Spis treści
Absurd 1 kilometra i „plasterki salami”
Inwestycje drogowe należą do inwestycji mogących znacząco oddziaływać na środowisko – to oczywiste. Przecięcie naturalnego obszaru jezdnią, hałas, spaliny – wszystko to wpływa w końcu na rośliny, zwierzęta, glebę i stosunki wodne. Dlatego takie inwestycje na ogół wiążą się z koniecznością przeprowadzenia oceny oddziaływania na środowisko i uzyskania tzw. decyzji środowiskowej.
Ponieważ jednak procedura ta jest długa i skomplikowana, przewidziano od niej wyjątki. Jak zapisano w Rozporządzeniu Rady Ministrów z dnia 10 września 2019 r. w sprawie przedsięwzięć mogących znacząco oddziaływać na środowisko, drogi twarde o długości do 1 km nie wymagają uzyskiwania decyzji środowiskowej. Chodzi o to, żeby drobne inwestycje (małe remonty jezdni, dobudowa drogi dla rowerów itp.) dało się przeprowadzać szybko i sprawnie. W teorii miało to zapewniać równowagę między ochroną środowiska a potrzebami ludzi.
Niestety, prowadzi to do sytuacji, gdy inwestorzy (np. gminy) sztucznie dzielą planowany projekt na etapy, żeby tylko odcinek drogi objęty inwestycją nie przekroczył długości 1 km. Nie trzeba dodawać, że niepotrzebnie wydłuża to cały proces, a także więcej kosztuje – zamiast jednego przetargu trzeba przeprowadzić kilka. To tzw. „salami slicing”, czyli krojenie salami na plasterki.
Za sztuczny podział przedsięwzięcia, tzw. salami slicing, uznawany jest zabieg, który ma na celu uniknięcie konieczności uzyskania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach lub też uniknięcie konieczności przeprowadzenia obligatoryjnej oceny oddziaływania na środowisko
– czytamy w decyzji Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska nr DOOŚ-WDŚIII.420.22.2024.mk.5.
- Dowiedz się także: Ten dom tak naprawdę jest pojazdem. Ma taras, aneks kuchenny i 2 sypialnie, jeździ po drogach i omija prawo budowlane
Poseł chce likwidacji absurdu. Co na to rząd?
Jak donosi serwis prawo.pl, do Ministerstwa Klimatu i Środowiska oraz Ministerstwa Infrastruktury trafiła propozycja zmian w prawie. To interpelacja złożona przez jednego z posłów Koalicji Obywatelskiej, Patryka Jaskulskiego. Proponuje on, żeby długość drogi w budowie czy remoncie przestała wpływać na to, czy inwestor musi uzyskać decyzję środowiskową. W ten sposób absurd 1 kilometra wreszcie by zniknął, a gminy nie miałyby powodu do sztucznego etapowania inwestycji. Rząd jak na razie nie odniósł się do tych postulatów.
Poseł chciałby, żeby limit 1 km całkowicie zlikwidować lub przynajmniej zwiększyć. Jako alternatywę proponuje zapisanie w przepisach listy niedużych inwestycji, które niezależnie od długości drogi byłyby zwolnione z biurokratycznego obowiązku. Dziś bowiem do inwestycji „mogących potencjalnie znacząco oddziaływać na środowisko” sądy zaliczają często nawet przypadki takie jak np. dobudowa chodnika przy istniejącej jezdni. W ten sposób przepis, który w założeniu miał chronić przyrodę, jedynie utrudnia życie urzędnikom i mieszkańcom.
- Sprawdź również: Dom nad jeziorem, który "bawi się" w ekologię. Co naprawdę będzie kryło się pod "zielonymi dachami"?
GDOŚ otwiera furtkę, sądy nie zawsze korzystają
Warto przypomnieć, że Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska jest świadoma problemu, gdyż od lat otrzymuje liczne zapytania dotyczące właśnie tych przepisów. W 2022 r. GDOŚ wydała oficjalne oświadczenie wyjaśniające, że budowa drogi dla rowerów lub chodnika nie wymaga uzyskania decyzji środowiskowej. Jak bowiem podkreśla GDOŚ, drogi oddziałują na przyrodę z powodu ruchu samochodów, który oczywiście nie zachodzi w przypadku ścieżki rowerowej czy chodnika. Jak podano w komunikacie nr DOOŚ-WAPiS.400.55.2022.MDz:
Realizacja przedsięwzięcia polegającego na budowie chodnika lub ścieżki rowerowej nie wymaga uzyskania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach, gdyż nie stanowi ono przedsięwzięcia, które może znacząco oddziaływać na środowisko, niezależnie od sposobu realizacji (samodzielne przedsięwzięcie czy też przebudowa lub rozbudowa drogi) oraz umiejscowienia (w pasie drogowym, poza pasem drogowym, na obiekcie mostowym). Bez wpływu na kwalifikację pozostaje również kwestia surowca, z którego wykonany zostanie chodnik czy ścieżka rowerowa.
Trzeba jednak dodać, że stanowisko GDOŚ nie jest wiążące dla sądów – może, ale nie musi zostać wzięte pod uwagę. Praktyka pokazuje, że niestety sądy nieraz tę opinię odrzucają. Przykładowo dwa lata po oświadczeniu GDOŚ sąd w Białymstoku uznał, że dobudowanie ponad 2 km drogi dla rowerów wzdłuż istniejącej jezdni dla aut może znacząco wpłynąć na środowisko. Oznaczało to nałożenie na inwestora uciążliwego obowiązku uzyskania decyzji środowiskowej, wydłużenie czasu realizacji oraz wzrost kosztów. Zmiana prawa proponowana w interpelacji poselskiej pozwoliłaby uniknąć takich sytuacji w przyszłości – o ile rzeczywiście wejdzie w życie.
- Przejdź do galerii: Autostrada A4 w Małopolsce