Mamy Amerykę w domu, a nie musimy. W tych pojedynkach blacha falista przegrywa z polnym kamieniem

Łatwo zachłysnąć się wizją „Zachodu”, zwłaszcza gdy funkcjonuje on jako synonim jakości i nowoczesności. Ale czy rozwój musi oznaczać kopiowanie zachodnich wzorców? Z takim dylematem mierzy się dziś wiele państw, w tym Etiopia. Marcin Meller i architekt Paweł Paradowski, którzy budują szkołę w regionie Tigraj, proponują definicję nowoczesności wyrastającej z lokalnej tradycji. O tym, czy projektując jako Europejczycy w Afryce, są w stanie uniknąć romantyzowania, egzotyzowania i narzucania europejskiej perspektywy, opowiadają Arturowi Celińskiemu w najnowszym podcaście „Architektury-murator”.

Architekci sami sobie kopią grób. Robert Konieczny wzywa do większej solidarności zawodowej I Architektura-murator
Podcast Architektoniczny
Paweł Paradowski, Marcin Meller: Dubajski rozmach czy lokalna tradycja? Polacy budują szkołę w Etiopii

Globalna pogoń za wizją „Zachodu”

Lata dziewięćdziesiąte obfitowały w Polsce w niestandardowe realizacje architektoniczne. Otwarcie na zagraniczne materiały, technologie, narracje i standardy w szczególny sposób ukształtowało ówczesne budownictwo. Wizja „Zachodu”, który polska architektura postawiła sobie za cel dogonić, uruchomiła wyścig w poszukiwaniu własnej tożsamości i nowych form wyrazu. Sam „Zachód” definiowaliśmy po swojemu. Prywatne domy obrastały w tralki i gipsowe figurki, a budynki usługowe pozwalały sobie na formalne i kolorystyczne szaleństwo, sięgając po lustrzane ściany kurtynowe, oryginalne okładziny czy pastelowe elewacje. W tamtym czasie nie tylko przyszłość, ale momentami także teraźniejszość wydawała się nieznana. Ten wyścig trwa zapewne do dziś, choć trudno dostrzec go z perspektywy bieżących wydarzeń.

Czytaj także: Przyjrzyjcie się dobrze - tak znika cały styl architektoniczny w Polsce

Zdaniem Pawła Paradowskiego i Marcina Mellera podobne zjawisko można dziś zaobserwować we współczesnej Etiopii. To właśnie w regionie Tigraj, na północy kraju, wspólnymi siłami realizują projekt budowy szkoły. Meller, inwestor i pomysłodawca przedsięwzięcia, początkowo nawiązał w tym celu współpracę z pracownią architektoniczną z Addis Abeby. Tworzą ją architekci pochodzący z regionu Tigraj.

Podcast Architektoniczny: Paweł Paradowski i Marcin Meller
Autor: Architektura-murator/ Materiały prasowe Podcast Architektoniczny: Paweł Paradowski i Marcin Meller

Jak wspomina Meller, wcielając się w rolę inwestora, nakreślił architektom swoją wizję: chciał, aby budynek był nowoczesny, ale jednocześnie zakorzeniony w lokalnej, tigrajskiej tradycji. „Jest się czym inspirować” – mówił. Efekt okazał się jednak zupełnie inny.

Architekci przygotowali bardzo porządny projekt, ale wyglądał trochę jak ze Stranger Things, a trochę jak z dowolnego amerykańskiego serialu. To był po prostu taki licealny kampus.

Po etiopskiej tradycji nie było w koncepcji ani śladu.

Tak, jak „buduje się dziś na świecie”

Jak wspomina Meller, architekci mocno bronili swojej „amerykańskiej” koncepcji. W rozmowie z Arturem Celińskim Meller i Paradowski dzielą się refleksją, że mogła być ona swoistym wyrazem aspiracji współczesnej Etiopii. Być może mieszkańcy nie chcą już odwoływać się do tradycyjnego budownictwa, które postrzegają jako relikt przeszłości, a zamiast tego pragną budować tak, jak "buduje się dziś na świecie".

Czytaj także: Zaczęło się od dziewczynki z książką i kozą. Zakończeniem może być zaprojektowana przez polskich architektów szkoła dla 300 uczniów w Etiopii

Trudno dziwić się chęci przeskoczenia przepaści, która – na skutek m.in. wieloletniej eksploatacji Etiopii przez Zachód – przez lata oddzielała Etiopię od bogatszych państw Zachodu. Samo kultywowanie tradycyjnych rozwiązań z uwagi na ich romantyczny czy lokalny wydźwięk również byłoby szkodliwe. Autorzy projektu szkoły podkreślają jednak, że wiele elementów tradycyjnego budownictwa ma bardzo konkretne, praktyczne i funkcjonalne uzasadnienie, szczególnie w lokalnym klimacie. To właśnie te rozwiązania warto ich zdaniem zachować i twórczo rozwijać.

Między ziemią a najtańszą blachą

Spora część tradycyjnego budownictwa w Etiopii opiera się, w dużym uproszczeniu, na układaniu kamieni tworzących ściany, które przykrywa drewniana konstrukcja dachu. Na belkach układa się deski, a następnie warstwę żwiru i ziemi. Jak podkreśla Meller, taka konstrukcja bardzo dobrze chroni przed lokalnymi warunkami klimatycznymi.

