Spis treści
Remont Sali Kongresowej w Warszawie z nową, odległą datą zakończenia
„To będzie ostatni koncert przed trzyletnim remontem Sali Kongresowej” – pisała „Gazeta Wyborcza” w 2014 r., kiedy do Polski przybyła brytyjsko-gruzińska piosenkarka Katie Melua. Nikt nawet nie przypuszczał, że w 2026 r. prace przy Pałacu Kultury i Nauki będą trwały nadal. To niechlubny rekord chyba nie tylko w skali Warszawy, ale i całego kraju.
Gdy plac budowy przejmowało w 2023 r. konsorcjum firm Adamietz Warszawa sp. z o.o. i Adamietz sp. z o.o., ponownie mówiono, że remont zajmie ok. 3 lata. Wszystko miało się zakończyć na przełomie 2026 i 2027 r., jednak już wiemy, że tak się nie stanie. W kwietniu 2026 r. prezydent m.st. Warszawy Rafał Trzaskowski poinformował: „Jak wszystko pójdzie zgodnie z planem, widzowie będą mogli zasiąść w Sali Kongresowej w połowie 2028 roku”. Jako powód kolejnego już opóźnienia podano znaczne skomplikowanie remontu oraz konieczność usunięcia odkrytych niespodziewanie ponad 1,4 tys. ton azbestu.
Przypomnijmy: modernizacja Sali Kongresowej obejmuje wyłącznie jej wnętrza i ma na celu dostosowanie obiektu z lat 50. XX w. do współczesnych standardów. Obiekt wymaga przede wszystkim unowocześnienia zabezpieczeń przeciwpożarowych oraz przystosowania do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Powstaną więc m.in. nowe, większe windy (6 zamiast 4), które pozwolą dotrzeć na każdą kondygnację obiektu – dotąd na balkony dało się dotrzeć wyłącznie schodami. Dodatkowo po remoncie znacząco zwiększy się liczba toalet (z 29 do 168) oraz garderób (z 35 do 75). Generalną modernizację przejdą piwnice i strychy, a także całe zaplecze obiektu oraz scena. Ta ostatnia zyska nowoczesne urządzenia technik audiowizualnych, mechaniki scenicznej oraz oświetlenia, co pozwoli na organizowanie bardziej skomplikowanych technicznie widowisk.
Z perspektywy gości Sali Kongresowej plusem będą nowe, wygodniejsze fotele, choć przy okazji miejsc siedzących nieco ubędzie – w świetle dzisiejszych przepisów przeciwpożarowych były one zbyt stłoczone. Liczba foteli spadnie z 2880 do ok. 2600.
- Sprawdź również: Połowa placu Defilad pozostanie pusta? Muzeum jest, teatr powstaje, o reszcie budynków cisza
Błąd za błędem, czyli jak z trzech lat remontu zrobiło się kilkanaście
Jak doszło do tego, że stosunkowo prosty remont przerodził się w niekończącą się historię, z której szydzą w mediach społecznościowych nawet ludzie spoza Warszawy? Cóż, zaczęło się całkiem niewinnie – a potem zaczęły przewracać się kolejne kostki domina. Usiądźcie wygodnie: oto opowieść o tym, co spotkało Salę Kongresową.
- Rok 2008. Krzysztof Markowski zostaje prezydenckim pełnomocnikiem ds. remontu Sali Kongresowej i pomaga opracować jego założenia.
- Rok 2012. Firma Sound and Space z dużym opóźnieniem przekazuje miastu gotowy projekt remontu. Prezydencki pełnomocnik przyjmuje dokumentację bez zastrzeżeń. Przygotowania do remontu ruszają.
- Rok 2013: projektant remontu zaczyna sądzić się z miastem. Domaga się dodatkowych pieniędzy za wykonaną pracę. Sprawa będzie się ciągnąć latami.
- Lipiec 2014: po ostatnim koncercie sala zostaje zamknięta dla publiczności.
- Wrzesień 2014: rozpoczyna się remont. Przewidywany koszt to 40 mln zł, a przewidywana data zakończenia to 2017 rok. Firma Mermaid Construction wchodzi do obiektu i szybko odkrywa, że pracy do wykonania jest znacznie więcej, niż twierdzili projektanci. Nie zauważyli oni m.in. konieczności wzmocnienia konstrukcji ścian.
- Październik 2015: Renata Kaznowska, późniejsza wiceprezydent Warszawy, składa do prokuratury zawiadomienie o próbie korupcji. W związku z remontem Sali Kongresowej miało dochodzić do nacisków na zakup urządzeń nagłośnieniowych konkretnej firmy. Rok później śledztwo zostaje umorzone.
