezpieczenie budynku przed dalszym zalewaniem i niszczeniem, nie dzieje się nic. Impas trwa już od kilku lat.
Źródła: Architektura (4/1955), Instytut Kultury Miejskiej Gdańsk, Trójmiasto
Zobacz także: Gdański Falowiec to jeden z najdłuższych bloków Europy i ma już pół wieku. Zmarła jego architektka, Danuta Olędzka