Spis treści
Zielony plac Centralny. Za nim – „parking centralny”
Gdy miasto po raz pierwszy pokazało wizualizacje placu Centralnego od A-A Collective, opinie były podzielone. Inwestycji nie pomogła też mocno opóźniona budowa. Dziś jednak można już chyba ostrożnie stwierdzić, że zmiana w tym miejscu się przyjęła. Wielka pustka placu Defilad rozpadła się na części. Oko, które wcześniej nie miało się tu na czym zatrzymać, teraz co chwila zauważa coś nowego: drzewa, kwietniki, trawniki, ławki, taflę wody, ludzi. Wcześniej ginęli na tle parkingu i Pałacu Kultury, teraz jakoś łatwiej ich dostrzec. Przez całe lato i jesień siedzieli tu w cieniu i w słońcu, spacerowali odtworzonymi w kamieniu ulicami dawnej Warszawy.
Ale czegoś brakuje. Wzrok przesuwa się dalej, po białej ścianie Muzeum Sztuki Nowoczesnej – i wpada w wielką wyrwę, która wciąż czeka na zabudowanie nową siedzibą teatru TR Warszawa. Za kilka lat czarny gmach projektu Thomasa Phifera powinien już tu stać. Gorzej jest po przeciwnej stronie. Tam Plac Centralny to plac bez pierzei – i nic nie wskazuje, żeby szybko miało się to zmienić. Parking trwa, jak trwał, choć zaraz pod nim znajduje się drugi, podziemny. Miasto się poddało. Choć samo zapowiedziało w tym miejscu zmiany w ramach projektu Nowego Centrum Warszawy – czeka na ruch ze strony deweloperów. Już od wielu lat.
Południowa część placu Defilad bez zabudowy. Miasto czeka i milczy
A przecież miało być całkiem inaczej. Uchwalony w 2010 r. plan miejscowy jasno pokazuje miejską wizję zmian w centrum Warszawy. Przed głównym wejściem do Pałacu Kultury MPZP przewiduje plac otoczony budynkami. Oznacza to, że w teorii policzone są dni parkingu zajmującego całą południową część placu Defilad – przeznaczony jest pod zabudowę.
– W miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego w rejonie Pałacu Kultury i Nauki z 2010 roku są jasne ustalenia dla tego terenu po drugiej stronie placu i na wprost MSN i TR Warszawa. Czytamy: „ustala się realizację zabudowy w formie dwóch budynków usytuowanych w ostrej granicy, przy czym dla budynku powstającego jako drugi nakazuje się nawiązanie do pierwszego w zakresie kompozycji elewacji” – informowała w 2024 r. redakcję Muratora Plus Monika Beuth, rzeczniczka prasowa Urzędu m.st. Warszawy. – Podstawowe przeznaczenie terenu to „usługi z zakresu: handlu, administracji i biur, gastronomii, finansów i bankowości, wystawiennictwa, kultury”.
O planach zabudowy także południowej części placu Defilad mówiono od samego początku – zarysy dodatkowych budynków (w formie placeholderów) widać choćby na wczesnych projektach MSN-u czy placu Centralnego. Jeszcze podczas konsultacji społecznych nt. placu Defilad w 2016 r. mieszkańcy mogli obejrzeć drewniany model Śródmieścia, na którym wyraźnie widać, że plac Centralny jest ze wszystkich stron otoczony budynkami. W raporcie z tych konsultacji o zwycięskim projekcie placu Centralnego czytamy: „Część osób uważa, że jest to (...) dobre rozwiązanie szczególnie w czasie, kiedy plac będzie miał jedynie północną pierzeję”. To wyraźna sugestia, że brak południowej pierzei uznawano za stan tymczasowy.
Kiedy więc powstaną dwa gmachy stanowiące (pod względem kompozycyjnym) lustrzane odbicia MSN-u i nowego teatru TR Warszawa? Nie wiadomo. Może nigdy. Miasto od 2010 r. nie wykonało żadnych kroków w kierunku zabudowania południowej części placu Defilad. Nie przedstawiono nawet żadnej wizji czy propozycji gmachów, które mogłyby tam powstać. Na miejskich wizualizacjach placu Centralnego sprzed kilku lat po południowej stronie widać tylko widmowy zarys przyszłego budynku. Z kolei na wcześniejszych wizualizacjach autorstwa A-A Collective zamiast zabudowy widać rodzaj namiotu czy innego obiektu tymczasowego, ale miasto zapewnia, że to jedynie wizja artysty. Konkrety mają zaproponować deweloperzy.
– Koncepcje zabudowy w tej części placu przygotowywali prywatni deweloperzy. Planowali w tym miejscu między innymi dom towarowy. Do części działek są roszczenia. Prywatni inwestorzy zdecydują, czy, kiedy i co zbudują w tym miejscu. Ich projekt musi być zgodny z wymogami zapisanymi w planie – wyjaśnia rzeczniczka ratusza.
Na pytania o to, ilu chętnych deweloperów zgłosiło się do urzędników z własnymi propozycjami na przestrzeni minionej dekady, od ponad pół roku nie uzyskaliśmy odpowiedzi. Miasto nie odniosło się także do kilkakrotnie wysyłanych pytań o to, czy urzędnicy w jakiś sposób zachęcali lub próbowali zachęcać deweloperów do zainteresowania się tymi działkami.
