Spis treści
- Czy Kengo Kuma panuje nad architekturą?
- Celem WXCA jest odrzucenie koncepcji Kumy z konkursu
- 135 merytorycznych argumentów za odrzuceniem zwycięskiej pracy
- Czy sędziowie SARP zachowali się w sposób nieprofesjonalny i niegodny?
- Socjolog, prezydent, inicjator – rola Konrada Fijołka wciąż niejasna
- Al. Piłsudskiego nikt nie chodzi, więc można odwrócić się do niej plecami?
- 100 specjalistów z całego świata zaangażowanych w projekt Kumy i TKHolding
- To inna filozofia projektowania – przekonuje TKHolding
- Prawo i procedury w zderzeniu z ambicjami i wizją
Przyszłość jednego z najbardziej ambitnych projektów kulturalnych w Rzeszowie rozgrywa się w jednej z relatywnie niewielkich sal Krajowej Izby Odwoławczej. Każda z nich przypomina raczej biura niż sąd. Skojarzenie jest naturalne – w końcu znaleźliśmy się na czwartym piętrze jednego z biurowców na warszawskim Służewcu Przemysłowym. O majestacie rozstrzyganych tu spraw przypominają jedynie meble – ciężkie, drewniane stoły i ławy.
6 lutego zasiadły przy nich cztery strony postępowania. Troje sędziów w honorowym, centralnym miejscu. Po ich prawej usadowili się przedstawiciele WXCA. Po lewej – reprezentanci Rzeszowa. Na wprost – liczna delegacja konsorcjum Schick. Przez najbliższe 2,5 godziny mieli wspólnie pochylić się nad sprawą kontrowersyjnego rozstrzygnięcia konkursu na Bibliotekę Nową w Rzeszowie. Ja zaś – wspólnie z reporterami z TVN24 – mieliśmy się przyglądać, jak prawo i procedury mieszają się z architekturą.
Przeczytaj więcej:
Czy Kengo Kuma panuje nad architekturą?
Już na początku okazało się, że sprawa się przedłuży. Pełnomocnicy Schick składają do akt kolejne dowody – w tym m.in. opinię Dejana Sudicia, który ma chwalić projekt Kengo Kumy. Żadnemu miłośnikowi architektury nie trzeba tłumaczyć, kim jest Sudić. Może dlatego WXCA od razu prosi o odrzucenie nowych dokumentów, a gdy to się nie udaje – wnioskuje o półgodzinną przerwę na zapoznanie się z ich treścią. Ja czytam je dopiero po kolejnej przerwie i z rozczarowaniem uznaje, że to po prostu krótkie wyrazy poparcia dla tego projektu. Sudić uspokaja, że prace Kumy są zawsze na wysokim poziomie, więc zastrzeżenia co do wykonalności tego projektu po prostu są nietrafione.
Pracownia WXCA – zdobywcy drugiego miejsca w tym konkursie – mają zdecydowanie inne zdanie. Zdecydowali się na złożenie formalnego wniosku o odwołanie do Krajowej Izby Odwoławczej niejako w odpowiedzi na liczne kontrowersje, jakie towarzyszyły ogłoszeniu rezultatów tego postępowania. Nasza redakcja jako pierwsza bardzo szczegółowo je opisywała. Pokazaliśmy – krok po kroku – wszystkie etapy oceny. Zwróciliśmy uwagę na niejasne powołanie się Prezydenta Fijołka na biegłego eksperta w dziedzinie socjologii miasta. Ujawniliśmy także pełną treść votum separatum przygotowanego przez czterech doświadczonych sędziów konkursowych SARP, w którym podkreślano głębokie zaniepokojenie jakością postępowania konkursowego oraz istotne wady merytoryczne zwycięskiej pracy.
i
Celem WXCA jest odrzucenie koncepcji Kumy z konkursu
WXCA nie była jedyną pracownią architektoniczną uczestniczącą w tym konkursie, która zdecydowała się na skorzystanie z przewidzianej w prawie zamówień publicznych ścieżki odwoławczej. Nad podobnym krokiem zastanawiali się także inni uczestnicy tego konkursu. W rozmowach z nimi często słyszałem słowa oddające utratę zaufania, co do profesjonalnej oceny wszystkich prac. Część z nich była wyraźnie zbulwersowana. Ale na oficjalne wystąpienie z protestem zdecydowała się tylko WXCA.