- Wiosna 2016: wykonawca remontu ogłasza upadłość. Miasto zostaje z rozgrzebaną Salą Kongresową i roszczeniami podwykonawców, którym firma Mermaid Construction nie płaciła.
- Wrzesień 2016: Kaznowska składa kolejne zawiadomienie do prokuratury. Tym razem ma zarzuty wobec Krzysztofa Markowskiego: podobno miejski urzędnik zaakceptował projekt remontu, mimo że ten miał rażąco niską jakość i nie był kompletny. I ta sprawa zostaje jednak ostatecznie umorzona.
- Lata 2016–2017: remont Sali Kongresowej stoi. W tle zmieniają się prezesi Pałacu Kultury, trwają polityczne przepychanki, toczą się analizy. Nikt nie wie, co dalej.
- Grudzień 2017: zarządca Pałacu Kultury ogłasza przetarg na nową koncepcję modernizacji Sali Kongresowej. Zdecydowano, że zakres remontu zostanie zwiększony, a zatem całą dokumentację trzeba wykonać od nowa. Kilka miesięcy później przetarg wygrywa firma ECM Group Polska.
- Rok 2019: miasto wybiera projektanta remontu. Konsorcjum z firmą Arcadis jako liderem rozpoczyna prace warte 15,9 mln zł.
- Marzec 2020: koronawirus SARS-CoV-19 paraliżuje Polskę i wszystkie inne kwestie schodzą na dalszy plan.
- Lata 2021–2023: mając w ręku gotowy projekt remontu, miasto próbuje wybrać nowego wykonawcę. Na ten cel rezerwuje 183 mln zł. Żadnego z szeregu przetargów nie udaje się rozstrzygnąć, gdyż przez pandemię ceny materiałów i robocizny tak wzrosły, iż żadna firma nie chce się podjąć zadania. Urzędnicy w końcu kapitulują i dosypują pieniędzy.
- Wrzesień 2023: nowym wykonawcą remontu zostaje konsorcjum firm Adamietz Warszawa sp. z o.o. i Adamietz sp. z o.o. Koszt prac zapisany w umowie to ponad 393 mln zł. Miasto zapowiada zakończenie remontu na przełomie 2026 i 2027 r.
- Marzec 2025: po raz kolejny okazuje się, że pracy do wykonania jest więcej, niż zakładano. Wykonawca natrafia na coraz większe ilości azbestu, o którym najwyraźniej nikt nie wiedział. Jego usunięcie to proces kosztowny i czasochłonny. Koszt remontu rośnie do niemal 478 mln zł.
- Kwiecień 2026: usuwanie azbestu wciąż trwa. Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski ogłasza w mediach społecznościowych, że widzowie powinni móc skorzystać z nowej Sali Kongresowej w połowie 2028 r.
Podsumujmy więc: rozpoczęty w 2014 r. remont, który miał trwać trzy lata i kosztować 45 mln zł, ostatecznie ma potrwać 14 lat i kosztować blisko 478 mln zł. O ile, oczywiście, nie będzie kolejnych opóźnień i kolejnego wzrostu kosztów.
- Sprawdź także: Tak wyglądają trzewia Pałacu Kultury. Stare fotele z Sali Kongresowej, centrum dowodzenia. Byliśmy w piwnicach PKiN
To nigdy nie powinno było się wydarzyć
Farsę, jaką jest remont Sali Kongresowej w PKiN, trudno nawet skomentować. Spróbujmy zatem na koniec przynajmniej wskazać winnych. Nie licząc kilku przypadków pecha, jak bankructwo pierwszego wykonawcy i pandemia, pełną odpowiedzialność za ten ciąg porażek ponoszą miejscy urzędnicy. Remont Sali Kongresowej w PKiN był od samego początku źle przygotowany, a większość późniejszych problemów i opóźnień była jedynie tego konsekwencją. Dwukrotnie doszło do sytuacji, gdy już po rozpoczęciu prac wykonawca odkrywał, że ma do zrobienia znacznie więcej, niż przewidywała umowa. W tej sytuacji można jedynie zapytać: gdzie byli urzędnicy? Gdzie byli ich przełożeni, którzy powinni przecież kontrolować ich pracę? Gdzie były władze miasta, którym urzędnicy niższego szczebla podlegają? A wreszcie: jakim cudem przez 12 lat nikt nie zbadał Sali Kongresowej wystarczająco dobrze, żeby prace mogły przebiegać bez niespodzianek?
- Przejdź do galerii: Czysty Pałac Kultury i Nauki w Warszawie - zobacz stare zdjęcia