Spis treści
Magazyn biblioteki wylatuje w powietrze
Wszystko zaczęło się od wielkiego wybuchu. Losy Biblioteki Uniwersytetu Opolskiego splecione są z jedną z głośniejszych spraw PRL-u - zamachu bombowego przeprowadzonego przez braci Kowalczyków, opozycjonistów i pracowników opolskiej Wyższej Szkoły Pedagogicznej. W chłodną październikową noc 1971 roku Jerzy Kowalczyk podłożył ładunki wybuchowe w auli WSP, na której nazajutrz miała się odbyć uroczystość związana ze Świętem Milicji Obywatelskiej i Służby Bezpieczeństwa. Planowano tu uhonorować funkcjonariuszy tłumiących gdański strajk robotników z grudnia 1970 r. (zginęło 40 protestujących, ponad 1100 zostało rannych). Wybuch zniszczył przede wszystkim aulę, ale uszkodził też archiwum i największy magazyn ówczesnej biblioteki wraz z częścią księgozbioru.
Zobacz także: Architekt inspirował się Nowym Jorkiem, Zurychem. Biblioteka SGH w Warszawie była "pierwszą tak nowoczesną w Polsce"
Przed wybuchem księgozbiór uczelni liczył ok. 350 tysięcy książek. Wobec zniszczeń, trzeba było szukać nowego budynku dla biblioteki, która i tak przestawała się już mieścić w swoich murach. Władze uczelni przyjęły plan ambitny i rozpoczęły starania o działkę pod budowę całkiem nowego gmachu. W 1974 roku powstał projekt domu dla 800 tysięcy książek i rozpoczęto rozmowy z możnowładcami, ale na przydział terenu pod budowę ostatecznie nie uzyskano zgody.
W tym czasie biblioteka wciąż mieściła się w uszkodzonym budynku. O kończącym się czasie na przeprowadzkę przypominały władzom uczelni pojawiające się kolejne pęknięcia ścian, stropów. Książki przenoszono sukcesywnie do mniejszych oddziałów wydziałowych, przechowywano w akademikach i w domu asystenckim, a kiedy w 1975 roku WSP pozyskała pałac w Dąbrowie, część książek i czasopism zwieziono tam.
Sytuacja daleka była jednak od optymalnej - panowała prowizorka; rozproszone zasoby trzeba było przecież dostarczać studentom i pracownikom, a możliwości były wówczas bardzo skromne. Lato czy zima, pracownicy biblioteki przywozili książki do czytelni w walizkach i torbach, kursując między magazynami. Lata mijały, miejsca brakowało, aż w końcu wyczerpało się zupełnie. "Góra" zlitowała się dopiero po dekadzie.
Biblioteka w komitecie
Uczelnia zmieniła w międzyczasie strategię - skoro nie budowa, to może adaptacja? Nowy rektor, prof. Gospodarek, wnioskował już nie o działkę, a o przydział budynku. Zadziałało. Był 1981 rok, a w Opolu oficjalnie zainaugurowano budowy trzech budynków i jeden z nich po analizie możliwości adaptacyjnych miał trafić w ręce WSP. Budynki były trzy: biurowiec przy Ozimskiej 19 (ostatecznie dostał się PSS Społem) i drugi przy Niemodlińskiej oraz nowiutka siedziba Komitetu Wojewódzkiego PZPR przy ul. Strzelców Bytomskich 2.
Szczęście uśmiechnęło się jak nigdy, stanęło bowiem na najbardziej prestiżowej opcji, która gwarantowała wyższy standard wykończenia, ale też ciekawszą architekturę - uczelnia otrzymała budynek budowany dla KW PZPR. Przepastne podziemia można było w miarę wygodnie zaadaptować na magazyny, zaś dużą salę konferencyjną - na czytelnię. Mocnym argumentem była też bardzo dobra lokalizacja.
Zobacz także: Spiralne schody z ciemnej stali przełamują rytm biurek i regałów. Wnętrze Biblioteki Narodowej
Architekci biorą budynek na warsztat
Projekt siedziby KW PZPR odesłano do opolskiego Miastoprojektu do adaptacji. Autorem pierwszej koncepcji budynku był arch. Wilhelm Kik, ale to nie on miał zarządzać poprawkami. Jego rolę ograniczono do konsultanta, a władzę nad projektem oddano inż. Mieczysławowi Namaczyńskiemu, który pokierował zespołem. Po pokojach Miastoprojektu niosły się zapewne ich podniesione głosy, bo podczas burzliwych dyskusji miało iskrzyć.