Jej strategia nie była jednak skierowana na unieważnienie całego konkursu. Krajowa Izba Odwoławcza dostała od nich wniosek o nakazanie odrzucenia pracy Kengo Kumy ze względu na jej istotne braki w kontekście zapisów regulaminu konkursu. Ich zdaniem praca ta nie powinna zostać w ogóle poddana ocenie. Wszystko to ze względu na szereg nieprawidłowości merytorycznych i formalnych, niezgodność z przepisami powszechnie obowiązującego prawa i postanowieniami regulaminu konkursu. W przypadku uznania ich argumentacji i po odrzuceniu koncepcji Kumy, władze Rzeszowa nie musiałyby organizować nowego konkursu. Wystarczyłoby zaprosić do negocjacji zdobywców drugiego miejsca, czyli właśnie WXCA.
i
135 merytorycznych argumentów za odrzuceniem zwycięskiej pracy
O zasadności swoich argumentów przedstawiciele WXCA mówili przez prawie dwie godziny. Kwestie proceduralne mieszały się tutaj z zarzutami merytorycznymi. Dlatego głosy architektów – a na sali był Szczepan Wroński, Małgorzata Dembowska i Andrzej Bulanda – mieszały się z wypowiedziami prawników. Warto podkreślić, że niezależnie od prezentowanych treści, to pomieszanie prawa z architekturą brzmiało dosyć intrygująco. I podczas gdy pełnomocnicy płynnie poruszali się po zagadnieniach związanych z prawem zamówień publicznych i pokazywali wszystkie niejasności ciągu zdarzeń w Rzeszowie, architekci wyjaśniali problemy związane z ochroną przeciwpożarową, akustyką, zastosowaniem (wbrew zaleceniom konkursowym) drewnianej konstrukcji stropów, niedostępnością budynku dla osób z niepełnosprawnościami i urbanistyką. W uzasadnieniu formalnego znalazło się aż 135 szczegółowych argumentów, które – jak przekonywali w KIO reprezentanci WXCA – prowadzi do wniosku, że tej pracy nie da się poprawić bez wymyślenia jej na nowo. A jeśli oni musieli swoją kreatywność trzymać w ryzach prawa i budżetu, to takie samo ograniczenie powinno dotyczyć innych projektów. I nawet jeśli idea wiru słowa jest ciekawa, ważna i inspirująca, to z racji swojej niewykonalności nie powinna otrzymać nagrody.
Przedstawiciele WXCA zwracali też uwagę na wątpliwości związane z przeprowadzeniem procedury konkursowej. Ich zdaniem votum separatum jest wiarygodnym źródłem informacji, które należałoby wyjaśnić. Zwłaszcza tę część z nich, które dotyczą zaangażowania się prezydenta Fijołka i wypowiedzianych przez niego słów podczas posiedzenia Sądu. Podkreślali, że zgodnie ze swoją wiedzą jedna osoba z grona sędziowskiego została zmuszona do zagłosowania wbrew swojej woli, a inna wprost przyznała, że obecność prezydenta Rzeszowa wpłynęła na jej finalną decyzję. Przewodnicząca składu sędziowskiego zasugerowała, że o wyjaśnienie tego typu sytuacjami powinno się prosić odpowiednie służby. Odwołujący zwrócili jednak uwagę na potrzebę powołania świadków w osobach Piotra Śmierzewskiego i Jakuba Krzysztofika – współautorów votum separatum – mogących podzielić się z Wysoką Izbą pełnym kontekstem tego postępowania.
Czy sędziowie SARP zachowali się w sposób nieprofesjonalny i niegodny?
WXCA była jednak jedyną stroną zwracającą uwagę na treści zapisane w votum separatum. Zarówno strona miejska, jak i reprezentanci konsorcjum Schick bagatelizowali jego zasadność. Pełnomocnicy Rzeszowa wprost sugerowali, że to dokument tworzony w sposób nieprofesjonalny i niegodny sędziów. Zwracano uwagę, że jego autorzy – sędziowie najpierw wcześniej głosowali za dopuszczeniem pracy Kumy, a dopiero po rozstrzygnięciu pojawiło się zdanie odrębne, które podważa te decyzje. Próby sugestii, że być może votum separatum powstało już po tym, gdy jego autorzy poznali autorów poszczególnych koncepcji, szybko ukrócił skład sędziowski przypominając chronologię wydarzeń.
Warto zwrócić uwagę, że w gronie przedstawicieli tego miasta w KIO pojawił się Dariusz Urbanik – tu w roli urzędowego pełnomocnika i koordynatora ds. inwestycji. Wcześniej pełnił rolę sędziego konkursowego. I z tej perspektywy odpowiadał na zarzuty WXCA dotyczącej niejasności związanych z obecnością Fijołka i ewentualnym jego wpływem na decyzje sędziów. Przekonywał, że wszystko przebiegało tak, jak powinno. Co więcej – przyznał, że to on stał za pomysłem powołania prezydenta Rzeszowa i trzech innych osób na biegłych.
