Spis treści
Wody Polskie niszczą bobrze tamy. „To jest dla nas priorytet”
Wojna trwa od miesięcy. Bobry żyjące w dolince dzielącej Mokotów i Ursynów budują na Potoku Służewieckim tamy, Wody Polskie je demontują. Zwierzęta w ciągu najdalej kilku dni odbudowują tamę i zabawa zaczyna się od nowa. Urzędnicy państwowi tłumaczą się zagrożeniem powodziowym.
Istota działania Wód Polskich w tym zakresie, w kontekście Potoku Służewieckiego to jest przede wszystkim zapewnienie drożności i płynności tego potoku. To jest dla nas priorytet ze względu na konieczność utrzymania rzek, w obawie przed powodziami, we właściwy sposób. My musimy takie szkody, takie zapory naturalne, czy też budowane przez bobry na tym cieku usuwać i będziemy to na pewno regularnie robić
– mówił we wrześniu 2025 r. rzecznik prasowy Wód Polskich Filip Szatanik w rozmowie z reporterką Radia ESKA. Rzecznik przypomniał też, że w 2024 r. doszło do wylania Potoku Służewieckiego i podtopienia sąsiednich posesji (m.in. przy ulicy Faworytki 2, gdzie woda wdarła się do garaży). To prawda, choć urzędnik nie dodał, że potok wylał wówczas bez związku z bobrami, bo na skutek nawałnicy. Do podobnych podtopień dochodziło w tamtym okresie w wielu punktach miasta. Jak dotąd najpoważniejszym skutkiem działalności bobrów w Dolince Służewieckiej był krótki moment, gdy spiętrzona woda zalała fragment jednej z alejek spacerowych tuż przy potoku.
Urzędnicy próbują odławiać, leśnicy szykują strzelby
Warszawa to tylko przykład, bo bobrów w miastach przybywa w całej Polsce. Widuje się je w Wiśle tuż obok toruńskiej Starówki, w Kanale Bydgoskim, mieszkają w koszalińskiej Wodnej Dolinie, buszują w poznańskim Parku Sołackim i po ulicach Wrocławia. Niedawno katowicki RDOŚ doliczył się tylko w województwie śląskim ponad 2000 bobrzych rodzin, liczących łącznie ponad 7000 osobników. W 2021 r. GUS szacował liczbę bobrów w Polsce na blisko 150 tys.
Powrót bobra to świetna wiadomość dla natury. Bobry są mistrzami małej retencji – ich działalność powoduje, że poziom wód gruntowych podnosi się. Powstawanie naturalnych spiętrzeń wody powoduje, że znacząco zwiększa się bioróżnorodność na danym obszarze. Tam, gdzie dzięki bobrom odnawiają się siedliska bagienne, tam pojawiają się chociażby rzadkie gatunki ptaków, takie jak żuraw, kszyk czy słonka
– pisze katowicki RDOŚ.
Nie wszyscy podzielają ten entuzjazm. Żeby spiętrzać wodę, bobry ścinają drzewa, nieraz dopiero co posadzone. Inne drzewa jedynie podgryzają, co może grozić ich upadkiem. Zdarza się też, że bobrza tama powoduje podmywanie dróg obok cieku wodnego. Mieszkańcy się skarżą, a więc urzędnicy muszą działać.
Możliwości jest kilka. Art 56 ust. 4 Ustawy o ochronie przyrody pozwala na tymczasowe zniesienie ochrony zwierząt i ich siedlisk, o ile m.in. „wynikają z konieczności ograniczenia poważnych szkód” oraz „leżą w interesie zdrowia lub bezpieczeństwa powszechnego”. Na tej podstawie można wnioskować do RDOŚ o zgodę na niszczenie budowanych przez bobry tam czy odławianie zwierząt w celu wypuszczenia ich na wolność gdzieś indziej. Niestety, są to działania mało skuteczne – przykładowo w Lublinie mimo prób nie udało się odłowić ani jednego bobra. A za szkody płacą naprawiające je gminy oraz wypłacający odszkodowania Skarb Państwa.