Polska szkoła w Etiopii - pomysł Marcina Mellera
Autor: ZOA Architekci/ Materiały prasowe Projekt koncepcji architektonicznej szkoły wykonanej dla Fundacji MeBeata Marcina Mellera

Ma jednak istotną wadę. Dach pokryty ziemią, na której wyrastają opuncje i inne rośliny, wygląda malowniczo, ale wymaga regularnej konserwacji - mniej więcej co dwa lata trzeba usunąć ziemię, przygotować nową warstwę i ponownie ją ubić. Z perspektywy mieszkańców jest to rozwiązanie mało praktyczne.

„Pod względem funkcjonalnym dla Etiopczyków to jest, w cudzysłowie, dziadostwo. Nawet najtańsza blacha, która nie wymaga przecież wymiany ani napraw co dwa lata, okazuje się praktyczniejsza.”

Dwa tysiące lat wypracowania rozwiązań

Jednym z najczęściej przywoływanych argumentów przemawiających za unowocześnianiem architektury jest oczywiście większy komfort użytkowania. Jak jednak podkreślają rozmówcy, mówimy o kraju zniszczonym przez wojnę i wciąż zmagającym się z brakami w podstawowej infrastrukturze. Problemem pozostaje choćby dostęp do energii elektrycznej. Z tego względu etiopska architektura nie może bezpośrednio wskoczyć w moment rozwoju, który dominuje w krajach Zachodu. Poza tym, klimat Etiopii znacznie różni się od europejskiego - nie przejdą tu więc duże przeszklenia czy zbyt cienkie ściany.

Czytaj także: Mieszkają w glinianych domach, ale grobowce wznoszą „po królewsku” – są jak dzieła sztuki. Ta wyspa odwraca europejską logikę

Paweł Paradowski, architekt odpowiedzialny za projekt szkoły, przyznaje, że jednym z celów przedsięwzięcia jest pokazanie, iż nowoczesność nie musi oznaczać zerwania z lokalną tradycją. Przeciwnie, w jego odczuciu można twórczo wykorzystać rozwiązania wypracowywane przez lokalne społeczności od ponad dwóch tysięcy lat.

Polska szkoła w Etiopii - pomysł Marcina Mellera
Autor: ZOA Architekci/ Materiały prasowe Projekt koncepcji architektonicznej szkoły wykonanej dla Fundacji MeBeata Marcina Mellera

Jak jednak uchronić projekt przed piętnem „zachodnich inspiracji”, skoro odpowiada za niego dwóch polskich twórców? Marcin Meller podkreśla, że od początku zależało im na partnerskiej współpracy z etiopskimi architektami. Ich rola miała przypominać raczej konsultacje i korektę niż narzucanie gotowych rozwiązań. Jak mówi, nie chcieli być „białasami, którzy wchodzą i wrzucają swój projekt”. Paradowski dodaje:

W niektórych rozwiązaniach funkcjonalnych praktycznie nic nie zmieniliśmy po naszych kolegach z Tigraju. To wszystko naprawdę dobrze działało. Poprawialiśmy jedynie pojedyncze kwestie, takie jak wielkość okien czy lokalizacja toalet.

Nie będziemy wozić drewna do lasu

Równie obiecująco brzmi deklaracja dotycząca wykorzystania lokalnych materiałów budowlanych. Jak podkreślają rozmówcy, etiopski przemysł budowlany funkcjonuje naprawdę sprawnie. W Mekelle działa cementownia, a lokalni producenci wytwarzają wysokiej jakości lastryko.

„Kiedy zobaczyłem, co tam produkują, pomyślałem: Jezus Maria, u nas to kosztowałoby fortunę, a tam jest to po prostu naturalny materiał budowlany.” Paradowski podkreśla, że nie zamierzają odchodzić od tego, co potrafią zaoferować miejscowe firmy i rzemieślnicy. „Nie będziemy wozić drewna do lasu — to nie ma żadnego sensu. Chcemy korzystać z tego, co jest na miejscu. To ma wesprzeć lokalnych przedsiębiorców i budowlańców.”

Ominąć kopiowanie nowych technologii

Projekt szkoły zakłada wykorzystanie żelbetowej konstrukcji i nowoczesnych metod budowy, przy jednoczesnym zachowaniu rozwiązań, które od wieków sprawdzają się w lokalnym klimacie - w tym lokalnego kamienia. Budynki mają przejąć najważniejsze cechy tradycyjnej architektury: masywne ściany i dachy ograniczające nagrzewanie wnętrz w ciągu dnia oraz stopniowo oddające ciepło nocą. Architekci rozważają także wykonanie zielonych dachów, choć ostateczna decyzja będzie zależała między innymi od skali wykorzystania instalacji fotowoltaicznych. Jak podkreśla Paradowski, celem nie jest kopiowanie dawnych technologii - ale zachowanie ich funkcji przy użyciu trwalszych materiałów, które nie będą wymagały kosztownych remontów co kilka lat.

Osoby, które chciałyby wesprzeć budowę szkoły, mogą to zrobić za pośrednictwem zbiórki. 

Architektura Murator Google News