i
Socjolog, prezydent, inicjator – rola Konrada Fijołka wciąż niejasna
Miało to wynikać po części z niedociągnięć organizacyjnych po stronie SARP polegającej na niezapewnieniu dostatecznej obsługi prawnej. Uzasadniając pomysł zaangażowania Fijołka, nie odwoływał się jednak do jego eksperckich kompetencji jako „socjologii miasta”, lecz do jego roli jako inicjatora inwestycji i osoby szczególnie zaangażowanej w projekt. Dopytałem go o tę kwestię w kuluarach. Przy świadkach potwierdził mi, że to on wysłał w tej sprawie maila do Prezydenta, ale w istocie przecież nie do niego, jako organu, ale prywatnie – jako do Fijołka socjologa. Na moje pytanie dotyczące tego, dlaczego nie skierował prośby o powołanie dodatkowych biegłych do sekretarza konkursu nie był w stanie albo nie chciał odpowiedzieć.
Reprezentanci Rzeszowa przyjęli także strategię, wedle której zarzuty dotyczące ochrony przeciwpożarowej, konstrukcji, akustyki czy dostępności odnoszą się do zagadnień, które na etapie konkursu koncepcyjnego nie muszą być rozstrzygnięte w sposób ostateczny. Wskazywano, że celem konkursu było wyłonienie najlepszej idei architektonicznej, a nie kompletnego projektu budowlanego. Szczegółowe rozwiązania techniczne – zdaniem zamawiającego – miały zostać dopracowane na kolejnych etapach prac projektowych, we współpracy z rzeczoznawcami i instytucjami opiniującymi. Zwracano nawet uwagę, że miasto nie miałoby nic przeciwko bardziej rozbudowanym koncepcjom, ale to organizator – czyli rzeszowski SARP – ograniczył liczbę materiałów przygotowywanych przez pracownie na konkurs.
Al. Piłsudskiego nikt nie chodzi, więc można odwrócić się do niej plecami?
Ciekawa była odpowiedź na zarzut urbanistyczny. Ich zdaniem założenia konkursu dotyczyły zgodności z wymaganiami lokalizacyjnymi i formalnymi, a szczegółowe relacje z otoczeniem miały zostać rozstrzygnięte później. Priorytetem była więc zgodność z dokumentami i zdefiniowaną przez nie jakością przestrzeni. WXCA niewłaściwie interpretuje więc sytuację, a co więcej – proponując wytyczenie przejścia dla pieszych przez al. Piłsudskiego jako połączenie biblioteki z sąsiednią galerią handlową – naruszyło te założenia. Sędzia/urzędnik Urbanik podkreślał, że wynika to z roli tej ulicy, która służy przede wszystkim jako łącznik głównych arterii komunikacyjnych miasta. Dodał również, że on osobiście nigdy nie widział żadnej osoby poruszającej się pieszo w tej części tej ulicy.
Podsumowując – miasto jest przekonane, że wybrało najlepszy, możliwy do zrealizowania projekt. Ewentualne usunięcie braków i niedoskonałości tego projektu nie prowadzi do zasadniczej zmiany jego koncepcji. Dotyczą one bowiem elementów technicznych, a nie idei architektonicznej, która stanowiła główny przedmiot oceny jury.
i
100 specjalistów z całego świata zaangażowanych w projekt Kumy i TKHolding
Jako ostatni swoje stanowisko przedstawili reprezentanci konsorcjum Schick. W dużej mierze powtórzyli argumentację miasta, bagatelizując znaczenie votum separatum i podkreślając, że w procedurze konkursowej nie doszło do żadnych istotnych naruszeń. Ich zdaniem odwołanie WXCA nie dotyczy realnych uchybień formalnych, lecz stanowi próbę zakwestionowania merytorycznego werdyktu jury pod pozorem opinii, a nie faktów.
Andrzej Truszczyński z TKHolding wielokrotnie akcentował, że projekt powstawał przy udziale znakomitych specjalistów i był efektem pracy rozbudowanego, międzynarodowego zespołu. Odwoływał się przy tym zarówno do autorytetu pracowni Kengo Kumy, jak i do doświadczeń własnego biura w realizacji skomplikowanych technicznie inwestycji – m.in. aquaparków. Argument prestiżu i skali pojawiał się w tej wypowiedzi regularnie.
To w pewnym momencie przyniosło odwrotny skutek. Gdy pełnomocnicy konsorcjum próbowali ponownie odczytać do akt oświadczenie Kengo Kumy – którego treść znajdowała się już w dokumentacji – jeden z sędziów z przekąsem zauważył, że gdyby sprawa była rzeczywiście tak istotna, sam architekt mógłby pojawić się w KIO osobiście.