Sale narad, pokoje biurowe i inne pomieszczenia, żmudnie na deskach projektantów zmieniały swoje przeznaczenie. Powstawały sale wykładowe, katalogowe, czytelnia, wypożyczalnie, magazyny na księgozbiór. W tym czasie rozpoczęto i kontynuowano budowę Biblioteki Narodowej w Warszawie. Stamtąd czerpaliśmy doświadczenia, wyjeżdżano do Gdańska, Poznania i zgłębialiśmy wiedzę fachową o budownictwie bibliotecznym w kraju, Europie i na świecie
— wspominała w 1989 roku w kronice dyrektorka biblioteki, dr Wanda Matwiejczuk. Pracownicy biblioteki stale współpracowali z projektantami, tworząc możliwie jak najlepsze przestrzenie, w miarę ograniczonych możliwości, jakie dawał PRL.
Wnętrza, zachowane zresztą do dziś, zaprojektował arch. Adam Zbiegieni, późniejszy Honorowy Obywatel Opola zasłużony dla sztuki w mieście. Widać. — Pomysłowość architektów i zastany projekt obiektu, wymagały wielu ustępstw i wymuszonych decyzji przy zmianach adaptacyjnych — pisała Matwiejczuk w kronice, a z jej dyplomatycznych relacji można wywnioskować, że efekt końcowy daleki był od idealnego, podpatrzonego w innych bibliotekach budowanych od początku do końca zgodnie z funkcją. — Wszyscy musimy zdać sobie sprawę z tego, że z założeń nie była to jednak budowla od podstaw wznoszona jako biblioteka.
Zobacz także: Meander-Akwarium w Opolu. Historia powojennego luksusu
Biblioteka wyczekana
Największym problemem nie były jednak kompromisy w projektowaniu, a kryzys wstrzymujący budowy w całej Polsce. Budowa nawet zgodnie z planem miała trwać dość długo. Projekt ukończono w 1982 roku, a oddanie budynku planowano dopiero na 1986 rok. Nie miał łatwego zadania kolejny rektor, prof. Kochman, który wciąż interweniował i u góry, i na samej budowie. Dyrekcja i pracownicy biblioteki z uporem i w czynie społecznym załatwiali wyposażenie, przenosili księgozbiory, sprzątali i dostosowywali ile mogli. Wspominała dr Matwiejczuk:
Wiele razy odchodziliśmy z tego miejsca zawiedzeni i bezradni, nie trwało to jednak długo, na nowo budziła się chęć, żeby pomimo tych wszystkich przeciwności kończyć budowę. Nie wszyscy mogli zrozumieć fakt, że dla tych, którzy byli tutaj od początku sprawa przejęcia obiektu do użytku była ważniejsza niż to, że nie wszystko było czyste, luksusowe i sprawne. Wiedzieliśmy, że każdy dzień zwłoki, to strata w budynku.
Wyczekaną bibliotekę pracownicy, studenci i wykładowcy dostali do użytku w 1989 roku. Dziś nosi już nazwę Biblioteki Uniwersytetu Opolskiego. Książki wciąż stoją pewnie na zdobytych cudem węgierskich regałach, a na półpiętro czytelni prowadzą delikatne, ozdobne schody projektowane raczej nie tyle do noszenia ciężkich tomów, co aparatów fotograficznych i mikrofonów podczas zebrań działaczy w sali konferencyjnej. Towarowe windy ZREMB-u wciąż wożą książki, a drewniane boazerie i indywidualnie projektowane meble ocieplają wnętrza, przełamując chłód aluminium, zieleni i czarnej metaloplastyki. Lampki na biurkach od 1989 stoją w pełnej dyscyplinie, jak gdyby nikt ich nigdy nie przesunął. A kiedy nad budynkiem zbiorą się chmury i lunie deszcz, ciężkie krople wody tłukące się o oryginalną ślusarkę zbudzą nawet najbardziej zmęczonego studenta.
Biblioteka UO to obecnie absolutnie magiczne miejsce. Choć z pewnością wciąż ma wiele wad, jest jednym z nielicznych miejsc w Polsce, w którym do dziś zachowało się oryginalne powojenne wnętrze, utrzymane zgodnie z projektem architekta, i to bez interwencji służb konserwatorskich. To grono nie jest duże, ale zacne. Oprócz BUO znajduje się w nim np. Biblioteka Uniwersytetu Łódzkiego.
Dziękuję dyrekcji Bibliotece Uniwersytetu Opolskiego za udostępnienie materiałów oraz za współpracę, która umożliwiła powstanie tego artykułu - i która rozpoczęła się od deszczowo-burzowego dnia w Opolu oraz wspaniałej, otwartej biblioteki UO.
- arch. Wilhelm Kik - autor pierwszej koncepcji (KW PZPR, przed 1982 r.),
- inż. Mieczysław Namaczyński - główny projektant biblioteki,
- zespół projektowy: inż. Nikodem Bortnik (projektant), arch. Wilhelm Kik (projektant, konsultant; nadzór nad realizacją), arch. Adam Zbiegieni (wnętrza),
- stolarz: Ryszard Man.
Zobacz także: Wielka płyta, mozaiki i betonowy grzybek. Socmodernizm w Opolu - co tu zwiedzić? Przewodnik dla miłośników architektury