Do rozmowy z Robertem Szumielewiczem, wiceprezesem Izby Architektów RP – głównego organizatora Kongresu Architektury Polskiej – przystępowałem z przekonaniem, że oto środowisko architektów i architektek podejmuje się misji niemożliwej. Próbuje bowiem przekonać polityków do myślenia długofalowego w rzeczywistości zdominowanej przez logikę kadencyjności, szybkich inwestycji i nieustannego reagowania na bieżące emocje wyborców. Chce rozmawiać o wartości przestrzeni w kraju, który przez dekady tolerował chaos przestrzenny i traktował architekturę raczej jako koszt niż narzędzie budowania jakości życia. Chce współtworzyć politykę architektoniczną państwa, choć Polska – jako jeden z nielicznych krajów w Europie – nie czuła potrzeby posiadania takiego dokumentu. Wreszcie – próbuje mobilizować środowisko, które samo jest dziś zmęczone, rozproszone i coraz częściej sfrustrowane warunkami wykonywania zawodu. Im dłużej rozmawialiśmy o celach Kongresu, tym mocniej wracało do mnie pytanie, czy za pomocą serii wydarzeń dziejących się w całym kraju i mających swój dwudniowy finał w Warszawie rzeczywiście można cokolwiek zmienić w systemie, który od lat wydaje się odporny na argumenty architektów i architektek?
W architekturze nie ma miejsca na łatwy optymizm
Robert Szumielewicz nie próbował rozwiać moich wątpliwości łatwym optymizmem. Nie opowiadał o wielkim przełomie ani o tym, że po dwóch dniach debat politycy nagle zaczną rozumieć wartość dobrze projektowanej przestrzeni. Wręcz przeciwnie – wielokrotnie podkreślał, że architekci nie mają żadnego „asa w rękawie”, żadnego narzędzia, które pozwoliłoby im wymusić zmianę. Mówił raczej o konieczności mozolnej pracy u podstaw: tłumaczenia, edukowania, powtarzania argumentów i budowania społecznej świadomości.
Przekonywał, że jeśli środowisko samo nie zacznie mówić wspólnym głosem o jakości przestrzeni, chaosie urbanistycznym, organizacji pracy czy odpowiedzialności państwa za architekturę, to nikt nie zrobi tego za nie. W jego opowieści Kongres nie był więc obietnicą szybkiego sukcesu, lecz próbą stworzenia miejsca, w którym po raz pierwszy od wielu lat architekci, samorządowcy, urbaniści i decydenci mają usiąść przy jednym stole i spróbować przełożyć zawodowe frustracje na konkretne postulaty. I być może właśnie ta świadomość – że alternatywą jest dalsze milczenie – okazała się w tej rozmowie najmocniejszym argumentem za tym, że mimo wszystko warto próbować.
Tezy o architekturze, czyli jak wypracować wspólne stanowisko?
Dlatego jeden z najważniejszych wątków naszej rozmowy dotyczy tego, w jaki sposób uczestnicy Kongresu mogą włączyć się w wypracowywanie postulatów. Mój rozmówca zwracał uwagę, że podczas Kongresu działać będzie specjalny zespół, który zajmie się ich redakcją, a następnie przekaże je zespołowi pracującemu nad polityką architektoniczną państwa. To zresztą jeden z głównych celów Kongresu – stworzyć przestrzeń do dyskusji o kondycji polskiej architektury i przełożyć ją na konkretne propozycje regulacji tworzących Polską Politykę Architektoniczną.
To mi przypomina działania miejskich aktywistów w 2011 roku, którzy spotkali się w Poznaniu na pierwszym Kongresie Ruchów Miejskich. Wspólnie z Kacprem Pobłockim stworzyliśmy wówczas koncepcję tez miejskich – listy postulatów, które miały zrewolucjonizować podejście do polityki miejskiej – w tym ładu przestrzennego. Po zakończonym Kongresie przybiliśmy je – na wzór historycznej reformacji – do drzwi miejskich ratuszy. Tezy miejskie funkcjonują do dziś i przez lata stały się jednym z ważnych punktów odniesienia dla polityki miejskiej w Polsce. Zresztą – wszyscy, którzy mają perspektywę tego, jak wyglądały polityki miejskie w 2010 roku, a jak wyglądają dziś – z pewnością zgodzą się z tezą, że rzeczywiście doszło do przełomu na wielką skalę. Jego źródłem były oczywiście nie tylko same tezy, ale sposób w jaki je przygotowywaliśmy. Redagowaliśmy je wspólnie przez cały dzień w gronie 100 osób. I dzięki temu każdy z uczestników Kongresu uznał je za swoje. I walczył o ich realizację.
Chcesz lepszych warunków pracy w architekturze?
Dlatego sposób pracy nad tezami Kongresu Architektury Polskiej wydaje mi się szczególnie istotny. Być może to właśnie ten element rozstrzygnie, czy Kongres będzie wyłącznie serią debat na mniej lub bardziej aktualne i palące tematy czy też realną próbą włączenia wszystkich zainteresowanych i przekonania ich, że do sukcesu niezbędne jest zaangażowanie przedstawicieli całego środowiska. Dopytywałem więc o przyjętą metodę pracy nad tezami architektonicznymi. Ciekawiło mnie, czy będą one dotyczyły spraw ogólnych – np. stwierdzenia, że architektura jest ważną częścią gospodarki – czy też znajdzie się w nich miejsce na bardziej konkretne stwierdzenia – chociażby takie, że z inwestycji publicznych – w trosce o jakość tworzonej architektury – powinna zniknąć formułą „zaprojektuj i wybuduj”, albo że – na wzór duński – wprowadzone powinny zostać minimalne, obowiązujące całą branżę stawki wynagrodzenia dla rozpoczynających swoją zawodową karierę architektów i architektek.
Osobom ciekawym odpowiedzi na tego typu pytania, polecam wysłuchanie lub obejrzenie całej naszej rozmowy. Tym zaś, którzy po tym fakcie będą zainteresowani sformułowaniem swoich tez, zachęcam do kontaktu z nami i wykorzystania obecności redakcji „Architektury-murator” podczas Kongresu Architektury Polskiej.