"Architektura to moje hiobby", czyli jak w trudnych realiach zaprojektować mieszkaniówkę nominowaną do nagrody SARP

Do Tomasza Michalaka z Pracowni AKM z Lublina zadzwoniłam, by dopytać o szczegóły lubelskiej realizacji nominowanej ostatnio do nagrody SARP za najlepszy budynek wielorodzinny w Polsce - Biernackiego 17. Z tarasów i tynku szlachetnego zeszliśmy szybko na temat lokalnych realiów, pracy architekta "w Polsce B" i tego, czy inwestora da się w ogóle przekonać, by budował zgodnie z projektem (odpowiedź nie jest optymistyczna).

Asman i Pieniężny. Niewidzialni architekci i bieda-architektura | PODCAST ARCHITEKTONICZNY

Mika miga w słońcu

Przy Biernackiego 17 w Lublinie stanęła nowa, pewna siebie plomba. Trudno ją przeoczyć - elewacja w kolorze nasyconej cegły mieni się w słońcu drobinkami miki. Skąd ten kolor? To nawiązanie do sąsiedniej zabytkowej suszarni chmielu wybudowanej z cegły początkiem XX wieku. Rytmiczną elewację jej nowego sąsiada podkreślają balustrady w jeszcze żywszym odcieniu. Za projekt odpowiada lokalna Pracownia AKM - Grzegorz Kaczor i Tomasz Michalak z zespołem, Aleksandrą Turoń i Aleksiejem Lazorenką. Budowę ukończono w 2025 roku, a w 2026 przyszło wyróżnienie - nominacja do nagrody SARP za najlepszy budynek wielorodzinny w Polsce (Pracownia AKM zajęła aż dwa miejsca na podium).

Zobacz także: Architekci plotą kompromisy z oczekiwań i norm. Czasem efektem są przekorytarzowane kawalerki

Parter wyłożono klinkierem (estetycznie i praktycznie), znajduje się tu lokal usługowy o powierzchni 70 m², komunikacja i garaż (dwupoziomowy). Powyżej - 34 mieszkania, mniejsze i większe. Na ostatnim, piątym piętrze, lekko cofniętym w związku z wymogami konserwatorskimi, lokale zyskały przestronne otwarte tarasy. Otwarte, bez zadaszenia. Pytam o nie architekta Tomasza Michalaka, bo oczami wyobraźni widzę tam szereg markiz i szklanych zadaszeń zamontowanych w swej różnorodności przez przyszłych mieszkańców, by osłonić się przed żarem. — Nie myśleliśmy o tym — mówi szczerze.

Jest dach zielony, balastowy. Ś.p. Stanisław Fijałkowski opowiadając o swojej Bibliotece Narodowej w Warszawie, wspominał o tym, że zastosował tam dachy balastowe ze żwirem. Liczymy, że ta grubsza warstwa termiczna, ale też trochę więcej ziemi, sprawi, że mieszkania na ostatniej kondygnacji będą mniej niekomfortowe niż zwykle ma to miejsce. Faktycznie, z czasem może się pojawić jakaś interwencja, może ktoś będzie potrzebować takiego rozwiązania. To nie jest bryła święta i nie do ruszenia. Jesteśmy na to otwarci. Jeżeli ktoś się do nas zgłosi, będziemy się zastanawiali, jak ten budynek ma działać nie tylko po zrobieniu zdjęć, ale w przyszłości.

Biernackiego 17 w Lublinie. Projekt: Pracownia AKM
Autor: Rafał Chojnacki/ Materiały prasowe

Ostatnie poprawki, architektura pożarowa

Budynek już stoi, ale praca nad ostateczną formą wciąż trwa. Inwestor, firma Edach, ma swoje cele, a architekci myślą, jak je pogodzić z komfortem przyszłych lokatorów i przepisami. Oprócz mieszkań inwestor widzi tu miejsce dla lokali inwestycyjnych z niewielkimi sypialniami; architekci woleliby bardziej życiowe rozkłady. Poszukiwanie kompromisu trwa. Nie tylko w kwestii rzutów. Jak największe możliwe doświetlenie pokojów też wymagało od architektów ekwilibrystyki. - Nie udało nam się w wyniku interpretacji urzędu zrobić okien w aneksie kuchennym i te mieszkania się gorzej sprzedają, więc rozmawiamy z inwestorem, czy by nie spróbować tam tego okna wstawić. Żeby nie było niedoświetlonej długiej przestrzeni salonu z aneksem, tylko żeby wpuścić trochę światła od północy - mówi Michalak.

Mieszkania od strony ulicy miały być bardziej doświetlone, ale teraz jest jedno podwójne okno do salonu i pojedyncze do sypialni. Ze względu na bliskość budynku po drugiej stronie ulicy i przepisy pożarowe, które mówią o odpowiedniej powierzchni okien, czy powierzchni ścian, odporności ogniowej, musieliśmy zredukować wielkości przeszkleń. Takie są przygody z architekturą pożarową.

Biernackiego 17 w Lublinie. Projekt: Pracownia AKM
Autor: Rafał Chojnacki/ Materiały prasowe Święta skrzynka

Wizualizacje kontra rzeczywistość pracy architekta

Choć budynek jest miły dla oka, krótka wizyta na stronie dewelopera wystarczy, by wychwycić rozbieżności w tym, co planowano, a co zrealizowano. Na wizualizacjach tynk na elewacji jest jaśniejszy, balustrady balkonów bledsze, niemal pudrowe. Pytam więc, jak to było z tymi materiałami i skąd ta zmiana. Znów szczera odpowiedź: to, co było dostępne na rynku trzeba było tak skomponować, by najlepiej do siebie pasowało. W akceptowalnym przedziale cenowym okna były dostępne w trzech odcieniach, tynk w dwóch. Proza życia.

- Do tego inwestor wybrał system odwodnienia balkonów, blaszane listwy z perforacją, typowe, też dostępne w kilku kolorach. I żeby nie zgubić tego pomysłu na jednolity budynek, musieliśmy po prostu zrezygnować z tej ceglastej barwy tynku i pójść w ciemniejszą stronę. Nie będę ukrywać, istnieje budynek, który też ma taką ząbkowaną elewację i jest z pomarańczowego tynku z miką, projektu WWA Architekci w Warszawie, i miałem z tyłu głowy, żeby mając do użycia bardzo podobnie wyglądający tynk, nie zbliżać się kolorystycznie, czymś się odróżnić. Ale potem się okazało, że że pracownia BBGK zrobiła podobny budynek na Mokotowie.

Zobacz także: Nieistniejąca architektura, która wygląda jak prawdziwa. Realia zawodu wizualizatora

Rosnąca popularność miki na polskich elewacjach ma proste podłoże - jest tynkiem szlachetnym, a jej cena nie odstrasza inwestorów. Ci z kolei często na każdym kroku szukają tańszych alternatyw, zamienników, drogi na skróty. Przykłady bywają drastyczne.

Biernackiego 17 w Lublinie. Projekt: Pracownia AKM
Autor: Rafał Chojnacki/ Materiały prasowe

-To nie jest tak, że my, projektując, mamy do wyboru wszystko, co możliwe. Musimy poruszać się w dosyć ograniczonym zakresie i jednocześnie uważać, by nie wdepnąć na minę. Po doświadczeniach z jedną z realizacji unikamy projektowania elementów udających drewno. Wiadomo, z czego najprościej zrobić imitację drewna - z tynku. I cała elewacja, gdzie miały być elementy drewnopodobne z okładziny, została wytynkowana w deseczkę. To nauka, by działać ostrożniej. Idąc za myślą kolegów Pieniężnego i Asmana - to może nie bieda-architektura, ale taka architektura, która jest świadoma, że coś może się nie udać. Nie z naszej winy, tylko w wyniku realiów projektowych, miejsca w którym się działa.

