Spis treści
Projektant sporej części naszego świata
Żeby się tu dostać jechałem autobusem, wysiadłem na przystanku projektu Jerzego Porębskiego, gumę do żucia wyrzuciłem do śmietnika projektu Jerzego Porębskiego, a wcześniej kupiłem ją w kiosku projektu Jerzego Porębskiego. Nie było czasu, aby usiąść na ławkach, a minąłem ich kilka – autorstwa Jerzego Porębskiego. Zorientowałem się, gdzie jestem, patrząc na tablicę Miejskiego Systemu Informacji, projektu Jerzego. Jerzy Porębski zaprojektował kawał naszego świata – mówił kurator wystawy I cóż z tego, że świat wisi na włosku?, Jarosław Trybuś. Autorstwa Jerzego Porębskiego była także mównica, z której artysta witał licznie zgromadzonych gości podczas swojego wernisażu w murach Akademii Sztuk Pięknych. W piątkowy wieczór do galerii Salon Akademii przybyli bowiem goście z różnych światów, które Porębski łączył w swojej działalności od 50 lat. Wśród nich między innymi studenci Akademii Sztuk Pięknych, gdzie wykłada, klienci Towarzystwa Projektowego, założonego wspólnie z Grzegorzem Niwińskim, a także czytelnicy „Architektury-murator”, której przez 30 lat był dyrektorem artystycznym.
Czytaj też: Z archiwum „Architektury”: Richard Buckminster Fuller
Jerzy Porębski jest jednym z najważniejszych współczesnych projektantów. Świat, który tworzy – jak zauważył Jarosław Trybuś – daje przyjemność poczucia, że jest to przestrzeń lepsza, wygodniejsza, piękniejsza, mądrzejsza. Ale nie temu projektant zdecydował się poświęcić wystawę. Wybór 50 prac z lat 1980-2024, których zdjęcia i modele zostały zgromadzone w jednej z sal, stał się niejako tłem i zaledwie wstępem do rozwinięcia głównej myśli. Sedno ekspozycji stanowi bowiem przedziwna struktura, która nie ma nawet polskiej nazwy. To tensegrity. Skrót od tensional integrity, pojęcia wprowadzonego w latach 60. przez Richarda Buckminstera Fullera. Na wystawie można zobaczyć 30 form, opartych na układzie elementów ściskanych, zawieszonych wewnątrz sieci, które nie stykają się ze sobą, oraz sprężonych elementów rozciąganych, wspólnie wyznaczających układ przestrzenny. Punktem wyjścia dla Jerzego Porębskiego był moduł podstawowy, oparty na trójkącie równobocznym. Zachwyciła go uroda i czystość tych konstrukcji, jak mówi forma skrajnie oszczędna, w której – jak się wydaje – "mniej się już nie da". Od niej zaczął poszukiwanie i eksperymentowanie.
i
Pomiędzy Różewiczem a Kantorem
Pomysł na wystawę powstał 2 lata temu. Jerzy Porębski nie spodziewał się, że ten proces zaowocuje tak skończonymi obiektami i że będzie miał finał w formie wystawy.
Na początku były to pewnego rodzaju próby, intuicje, eksperymenty, nic nie było ani zamierzone, ani zaprojektowane. Wszystko samo się działo, struktury same się tworzyły i nagle się okazało, że nabierają jakiś znaczeń, że przyklejają się do nich jakieś słowa, że pojawiają się skojarzenia czy wspomnienia. Obiekty jakoś same się ujawniały, kiedy nad nimi pracowałem. Wystarczyło je tylko spiąć z tymi historiami i doprowadzić do formalnego oraz konstrukcyjnego końca.
– mówi.
Jest jeszcze inny istotny wątek w tych opowieściach. To miejsce. Dla Porębskiego historie te spięły się bowiem w przestrzeni dla niego ważnej, bo w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Tu się bowiem wychował, tu mieszkał, tu studiował i tu obecnie pracuje. Jego wystawa – być może przypadkiem, a może nie – stała się niejako załącznikiem do zbliżającego się w 2027 roku jubileuszu 50-lecia Wydziału Wzornictwa ASP. Tu zostawił ślady – słowa i przedmioty.
i
Tensegrity jako eksperymentalny gest projektowy
Model tensegrity bywa niezwykle trudny do uchwycenia, bo nie jest czystą strukturą. Wymyka się wszelkim definicjom. Nabiera pewnych znaczeń i funkcji przy głębszej refleksji i podczas stawiania pytań o kondycję człowieka i współczesnego świata. Bo czym jest gest projektowy w czasach niepewności i nadmiaru, gdy wszystko wydaje się kruche, zmienne, podważalne i chwilowe? Może jednak pomimo panującego chaosu można znaleźć i uchwycić mechanizmy, które uporządkują myślenie i postrzeganie świata?
Czytaj też: Gdy świat wisi na włosku, forma poszukuje równowagi. Wystawa prac Jerzego Porębskiego
Eksperymentalne formy tensegrity Jerzego Porębskiego wydają się prowadzić po tej kruchości, nie narzucając jednak jednej, obowiązującej interpretacji. Nawet osobiste komentarze – którymi opatrzył prezentowane obiekty, a w których przywołuje bliskie mu lektury, miejsca, ludzi, pojęcia – nie mają dopowiadać obrazu świata, ale otwierać pole do wielorakich narracji. Już sam tytuł ekspozycji prowokuje do głębokich namysłów. Obecnie – zwłaszcza w perspektywie globalnych zdarzeń – wydaje się zarówno dramatycznie proroczy, jak i przewrotnie lekki. Jerzy Porębski zdradza, że przyszedł mu on do głowy, kiedy połączył ze sobą tytuły dwóch różnych, bliskich mu artystów: wiersza Tadeusza Różewicza I cóż z tego, że jutro koniec świata oraz cykl obrazów Tadeusza Kantora – Wszystko wisi na włosku.
Jerzy Porębski nie lubi dopowiedzeń, ale trudno nie zauważyć elementów łączących działa owych artystów i bohatera wystawy – począwszy od symboliki liczb przez rolę abstrakcji po znaczenie redukcji.
i
Niezwykle kruche relacje
Trudno też jest nazwać, a jeszcze trudniej zrozumieć owe 30 przedziwnych struktur. Dla kogoś, kto nie zajmie się matematyką czy geometrią, wydają się wręcz niemożliwe do powstania. Jak jednak podkreśla Jarosław Trybuś, dla autora owe układy stały się pretekstem, aby zadać pytania o sens i istotę projektowania.
To nie jest tak, że Jerzy Porębski wierzy w to, że przedmioty, które nam towarzyszą mogą rzeczywiście być użyteczne. Te próby są ćwiczeniami, które pokazują sposób myślenia dojrzałego, wszechstronnego projektanta, są bardzo inspirujące, ale w gruncie rzeczy straceńcze z powodu wpisanej w te struktury dysfunkcji. Naruszenie jednego z elementów tensegrity – których forma opiera się na wzajemnych relacjach, niezwykle kruchych – powoduje bowiem, że ta struktura nie tyle się zniekształca, ile całkowicie rozpada. To jest zarówno jej siłą, jak i wadą.
i
To jest, w odczuciu kuratora, istotą projektowania. W tym przypadku kruchość staje się inspiracją do zadawania pytań o świat, który wisi na włosku i który bardzo łatwo może się rozpaść. I to jest właściwie najbardziej dramatyczny element tej historii. Ona nam przypomina, jak łatwo możemy stracić równowagę.