Spis treści
Reklama opakowana w architekturę
W połowie lat 30. Las Wolski stawał się ważnym terenem wypoczynkowym Krakowa. Działał już otwarty w 1929 roku ogród zoologiczny, a od 1934 roku usypywano Kopiec Niepodległości, nazwany później imieniem Józefa Piłsudskiego. Coraz liczniejsi spacerowicze potrzebowali miejsca odpoczynku w pobliżu Polany Juliusza Lea.
Odpowiedzią na potrzeby Krakusów miał być nowoczesny pawilon. Inicjatorem budowy i inwestorem był Antoni Jan Goetz-Okocimski, właściciel browaru w Okocimiu (i pałacu Goetza w Brzesku uwielbianego dziś przez nowożeńców). Wykonanie projektu zlecił Janowi Ogłódkowi w 1935 roku. Ogłódek już wtedy był zaufanym współpracownikiem Adolfa Szyszko-Bohusza, wówczas i do dziś (podobnie jak Bohdan Pniewski w Warszawie) jednego z najbardziej wpływowych architektów w kraju.
Pawilon stanął rok później. Miał działać jako restauracja i kawiarnia, w której wędrujący po lesie mogli napić się piwa z browaru inwestora - Goetz-Okocimski nie zdecydował się przecież na tę inwestycję z dobroci serca; była to świetna lokalizacja i promocja produktu. Marketingowy strzał w dziesiątkę. Pawilon wydzierżawiono Leonowi Bartosiewiczowi, który prowadził lokal. Przedwojenny przewodnik reklamował go jako "kawiarnię i restaurację malowniczo wśród lasu położoną".
Transatlantyk w oceanie zieleni
Ogłódek sięgnął po modny wtedy styl okrętowy. Modernizm symbolizujący pęd ku nowoczesności, inspirowany techniką, prędkością. Biała wyoblona bryła, pasmowe okna, płaski przedłużony dach wsparty na smukłych słupach miały przywoływać skojarzenia z transatlantykiem albo mostkiem kapitańskim. Kompozycję dopełniały ciemnowiśniowe cegły zendrówki, lokalny wapień i wzorzyste lastryko na tarasie.
Otwarty taras czerpał z architektury uzdrowiskowej dającej przestrzeń do zdrowotnych kąpieli słonecznych. Roztaczał się z niego widok na wzniesienia i las, a przy dobrej pogodzie także i na Tatry. Przebywanie tu miało być czystą przyjemnością. Architektura, przyroda i napoje wyskokowe. W czerwcu 1936 roku Pawilon Okocimski stał się salonem miasta: po koncercie Jana Kiepury na Wawelu (przy konserwacji zamku pracowali Szyszko-Bohusz i Ogłódek), prezydent Mieczysław Kaplicki urządził tu tenorowi imieniny. Zebrało się towarzystwo na wysokich stanowiskach, wpływowi mieszkańcy - krakówek. No, i sam Kiepura.
Nawiasem mówiąc, dochód z biletów dla kilkunastotysięcznej publiczności Kiepura przeznaczył na budowę gmachu Muzeum Narodowego w Krakowie. Przedstawiciele komitetu budowy muzeum oczywiście również pojawili się w Lesie Wolskim.
Jan Ogłódek to postać tragiczna
Architekt Jan Ogłódek (1899-1941) pracę w biurze Adolfa Szyszko-Bohusza rozpoczął w 1932 roku. Uczestniczył w renowacji Zamku Królewskiego na Wawelu i budowie Krypty Marszałka Józefa Piłsudskiego.
Pawilon Okocimski do dziś pozostaje jego najlepiej rozpoznaną samodzielną realizacją. Być może nie było ich wiele więcej - pracował w końcu dla potęgi krakowskiej architektury, pozostając w cieniu. Realizacja z Lasu Wolskiego pokazuje jednak, na co było go stać. Tym większą wagę ma pawilon - Ogłódek nigdy nie dostał szansy na samodzielne rozwinięcie skrzydeł. Jego karierę przerwała wojna. Zapewne zostawiłby po sobie więcej świetnej architektury.
Zobacz także: Szymon Syrkus, Stanisław Żwirski - lista ma ponad 100 nazwisk. Architekci, którzy trafili do KL Auschwitz
Podczas okupacji Ogłódek i jego młodszy brat Czesław, student architektury, działali w konspiracyjnym Stronnictwie Demokratycznym. Po aresztowaniu, osadzeniu w krakowskim więzieniu przy Montelupich i torturach, zostali przewiezieni do KL Auschwitz. Obaj zginęli w rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości 11 listopada 1941 roku podczas pierwszej egzekucji przed Ścianą Śmierci.
