Spis treści
To nie jest tak, że władze Warszawy nie wiedzą, jak projektować przestrzeń publiczną. Miasto bywa świetnym inwestorem – świadomym siły architektury, idącym za najbardziej progresywnymi ideami i podnoszącym standardy. Wystarczy wspomnieć, że to właśnie na zlecenie ratusza powstał Park Akcji Burza, który jest po prostu przykładem świetnej architektury zachwycającej zarówno amatorów, jak i profesjonalistów architektury na całym świecie. Widząc jednak, co się wydarzyło na Saskiej Kępie, można mieć uzasadnione podejrzenie, że żyjemy w zupełnie innym mieście – nieświadomym, zacofanym i szorującym po dnie, jeśli chodzi o standardy projektowania.
Zobacz więcej: To najlepsza polska architektura ostatniego pięciolecia! Park Akcji „Burza" z Grand Prix 10. edycji konkursu Życie w Architekturze
Szkoda dobrej architektury na miejskie ulice?
Bo nagle okazuje się, że istnieją w Warszawie dwie zupełnie różne filozofie projektowania miasta. Jedna — ambitna, świadoma, oparta na myśleniu o przestrzeni publicznej jako doświadczeniu mieszkańca. I ta druga — technokratyczna, odczłowieczona. Taka, w której ulica przestaje być częścią miasta, a staje się wyłącznie korytarzem transportowym, problemem do odseparowania i wygłuszenia.
Kopiuj i wklej wyszło tu deweloperom nadzwyczaj "dobrze"
To właśnie wydarzyło się na Saskiej Kępie. Ogromna blaszana ściana nie tylko tłumi hałas. Ona tłumi relacje. Odcina światło. Niszczy widok. Rozcina dzielnicę na pół. Zamienia coś, co powinno być miejską aleją w coś na kształt autostradowego przekopu. Człowiek nagle przestaje widzieć drugą stronę ulicy. Drzewa. Sąsiadów. Ruch miasta. Wszystko znika za szarym ekranem, który bardziej przypomina fortyfikację albo zaplecze magazynowe niż element współczesnej europejskiej stolicy.
Ktoś powinien trzasnąć dłonią w stół
I oczywiście w odpowiedzi słyszymy dobrze znane uzasadnienie: przepisy, normy hałasu, decyzje środowiskowe, konieczność zachowania przepustowości Trasy Łazienkowskiej, kłopoty z projektantem. Generalny niedasizm. Co by nie powiedzieć to i tak na koniec dnia zostajemy z totalnie antymiejskim i antyludzkim rozwiązaniem opłaconym z publicznych pieniędzy. To wystarczający powód, by trzasnąć urzędniczą ręką w legislacyjny stół i zażądać natychmiastowej zmiany regulacji. I jeśli takiego trzaśnięcia nie usłyszymy, powinniśmy je wywołać zdecydowanym gestem.
Kongres Architektury Polskiej 2026. Nie mamy asa w rękawie
Nie może bowiem być tak, że jednego dnia oklaskujemy miasto jako świadomego inwestora i mecenasa architektury na gali Nagrody Architektonicznej Prezydenta m.st. Warszawy, a drugiego przechodzimy do porządku dziennego nad urbanistyczną katastrofą na Saskiej Kępie. Nie możemy pozwolić sobie na dalsze wykluczenie projektowania miejskich ulic z obszaru dobrej architektury. Drogi potrzebują nie tylko drogowców. Przecież Aleja Stanów Zjednoczonych nie przebiega przez pole ani przez strefę przemysłową. To środek gęsto zamieszkanej dzielnicy o wyjątkowej wartości urbanistycznej i społecznej. Tymczasem zastosowano tam rozwiązania charakterystyczne dla infrastruktury tranzytowej: szybko przejechać, odgrodzić, wygłuszyć, nie zadawać pytań.
Windy jak sławojki, ekrany jak barykady
Nie po raz pierwszy zresztą. Przypomnijmy sobie, co stało się przy okazji modernizacji Placu Na Rozdrożu. Jak wyglądają windy ustawione w Osi Stanisławowskiej? Przecież ich estetyka przypomina bardziej przypadkowe blaszane sławojki niż element reprezentacyjnej przestrzeni miasta. Teraz dostajemy kolejną odsłonę tego samego myślenia: infrastruktura ma działać, estetyka i doświadczenie miasta są drugorzędne.
Przeczytaj więcej: „Sławojki” przy Osi Stanisławowskiej
A przecież nie musi wcale tak być. Skoro źródłem hałasu na Al. Stanów Zjednoczonych jest ruch samochodowy, to może warto zacząć od niego. Tak jak na położonym kilka kilometrów dalej Moście Poniatowskiego. Tutaj potrafiliśmy – w trosce o komfort akustyczny – spowolnić tramwaje do zawrotnej prędkości 10 km/h. Dlaczego na tym odcinku Trasy Łazienkowskiej nie moglibyśmy spowolnić aut do 40 km/h? Wtedy moglibyśmy zamontować znacznie niższe ekrany. A korzystając z przyjętych w 2024 roku regulacji można by nawet zastosować najniższe możliwe ekrany (nawet 1,5-metrowe) połączone z kombinacją innych środków redukcji hałasu.
Oczywiście, że można było to zrobić. Wyjść przed szereg projektowania dróg zgodnie z tą samą zasadą, która pozwoliła na stworzenie tak fantastycznego miejsca jak Park Akcji Burza. Z jakiego powodu mielibyśmy traktować ulice w tak skandaliczny sposób?
Dziękujemy, że tu jesteś. Posłuchaj naszego PODCASTU ARCHITEKTONICZNEGO: