Spis treści
Zamek Imieliński w Warszawie. Blok dla zamożnych niemal nie powstał
Już dwa lata temu miałam wprowadzić się z rodziną do tego wymarzonego mieszkania (...). Termin więc dawno minął, a końca prac na budowie wciąż nie widać... (...) Moi znajomi są w jeszcze gorszej sytuacji (...). Wpłacili na mieszkanie całą kwotę, a teraz nie mają ani mieszkania, ani pieniędzy. Bo po firmie budowlanej wszelki ślad zaginął... My przynajmniej wiemy, że nasza chatka naprawdę się buduje. Ostatnio nawet podłączono tam prąd i gaz...
– mówiła w styczniu 1998 r. „Głosowi Słupskiemu” Karina Szafrańska, ówczesna popularna prezenterka telewizji Polsat (czy też, jak wówczas pisano, PolSat). Jak widać, w czasach dzikiego kapitalizmu lat 90. nawet sława i pieniądze nie gwarantowały bezpieczeństwa na rynku deweloperskim.
Celebrytka mówiła właśnie o tzw. Zamku Imielińskim na warszawskim Ursynowie. Szafrańska zakupiła w tej inwestycji 117-metrowe mieszkanie z dwiema łazienkami. To dla tego osiedla metraż dość typowy – szybki przegląd ogłoszeń pokazuje w tym 4-piętrowym budynku m.in. lokal 93-metrowy, 103-metrowy, 113-metrowy. Na zdjęciach widać tarasy, balkony i ogródki, kominki w mieszkaniach, wysokie sufity. W latach 90. luksusem pachniały też inne udogodnienia oferowane przez budynek. dziś już raczej mało imponujące – garaż podziemny pod blokiem, lobby z portiernią, wózkownia i rowerownia oraz zamknięty dziedziniec z placem zabaw. (Co ciekawe, windy zabrakło). Do tego przystanek autobusowy tuż pod domem, a z niego 5 minut jazdy do najbliższej stacji metra. A dlaczego forma zamku? Tu możemy jedynie snuć domysły.
Jak pokazują ówczesne doniesienia prasowe, Korporacja Mieszkaniowa „BUDEPOL” S.A. miała z realizacją inwestycji spore kłopoty. Dziś szczegóły są już trudne do odtworzenia (nie udało nam się nawet dotrzeć do informacji o projektancie budynku), jednak w tamtych czasach budowy stające w miejscu na kilka lat lub wręcz na zawsze nie należały do rzadkości. W marcu 1998 r. Katarzyna Klukowska pisała obrazowo o ciągnącej się budowie Zamku Imielińskiego w „Gazecie Stołecznej”:
Mieli mieszkać w zamku. Nie wiedzieli, że będzie to budowla prawdziwie średniowieczna: bez prądu, wody, kanalizacji. Z jeziorkiem zamiast fosy.
Ostatecznie budowę udało się doprowadzić do szczęśliwego końca na przełomie lat 90. i 2000 (na zdjęciach lotniczych z 2001 r. jest już ukończony). Dziś budynek jest dobrze utrzymany i regularnie remontowany. W parterze działają lokale usługowe, w tym dentysta. Widniejący przez wiele lat na fasadzie napis „ZAMEK IMIELIŃSKI” w końcu zdjęto, jednak ślady po usuniętych literach wciąż są wyraźnie widoczne.
- Czytaj też: Antywawel, czyli kultowy blok-zamek w Krakowie. Inspiracją architekta wcale nie był Wawel
„Zamczystość”, makietyzacja, hybrydyzacja
Ważnym aspektem przemian osadniczej tkanki krajobrazowej może stać się pozorny „powrót do korzeni” – nawiązywanie w urbanistyce do elementów, które sprawiają wrażenie historycznych i regionalnych. Jest to tendencja widoczna już obecnie, należy jednak spodziewać się jej nasilenia przez wprowadzanie do krajobrazu coraz liczniejszych imitacji. (...) Gdy jednak w danym miejscu brakuje nie tylko autentycznych obiektów, ale nawet tradycji, pojawiają się makiety, bądź swobodne nawiązania. Przykładami mogą być zespół hotelowy w Kiermusach nad Narwią – imitacja dworu szlacheckiego, (...) tzw. Zamek Imieliński na warszawskim Imielinie lub handlowy zespół outletowy w Piasecznie, gdzie fasada budynku imituje barokowy rynek małego miasteczka. Należy przypuszczać, że w przyszłości podobnych rozwiązań będzie coraz więcej. Można spodziewać się, że krajobraz w niektórych miejscach będzie podlegał znaczącej makietyzacji i hybrydyzacji
– zauważali w 2019 r. Joanna Plit, Florian Plit i Urszula Myga-Piątek z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach w artykule naukowym „Prognozowane zmiany wybranych elementów krajobrazu kulturowego Polski do roku 2050”.
Siedem lat później zagadnienie nowych polskich zamków wciąż budzi duże zainteresowanie, czego dowodzi choćby publikacja z 2026 r. pt. „Ostatni zamek. Zamczystość polska: od Wawelu do Stobnicy”. Jej autorzy analizują liczne przykłady nowych budowli nawiązujących wyglądem do dawnych budowli obronnych i próbują zrozumieć, dlaczego pojawiają się w Polsce tak licznie. I choć książka nie daje jednoznacznej odpowiedzi, wprowadza ciekawe pojęcie „zamczystości”, czyli zbioru cech, dzięki którym rozpoznajemy w danym obiekcie zamek. Wiele z wyznaczników „zamczystości” bez problemu odnajdziemy w Zamku Imielińskim. Nie stoi co prawda na wzniesieniu i nie ma fosy, ale jest murowany, posiada wieże (w tym jedną z krenelażem, czyli charakterystycznymi „ząbkami” na szczycie) i warowny charakter (dostępu do wnętrza bronią brama i portiernia). W kontrastujących ze sobą różnobarwnych bryłach można nawet doszukiwać się imitacji typowego dla zamków nawarstwiania się historii.
Możemy zgadywać, że gdy Zamek Imieliński projektowano, miał się kojarzyć z cechami zamku, które ówcześni nabywcy mieszkań postrzegaliby jako atrakcyjne: bezpieczeństwo, solidność, elitarność, zamożność. Nietypowy wygląd obiektu miał go też zapewne wyróżniać go na tle oferty innych deweloperów. I choć historia, do której Zamek Imieliński postmodernistycznie nawiązuje, jest zmyślona – nigdy żadnego zamku tu nie było – dziś sam nabrał już historyczności jako zapis unikalnego momentu w historii architektury w Polsce. Oby stał długo.
- Przejdź do galerii: Ostatni zamek. Zamczystość polska: od Wawelu do Stobnicy