Nazwisko architekta często pomijane jest w opisach pawilonu. Warto wspomnieć go podczas spaceru po okolicach krakowskiego ZOO, wówczas nazywanego zwierzyńcem.
Wesela i pogrzeb
Po wojnie znacjonalizowany pawilon nadal służył gastronomii. W latach 50. i 60. działały tu popularne restauracja i kawiarnia. Później krakowianie przychodzili na lody, a wieczorami na dancingi. Kolejne przebudowy, szczególnie te z lat 70., stopniowo zacierały klarowność modernistycznego wnętrza. Ale miejsce funkcjonowało w zbiorowej świadomości. Tu Kraków spędzał czas wolny, organizował wesela, bawił się pół nocy. Lokal przyjął chwytliwą nazwę Las Vegas (bo przecież Las Wolski), której część mieszkańców używa do dziś.
Z czasem jednak pawilon popadał w ruinę i tracił użytkowników. W latach 90. został zamknięty, a Polana Lea opustoszała. Budynek został sam, podzielony przez wtórne pomieszczenia, zanikała powoli jego relacja z lasem, niszczały elewacje i detale. Modernistyczna "biała perła", jak nazwał ją architekt Marcin Brataniec na łamach "Architektury-murator" w 2020 roku, przetrwała jednak w formie umożliwiającej konserwatorskie odzyskanie pierwotnego układu.
Nowe stare życie Pawilonu Okocimskiego
Impuls do ratowania pawilonu wyszedł od lokalnych aktywistów. Budynek, ujęty w gminnej ewidencji zabytków i chroniony planem miejscowym, przeznaczono na Centrum Edukacji Ekologicznej. Program remontu opracowała Marta Witosławska, wnętrza i wystawę - SHOQ Studio Anny Popławskiej-Szilder, a projekt konserwatorski pracownia F-11 Marcina Furtaka. Dokumentację przygotowano w latach 2017-2018, realizację zakończono w 2019 roku.
Usunięcie wtórnych ścian odsłoniło dawne podziały, a nowy układ zachował otwartą na las salę główną - tak, jak dawniej. Odrestaurowano lastryko tarasu, odkryto okładziny słupów, zachowano stolarkę, tynki i balustrady. Mimo docieplenia utrzymano lekkość dachu, a całość nie spuchła wizualnie od styropianu dzięki przesunięciu okien. Brataniec pisał w "A-m", że prace zaprojektowano i przeprowadzono starannie.
Dodał też jednak łyżki dziegciu: W ślad za jakością oryginalnej architektury pawilonu i jej remontu nie idą niestety jakość zagospodarowania terenu oraz wystawy. Okrętowa architektura pawilonu domaga się neutralnej przestrzeni widocznej z tarasu – na podobieństwo wody. Taki stan rzeczy był zachowany jeszcze przed remontem. Na etapie budowy zrealizowano wizję odległą od estetyki pawilonu i dziś okręt rozbija się o donice, stoły, zjeżdżalnie i huśtawki. To obce tutaj rustykalne formy, a wykorzystanie do budowy części z nich drewnianych palet jest raczej podążaniem za modą niż gestem prawdziwie ekologicznym. Typowe katalogowe zabawki, ławki, kosze niestety nie pasują do tego rustykalnego konceptu. Boli chodnik z kostki betonowej. Zabrakło zapewne funduszy lub determinacji.
Nowa funkcja pawilonu połączyła ochronę modernizmu z technologiami środowiskowymi. Zastosowano pompy ciepła, fotowoltaikę, rekuperację, zielony dach oraz system wykorzystania deszczówki. Rozwiązania podporządkowano historycznej bryle, dzięki czemu sam pawilon pokazuje możliwości ekologicznej modernizacji zabytku i sam w sobie edukuje. Zgodnie z założeniami Symbiozy.
Stałe ekspozycje Centrum Edukacji Ekologicznej Symbioza otwarto 29 lutego 2020 roku. W salach dziennej i nocnej o lesie opowiadają borsuk, puszczyk i rzekotka; program uzupełniają „Sala pól i łąk”, pracownia ceramiczna, kuchnia oraz warsztaty przyrodnicze. Dawna restauracja nadal przyciąga na polanę - jeżeli nie edukacją, to kawą. Jeżeli nie kawą, to modernizmem. A czasem wszystkim na raz.