To inna filozofia projektowania – przekonuje TKHolding
Trzeba jednak podkreślić, że za tą retoryką autorytetu stało także solidne przygotowanie merytoryczne. Wystąpienia tej strony nie ograniczały się do ogólników ani deklaracji wiary w projekt. Na większość zarzutów architekci odpowiadali bardzo szczegółowo, odwołując się do konkretnych rozwiązań projektowych, doświadczeń z wcześniejszych realizacji oraz obowiązujących norm. W kwestiach ochrony przeciwpożarowej, akustyki czy dostępności potrafili precyzyjnie wskazać, w jaki sposób problemy te były już rozwiązywane w podobnych inwestycjach i dlaczego – ich zdaniem – również w Rzeszowie nie stanowią bariery nie do pokonania. Przekonywali również, że wbrew zarzutom WXCA, ewentualne zmiany w kolejnych fazach projektu nie będą wiązały się ze wzrostem wynagrodzenia dla projektantów. Podatnicy mogą być pewni, że zakładany maksymalny poziom honorarium dla architektów w wysokości ok. 31 mln złotych nie zostanie przekroczony.
W przeciwieństwie do części wypowiedzi strony miejskiej, ich argumentacja miała wyraźnie techniczny i projektowy charakter. Było w niej widać, że spór traktują nie tylko jako batalię prawną, lecz także jako debatę o realnej możliwości realizacji tak skomplikowanego obiektu. Co przy okazji pokazało pewną sprzeczność z prezentowanym stanowiskiem dotyczącym ogólnego zakresu projektu koncepcyjnego. Z jednej strony zarówno miasto, jak i konsorcjum podkreślały, że konkurs nie wymagał rozstrzygania wszystkich kwestii technicznych. Z drugiej – według deklaracji Truszczyńskiego – przy opracowaniu koncepcji zaangażowano ponad stu ekspertów. Miało to dowodzić wykonalności projektu, ale jednocześnie rodziło pytanie, dlaczego aż tak rozbudowane zaplecze było potrzebne na etapie, który – według tej samej argumentacji – nie wymagał szczegółowych analiz.
i
Prawo i procedury w zderzeniu z ambicjami i wizją
Pod koniec wypowiedzi przedstawicieli Konsorcjum pojawiło się także nawiązanie do efektu Bilbao, czyli sile ikonicznej architektury. To przykład, który niczym mantra krążył po całym świecie jako dowód skuteczności połączenia odważnej architektury, kultury i silnej, bezkompromisowej politycznej wizji rozwoju miasta. W tym sensie była to próba przesunięcia sporu z pola prawa na pole ambicji i wyobraźni. Koncepcja Wiru Słowa wprost z tej siły i tego dowodu czerpie. Ma mieć podobne ambicje i znaczenie dla Rzeszowa. Czyli nie tylko poprawnym projektem budynku, lecz szansą na wykreowanie nowej jakości urbanistycznej i kulturowej. Tej zdaniem przedstawicieli TKHolding innym projektom zabrakło. Więc ten spór nie dotyczy tylko prostych kwestii proceduralnych, ale przede wszystkim wizji architektury.
Kłopot tylko w tym, że zdaniem WXCA w założeniach konkursu takie oczekiwanie ikoniczności nie zostało zapisane. A Krajowa Izba Odwoławcza nie ma ani kompetencji, ani ambicji do tego, żeby oceniać architekturę pod tym względem. Może się okazać, że ta pasjonująca rozmowa o różnych podejściach do projektowania budynków pozostanie zupełnie teoretyczna, bo np. KIO uzna, że Kengo Kuma jednak nie został poprawie umocowany jako przedstawiciel Konsorcjum. I to by wystarczyło do tego, aby pracę uznać za złożoną niepoprawnie, a więc niemożliwą do poddania jej ocenie. To byłaby wielka szkoda dla wszystkich. Tak samo zresztą jak sytuacja, w której nigdy nie dowiedzielibyśmy się, dlaczego Prezydent Fijołek w tak wątpliwy i kontrowersyjny sposób włączył się w prace sądu konkursowego tuż przed rozstrzygnięciem.
Tymczasem sytuacja w KIO wygląda tak, że po blisko pięciu godzinach prezentacji argumentów przewodnicząca składu ogłosiła zamknięcie posiedzenia i zaprosiła wszystkie strony na kolejne spotkanie 11 lutego. Wówczas strony będą mogły zaprezentować swoje odpowiedzi i kontrargumenty. Na tym posiedzeniu ma także zapaść decyzja o powołaniu świadków, którzy mieliby rzucić trochę więcej światła na atmosferę, w której pracował sąd konkursowy. Jeżeli Wysoka Izba się na to zgodzi, wyrok w tej sprawie poznamy zapewne dopiero w marcu.
---
Dziękujemy, że tu jesteś. Posłuchaj naszego Podcastu Architektonicznego