Roszczenia, koszty i trudności. Lepiej nie robić nic?
Skąd niechęć miasta do zagospodarowania tego fragmentu miasta? Można wskazać kilka możliwych powodów. Przede wszystkim fakt, że budowa w ścisłym centrum miasta to piekło – wznoszenie MSN-u zajęło dekadę i okazało się znacznie droższe, niż planowano. Nie stawia to władz miasta w dobrym świetle, tym bardziej, że i sam gmach MSN-u wzbudza skrajne opinie. W tej sytuacji trudno się dziwić, że pandemiczne chude lata na długo odroczyły start budowy teatru TR Warszawa, która według szacunków sprzed kilku lat ma kosztować 281 mln zł. Po co inwestować w budynek, który na wzór MSN-u już spotyka się z krytyką jako „pudło” i „bunkier”, skoro w kolejce czeka m.in. znacznie istotniejsze wizerunkowo dokończenie remontu Sali Kongresowej w Pałacu Kultury?
Ale w wypowiedzi rzeczniczki ratusza pada jeszcze jedno słowo-klucz: roszczenia. Niejasna sytuacja właścicielska nieruchomości to w Warszawie prawdziwa zmora, skutecznie blokująca inwestycje przez całe dekady. Wystarczy przypomnieć niszczejącą kamienicę przy Węgierskiej 6, w której remont miasto przez lata nie chciało inwestować, bo też była objęta roszczeniami. Nic dziwnego, że i południowej części placu Defilad urzędnicy wolą nie dotykać. Mimo że np. działki, na których mógłby stanąć gmach symetryczny do MSN-u, akurat żadnymi roszczeniami objęte nie są.
Rabatki i drzewa w skrzyniach na pociechę, czyli spóźniona estetyzacja
Wszystko to nie znaczy oczywiście, że miasto nie widzi w wielkim naziemnym parkingu problemu. Jego kontrast z nowym, zielonym placem rzuca się przecież w oczy. Stara, zniszczona kostka, pobazgrany graffiti wjazd do obskurnego parkingu podziemnego, mocno już trącące myszką plastikowe „tuby” nad wejściami do stacji metra. Jeśli plac Centralny zaplanowano jako palimpsest, nową przestrzeń odtwarzającą układem nawierzchni przedwojenny układ ulic i kamienic, to obszar na południe od placu sprawia teraz wrażenie niezamierzonego skansenu lat 90. Coś z tym trzeba zrobić.
I coś zrobiono. Pod koniec 2024 r. nieoczekiwanie pojawiła się zapowiedź rozbetonowania fragmentu parkingu. Prace zrealizowano w 2025 r. Pytany o projekt zmian zarządca parkingu nie potrafił udzielić odpowiedzi – można było odnieść wrażenie, że projektu nie ma wcale. W miejscu części miejsc parkingowych pojawiły się długie, wąskie rabaty, a obok nich drzewa w skrzyniach. Jednocześnie zaraz obok miasto zaczęło szykować nieduży zieleniec za wejściem do metra Centrum najbliżej MSN-u. Efekty tej szybkiej, powierzchownej estetyzacji są raczej wątpliwe: zamiast odwracać uwagę od tego, co stare i zaniedbane, raczej to podkreślają. A jest to przecież przestrzeń z potencjałem, co wyraźnie pokazał zorganizowany tu jarmark bożonarodzeniowy 2025.
- Czytaj więcej: Likwidacja miejsc parkingowych ucieszyła Warszawiaków. Być może czas zrobić krok dalej
Trudno nie odnieść wrażenia, że miastu już któryś raz nie udało się zgrać ze sobą powiązanych inwestycji. Tak było np. z budową kładki pieszo-rowerowej przez Wisłę: prowadzące do niej przejście przez Wisłostradę oddano do użytku dopiero kilka miesięcy po otwarciu kładki, a zielona przebudowa ul. Okrzei na przedłużeniu kładki wciąż nie ruszyła. Z placem Centralnym było podobnie: choć inwestycja ma roczne opóźnienie, rabaty i donice pojawiły się na parkingu obok dopiero na krótko przed otwarciem. Wciąż nie wydarzyła się też zapowiadana wymiana wiat wejściowych przy metrze Centrum na bardziej estetyczne ani powiększenie parku Świętokrzyskiego.
A przecież otoczenie inwestycji bardzo silnie wpływa na jej odbiór. Muzeum Sztuki Nowoczesnej i plac Centralny i tak nie mają łatwego startu: są oceniane w oderwaniu od kontekstu całości, bo pozostałe elementy kompozycji jeszcze nie powstały. Zanim osiągnięty zostanie efekt docelowy – zanim drzewa staną się wysokie jak na wizualizacjach, a plac otoczą ze wszystkich stron nowe gmachy – minie jeszcze wiele, wiele lat. Można było ułatwić im debiut, zmieniając na plus ich otoczenie, ale tak się nie stało. Muszą bronić się same. Oby się wybroniły.
- Przejdź do galerii: Otwarty plac Centralny w Warszawie