Spis treści
RSM „Osiedle Młodych” wznosi 60 domów
Osiedle Ateńska III zostaje wybudowane w latach 1996–1997 według projektu Wojciecha Hermanowicza, Piotra Majewskiego i Andrzeja Wyszyńskiego przy współpracy Elżbiety Kozłowskiej. Powstaje na warszawskiej Pradze-Południe. Inwestorem jest Robotnicza Spółdzielnia Mieszkaniowa „Osiedle Młodych”. Osiedle składa się z pięciu podłużnych budynków. Każdy budynek posiada od dwóch do trzech kondygnacjach nadziemnych i jedną podziemną. Łącznie obiekty zostają podzielone na 60 jednorodzinnych segmentów.
Czytaj także: Zamurowali część okien, dobudowali nową bryłę oraz taras - to był zwykły dom kostka z lat 60
Dwadzieścia lat później, właściciel jednego z segmentów zgłasza się do pracowni STOPROCENT Architekci z prośbą o drobną poradę dotyczącą aranżacji wnętrza. Architekt Przemysław Kaczkowski wspomina:
Pojechaliśmy obejrzeć dom i kiedy zobaczyliśmy ten wyjątkowo nietypowy układ oparty na rzucie półksiężyca, uznaliśmy, że sama konsultacja wnętrz to będzie za mało. Doszliśmy do wniosku, że w tej sytuacji pomoc architektoniczna jest już nie tylko wskazana, ale wręcz naszym obywatelskim obowiązkiem.
Sam budynek od razu zaintrygował architektów. Docenili to, z jaką konsekwencją podporządkowywał się swojej nietypowej geometrii. „Z geometrią jest tak, że zawsze coś daje, ale też coś zabiera. Naszym zadaniem było zachować wszystkie atuty tego domu, jednocześnie uwalniając go od ograniczeń, które po latach zaczęły przeszkadzać jego mieszkańcom” - podkreśla Kaczkowski.
Trudność półokrągłych pomieszczeń
W pierwszej kolejności architekci starali się dobrze zrozumieć budynek i sposób, w jaki był dotychczas użytkowany. Jednym z głównych problemów wpływających na komfort mieszkańców okazał się głęboki trakt, przez który środkowa część parteru pozostawała ciemna i niedoświetlona. Wnętrze było też słabo powiązane z ogrodem, choć to właśnie on stanowił jeden z największych atutów działki. Kuchnia funkcjonowała w oderwaniu od salonu i jadalni, nie tworząc z nimi spójnej całości. Niewielki garaż z czasem zamienił się w składzik, a jednocześnie przed domem brakowało miejsca do wygodnego parkowania dwóch samochodów.
Na piętrze nietypowa geometria budynku przełożyła się na trójkątne i półokrągłe pomieszczenia, które okazały się wyjątkowo trudne do urządzenia. Część z nich przez lata właściwie nie znalazła swojego zastosowania - w takiej architekturze meble wykonywane na wymiar wydawały się wręcz koniecznością. Jak wspominają architekci, był jeszcze jeden problem. Inwestor jest utytułowanym kierowcą rajdowym, a w domu zwyczajnie zabrakło miejsca na godną ekspozycję imponującej kolekcji zdobytych pucharów.
Bez wychodzenia przed szereg
Architekci postawili sobie za cel zachowanie charakteru budynku i wykorzystanie potencjału, jaki drzemał w jego nietypowej geometrii. Przenieśli główne wejście na dotychczas „martwą” ścianę szczytową. W celu doświetlenia parteru, dodali szerokie przeszklenie, które doświetliło środkową część domu. Całkowicie przebudowali również klatkę schodową, która w rezultacie została otwarta na pełną wysokość budynku. Od strony ulicy powstał nowy wjazd z szerokim podjazdem dla trzech samochodów. Przeszklenia od strony ogrodu zostały powiększone, a w salonie pojawiła się ściana z żywą zielenią. Powiększona została również kuchnia.
Czytaj także: Szymon Wojciechowski o modernizacji V Tower: Dialog to nie zawsze kontynuacja, czasem to też zaprzeczenie
„Pierwsze piętro zorganizowaliśmy wokół biblioteki biegnącej niemal przez całą długość budynku. Przy okazji okazało się, że jest to również idealne miejsce do wyeksponowania rajdowych trofeów właściciela. Na tej kondygnacji oprócz większych pokoi dzieci udało się wygospodarować gabinet, pokój gier, strefę relaksu oraz pralnię. Drugie piętro przeznaczyliśmy w całości dla potrzeb rodziców. Powstała tam nowa sypialnia z obszerną garderobą, przebudowana łazienka oraz prywatny taras wypoczynkowy.” - wspomina Przemysław Kaczkowski
Zaproponowane zmiany są stosunkowo dyskretne. Architekci mieli świadomość, że dom stanowi część większego założenia urbanistycznego i nie powinien nadmiernie wyróżniać się na jego tle. Na szczególne uznanie zasługuje fakt, że jeszcze przed złożeniem projektu do pozwolenia na budowę autorzy przebudowy skontaktowali się z twórcami pierwotnego projektu z pracowni Majewski Wyszyński Hermanowicz Architekci i uzyskali ich akceptację dla proponowanych zmian. „Było to dla nas bardzo ważne, bo sami chcielibyśmy być traktowani podobnie w odwrotnej sytuacji” – mówi Kaczkowski.
Dekada udanej współpracy
Prace projektowe trwają od 2017 roku, a część pomysłów wciąż czeka na realizację. Zakres opracowania rozszerzał się stopniowo i w naturalny sposób - jedna zmiana prowadziła do kolejnych pomysłów i rozwiązań. Jak podkreślają architekci, taki sposób pracy był możliwy dzięki dobrej współpracy z inwestorem, który mocno zaangażował się w cały proces i z dużym zainteresowaniem zgłębiał również zagadnienia techniczne. "Mieliśmy wrażenie, że sprawiało mu to autentyczną przyjemność" - wspominają. Niewykluczone, że proces budowy spodobał się inwestorowi do tego stopnia, iż nie spieszył się z jego zakończeniem.
Architekci przyznają również, że największym wyzwaniem okazała się skala przedsięwzięcia. To, co początkowo miało być niewielką aranżacją wnętrz, z czasem przerodziło się w kompleksową modernizację praktycznie całego domu.