Spis treści
Są dwa powody do tak zdecydowanego osądu. Pierwszy wynika z procesu planowania tej inwestycji, który rozciąga się na przestrzeni kilkunastu lat. Drugi – z jego rezultatów. Co będzie bowiem efektem modernizacji jednego z najważniejszych placów miejskich Warszawy? Jaki projekt zmian proponują nam miejscy urzędnicy w 26 roku XXI wieku w centrum Ochoty? Już odpowiadam – piesi będą mogli chodzić po równych i wygodnych chodnikach z płyt granitowych, parkowanie zostanie uporządkowane, bezpieczeństwo rowerzystów zwiększy kontrapas, a osoby z niepełnosprawnościami wreszcie będą mogły się swobodnie poruszać. Acha. Będzie też oczywiście więcej zieleni.
Zmiany będą więc ograniczone. Ratusz zrezygnował ze zmniejszenia pętli tramwajowej i zmiany przebiegu ul. Grójeckiej. Nie mówimy więc o nowych funkcjach ani roli tego miejsca. Wieloletni proces sprowadza się w gruncie rzeczy do estetyzacji przestrzeni.
Przeczytaj więcej: Góra urodziła mysz. Wiosną rusza modernizacja pl. Narutowicza w Warszawie. Z wielkich planów nici
Czekanie na nowy Plac Narutowicza trwa już co najmniej 15 lat
Ratusz oczywiście tłumaczy, że nie jest to efekt docelowy. Plac Narutowicza bowiem w całości ma zostać przekształcony dopiero po budowie IV linii metra. Kłopot w tym, że może to nastąpić dopiero za kilkanaście lat. Zresztą – to miejsce wciąż na coś czeka. Proces projektowania przeciągał się tak długo, że w pewnym momencie ratusz chciał zaczekać na ukończenie linii tramwajowej do Dworca Zachodniego. Potem jako powód podawano konieczność skoordynowania przebudowy z zapowiadanym remontem linii średnicowej. Cały ten proces świetnie opisał na naszych łamach Przemysław Zańko-Gulczyński.
To czekanie trwa więc co najmniej od 15 lat. Pierwsze plany pojawiły się w 2011 roku. W 2013 roku był nawet konkurs na ten temat. Co prawda jury nie zdecydowało się przyznać nikomu pierwszej nagrody, ale warto zwrócić uwagę na fakt, że wzięło w nim udział 96 zespołów. A to oznacza, że kilkaset specjalistów poświęciło swój czas i energię, by przedstawić koncepcję na współczesny plac miejski (z perspektywy 2013). I to wszystko poszło w piach.
W styczniu 2025 roku porzucono projekt kompleksowych zmian
Podobnie jak efekt konsultacji społecznych prowadzonych do 2015 roku. I pierwszy szczegółowy projekt z 2018 roku. I prawie gotowy projekt, który porzucono na początku 2025 roku. W tym czasie Plac Powstańców Warszawy był przebudowywany co najmniej kilka razy. Mimo że czekano na budowę parkingu podziemnego, ratusz raz po raz decydował się na interwencje przestrzenne. Tutaj sprawy są znaczenie bardziej skomplikowane. A próby zrozumienia stojącym za tą sytuacją powodów są mocno utrudnione. Redaktor Zańko-Gulczyński zwracał uwagę, że dopiero interwencja dziennikarzy doprowadziła do tego, że władze miasta poinformowały o zmianie planów przebudowy i przyjęciu innych priorytetów dla tego miasta.
Tymczasowe rozwiązanie nie muszą być prowizorką
Jestem bardzo ciekawy, dlaczego tak istotne miejsce na mapie Warszawy spotyka tak nieszczęśliwy los. Przyjąłbym nawet argument niechęci do wydawania publicznych pieniędzy na tymczasowe rozwiązania, ale przecież przypadek Placu Powstańców Warszawy szybko by tę logikę podważył. Zresztą – w kraju, który słynie z wiecznych prowizorek – nie byłoby niczym zaskakującym znalezienie dobrego sposobu na rozwiązanie tego typu dylematów. Zwłaszcza, że na budowę stacji IV linii metra albo modernizację linii średnicowej możemy jeszcze czekać bardzo długo. Czy naprawdę stolica Polski nie jest w stanie wypracować dobrego, ciekawego i taniego pomysłu na przebudowę, której efekty byłyby bardziej ambitne niż tylko zapewnienie pieszym równych chodników? Można było tutaj stworzyć projekt pilotażowy dla tymczasowych interwencji miejskich w place i ulice, które tkwią w wiecznym zawieszeniu.
Przeczytaj więcej: Ten warszawski plac będzie przebudowany już czwarty raz w ciagu 10 lat. Czy tym razem zieleń uratuje "miejsce bez pomysłu"?
W placach miejskich nie chodzi tylko o to, aby było ładnej
Na marginesie warto dodać, że to kolejny przykład bardzo archaicznego myślenia o placach i ulicach. Świat już dawno zrozumiał, że estetyka to nie wszystko. Dziś naturalnym jest, że równocześnie z przebudową infrastruktury ruszają prace nad koncepcją okolicznych usług, dostępnością mieszkań czy bioróżnorodnością. Ale u nas jakoś opornie przychodzi łączenie działań stricte związanych z architekturą przestrzeni z innymi wymiarami polityki miasta. Zresztą na tej zasadzie jest także oparta koncepcja Nowego Centrum Warszawy, które w istocie sprowadza się do kwestii estetyzacji. Tam jednak przynajmniej mamy do czynienia z istotną zmianą funkcji przestrzeni w kierunku zwiększenia jej atrakcyjności dla pieszych. W przypadku Placu Narutowicza zostaje w gruncie rzeczy troska o to, aby było ładniej. Odrobinę.
Przeczytaj więcej: Wyspy szczęścia na morzu złej urbanistyki. O ulicach, placach i urbanistyce nie warto myśleć romantycznie
I na końcu rzecz ważna – urząd w oficjalnym komunikacie zapomniał albo nie chciał podać nazwisk osób odpowiedzialnych za aktualny projekt modernizacji. To niepokojące i nie powinno się nigdy zdarzyć. To miejsce jest zbyt ważne, by przebudowywać je w sposób anonimowy. Brak wiedzy o tym, kto stoi za projektem zmian dodatkowo utrudnia zrozumienie stojącym za nim założeń.
Czemu ratuszowi przestało zależeć na Placu Narutowicza?
Zastanawiam się więc, co w istocie wydarzyło się na Placu Narutowicza. O co w tym wszystkim chodzi? Czy to kwestia jakiejś niechęci czy może po prostu nieudolności? Dlaczego ratusz tak bardzo lekceważąco podchodzi do tego miejsca? Kiedy przestało nam na tym zależeć? Czemu przestaliśmy być ambitni? A jeśli te pytania są za bardzo skomplikowane, to warto zadać prostsze – Panie Prezydencie Trzaskowski, czy Panu nie wstyd?
----
Dziękujemy, że tu jesteś. Posłuchaj naszego podcastu, aby lepiej zrozumieć miasto i architekturę