To nie takie Proste Kąty. Krakowski projekt szuka miejsca między domem a blokiem

Na krakowskich Azorach powstał zespół mieszkaniowy, który próbuje połączyć dwie pozornie sprzeczne potrzeby: prywatność domu jednorodzinnego i wygodę życia w mieście. Zamiast klasycznego bloku architekci z pracowni Kubatura zaprojektowali sześć dwulokalowych segmentów. Czy Proste Kąty rzeczywiście stanowią przekonującą alternatywę dla typowej zabudowy wielorodzinnej?

Czy politycy słuchają architektów? Marek Chrobak, szef SARP, odpowiada I Architektura-murator

Sześć domów z dwunastoma mieszkaniami

Proste Kąty to krakowska realizacja, która powstała na niewielkiej działce przy ul. Wodzinowskiego. To część Azorów, która mimo miejskiego położenia zachowała kameralny charakter. W sąsiedztwie dominują niskie domy, ogródki i lokalne usługi. Niedaleko znajdują się szkoły, tereny rekreacyjne, Park Krowoderski i Park im. Stanisława Wyspiańskiego. 

Czytaj także: Osiedle w barwach klubu sportowego? Niebiesko-czerwona mieszkaniówka w Krakowie: R40

Zamiast typowego budynku wielorodzinnego pracownia Kubatura zaproponowała sześć dwulokalowych segmentów ustawionych w zabudowie szeregowej. W efekcie powstało 12 mieszkań, z których większość powstała w układzie dwupoziomowym. Każdy lokal otrzymał własne wejście, dzięki czemu zespół funkcjonuje bardziej jak grupa budynków jednorodzinnych, niż typowy blok mieszkalny. Jak podkreślają autorzy projektu, celem było znalezienie równowagi między prywatnością a sąsiedzkim charakterem zabudowy wielorodzinnej. Efekt? Mieszkańcy zyskują własną przestrzeń i kontakt z zielenią, nie tracąc jednocześnie korzyści wynikających z typowo miejskiej lokalizacji.

Proste Kąty. Projekt krakowskiej pracowni Kubatura
Autor: Paweł Ulatowski/ Materiały prasowe

Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek?

Jak przyznają architekci, bezpośrednich inspiracji do projektu szukali poza granicami Polski. Jedną z najważniejszych inspiracji stały się dla nich północno-zachodnie dzielnice Chicago, gdzie współczesne domy wkomponowano pomiędzy historyczne kamienice. W Prostych Kątach nie chodziło jednak o kopiowanie amerykańskiej architektury, ale o sposób uzupełniania istniejącej tkanki miasta – z poszanowaniem skali ulicy, rytmu parceli i relacji z otoczeniem.

Przykładowo, willowy odbiór domów przy ul.Wodzinowskiego został zagwarantowany przez wielkoformatowe przeszklenia i przestronne tarasy. Żeby zgrać się z okoliczną zabudową - jasny i grafitowy klinkier połączono z drewnem, szkłem i antracytową stalą. Kolorystyka opiera się na odcieniach bieli, szarości, grafitu i beżu, co dodatkowo pozwoliło nowej zabudowie (zapewniając jej swoistą neutralność) wpisać się w otoczenie. Z kolei drewniane elementy elewacji, ogrodzeń i podcieni przybliżają architekturę do estetyki domów jednorodzinnych. 

Proste Kąty. Projekt krakowskiej pracowni Kubatura
Autor: Paweł Ulatowski/ Materiały prasowe

Złośliwi powiedzieliby, że architekci próbowali zadowolić wszystkich – a właściwie każdy architektoniczny aspekt okolicy. Widać to jednak przede wszystkim podczas lektury materiałów prasowych i rozkładania projektu na czynniki pierwsze. Oglądając Proste Kąty na żywo, ma się odmienne wrażenie. Budynki po prostu dobrze dogadują się z okolicznym krajobrazem, a przede wszystkim – nie wykłócają się z nim.

Prywatność, która nie wymaga grodzenia

Jednym z najważniejszych założeń projektu był czytelny podział przestrzeni. Mieszkania na parterze mają własne ogródki, a lokale na wyższych kondygnacjach wyposażono w osłonięte tarasy. Do każdego mieszkania prowadzi indywidualne wejście z zewnętrznych schodów, dzięki czemu udało się zrezygnować ze wspólnych klatek schodowych. Równie świadomie zaprojektowano relację z ulicą. Zespół nie został otoczony ogrodzeniem. Zamiast zamkniętego osiedla powstała półpubliczna strefa wejściowa z ławkami, stojakami rowerowymi, zielenią i zadaszonymi miejscami postojowymi. W podcieniach ukryto także komórki lokatorskie.

Czytaj także: W tej dzielnicy beton nigdy nie zastyga. Okolica Osiedla Ozon potrzebuje więcej tlenu

Architekci dużą wagę przywiązali również do funkcjonalności mieszkań. Układy wnętrz zaplanowano tak, by maksymalnie wykorzystać dostępną powierzchnię i uwzględnić codzienne czynności – od przechowywania sprzętów po organizację domowego zaplecza. Ograniczono przy tym liczbę części wspólnych. „Zespół nie ma rozbudowanych części wspólnych wymagających stałej obsługi, co pozwala ograniczyć koszty utrzymania” – czytamy w materiałach prasowych. Trudno jednak uznać ten argument za jednoznaczną zaletę. Coraz więcej nowych osiedli rezygnuje z przestrzeni wspólnych na rzecz maksymalizacji prywatności i optymalizacji kosztów. Tymczasem to właśnie takie miejsca często stają się pretekstem do budowania relacji sąsiedzkich, których w miejskiej zabudowie jest dziś coraz mniej.

Architektura Murator Google News
Podcast Architektoniczny
Architektura, marketing, media – (nie)bezpieczne związki