Brak wpływu

Biernackiego 17 to w zasadzie pierwszy etap większej inwestycji, bo obok ma stanąć drugi budynek, również projektowany przez Pracownię AKM - i dobrze, bo tak charakterystyczny obiekt łatwo nadszarpnąć przeciętnym sąsiedztwem albo ego innego architekta. Oba są zaprojektowane spójnie, trochę jak awers i rewers. Ceglasty pierwszy etap miał mieć zielonkawe wnętrze, z kolei szaro-zielonkawy drugi etap - rdzawo-rude. Ten kontrast ma ważną funkcję - wizualne uspokojenie zabudowy rozbudzonej przez czerwień. Wnętrz pod siedemnastką nie zrealizowano jednak według projektu pracowni, i jak mówi mi Tomasz Michalak, nie jest to kwestia oporu inwestora, a po prostu brak wpływu architekta.

- Inwestor znalazł do wnętrza coś, co pasuje do elewacji, trochę czerwonych barierek. Żałujemy, że wnętrze nie wyszło. Nie udało się dopilnować ich wykonania zgodnie z projektem - przyznaje Michalak i zaznacza, że zawsze projektują trochę więcej niż przewiduje umowa. Właśnie tak powstała koncepcja wnętrz klatek schodowych, czy choćby liternictwo, z którego też nie skorzystano.

Biernackiego 17 w Lublinie. Projekt: Pracownia AKM
Autor: Rafał Chojnacki/ Materiały prasowe

Nie mam bladego pojęcia, jak przekonać inwestorów, żeby budowali zgodnie z projektem. To niestety jest chyba specyfika lubelskiego rynku i to jest bardzo trudno przeskoczyć. Mam takie powiedzenie, że architektura to moje hiobby. W pracowni słuchamy Hioba Dylana. Jesteśmy pokorni.

Dodaje, że przy Biernackiego brakuje mu przestrzeni wspólnej dla mieszkańców. - Przy tak skomplikowanym i rzucie, i technologii wykonania, przy dwukondygnacyjnych garażach, nie udało się wykroić kawałka podwórka, który byłby obsadzony trawą i byłby dla ludzi.

Inwestor przyjął część wydatków bez kompromisów. Edach nie zrezygnował np. z klinkieru, który w sposób bardzo prosty i sprawdzony (bo znany przecież od dekad, a nawet i od wieku) dodał budynkowi efektownego detalu, który po prostu działa. Jak podkreśla architekt, cała konstrukcja budynku nie pozwalała na jakiekolwiek oszczędności. A przestrzeń wspólną nadrobi się w drugim etapie. Miejmy nadzieję.

- Lubelscy deweloperzy się uczą i pierwsze projekty są zupełnie gołe. Jeżeli się zaprojektuje zieleńce, donice - nie ma tego. W następnej realizacji dochodzi do nich, że może jednak trzeba by coś dać tym mieszkańcom. A już w kolejnej - teraz mamy taką, prosta deweloperska inwestycja na peryferiach miasta. Pierwszy raz widziałem taki tłum pracujący przy budynku. Okazało się, że to była kilkudziesięcioosobowa grupa ogrodników sadzących krzaczki, krzewy. Myślę, że tutaj też ta świadomość konieczności stworzenia czegoś specjalnego się pojawi.

Na koniec cytat z Hioba Dylana, według wyboru mojego rozmówcy: "hej, hej, nie boj się, w Polsce B nie jest źle".

Zobacz także: Karowa 18: blok-rzeźba. Jeden z najciekawszych budynków Warszawy mógł wyglądać inaczej

Podcast Architektoniczny
Asman i Pieniężny. Niewidzialni architekci i bieda-architektura
Architektura Murator Google News