- Zobacz również: Dzień bobry! Czy trzeba się bać bobra? Tylko 3 proc. siedlisk bobra wyrządza szkody, a drzewa w okolicy mają znaczenie
W związku z tym, że bobry są gatunkiem chronionym, za szkody wywołane przez nie w gospodarce rolnej i rybackiej, odszkodowania w imieniu Skarbu Państwa wypłacają Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska
– przypomina katowicki RDOŚ.
Coraz częściej pojawiają się próby sięgania po bardziej drastyczne rozwiązania. W 2025 r. ogromne protesty wzbudziło wydanie zgody na odstrzał 120 bobrów w nadleśnictwie Staszów (woj. świętokrzyskie). Po medialnej burzy z odstrzału zrezygnowano. Rok później identyczna sytuacja miała miejsce w woj. lubelskim – tym razem chodziło o 35 bobrów. Tu również protesty mieszkańców doprowadziły do wstrzymania działań, a lubliński RDOŚ wydał obszerne oświadczenie, w którym tłumaczył, iż „zezwolenia na odstrzał lub pozyskanie wydawane są tylko w wyjątkowych sytuacjach”, kiedy „działalność bobrów powoduje duże szkody gospodarcze lub zagrożenie dla bezpieczeństwa ludzi”. Na razie protestujący wygrywają, bo odstrzał lubianych na ogół zwierząt źle wygląda wizerunkowo. Trzeba się jednak spodziewać, że wraz z rosnącą aktywnością bobrów w pobliżu siedlisk ludzkich takich sytuacji będzie tylko coraz więcej.
- Dowiedz się również: Architekt nie powinien być sprzedawcą. W architektonicznym marketingu poszliśmy o jeden krok za daleko
Ironia losu, i to na wielu poziomach
Dlaczego problem z bobrami w miastach narasta? Powodów jest kilka, jednak najważniejszy brzmi – bo zwyczajnie jest ich więcej niż kiedyś. Bobra europejskiego ludziom udało się niemal wytępić. Już w 1881 r. Józef Łoziński pisał: „Zdaje się, że należy do zwierząt zupełnie wytępionych, nigdzie bowiem o nim wzmianki nie znajdujemy”. W początkach XX w. w Europie żyło już tylko ok. 1200 bobrów, a krótko po drugiej wojnie światowej w Polsce doliczono się zaledwie ok. 130 sztuk tego zwierzęcia. Nic dziwnego, że przez lata odzwyczailiśmy się od bobrzego sąsiedztwa. Dopiero w ostatnich dekadach, na skutek intensywnych działań (m.in. hodowla i reintrodukcja zwierząt, lepsza ochrona zbiorników wodnych) populację bobra udało się odbudować.
Kolejny powód to rozlewanie się zabudowy na dzikie kiedyś tereny. To nie bobry przyszły do miast – to miasta przyszły do nich. A skoro zmusiliśmy je do życia w takich warunkach, do się do nich przystosowały. Zamieszkały w miejskich potokach i stawach, ścinają zębami drzewa z miejskich parków. Gdzieś przecież muszą żyć, a my odbieramy im kolejne tereny. Częstsze starcia są nieuniknione. To cena, jaką płacimy za rozrastające się przedmieścia i puchnące od nowych osiedli małe miasteczka obok metropolii.
- Zobacz także: Armia białych domków rozcięła pola uprawne. Mleko się rozlało, rozlały się przedmieścia: „sprzątać” będziemy wszyscy
Bóbr jest jednym z niewielu gatunków zwierząt, które potrafią przystosować środowisko do własnych potrzeb – poprzez swoją działalność inżyniersko-budowlaną. (...) Niestety, czasami jego działania wyrządzają krzywdę poprzez zatapianie pól uprawnych, lasów i dróg
– podają Lasy Państwowe. Powyższy opis, rzecz jasna, dotyczy także Homo sapiens. I choć umiejętność przekształcania środowiska pod swoje potrzeby łączy nas z bobrami, rościmy sobie do niej wyłączne prawo. Tylko nam wolno budować, tylko nam niszczyć. Zżymamy się, gdy bobry powalają drzewa tam, gdzie mieszkamy, ale sami robimy im to samo. Jakbyśmy byli jedynym gatunkiem, a nie jednym z wielu. Jakby to bobry doprowadziły ludzkość na skraj wyginięcia, a nie odwrotnie. Tymczasem prawda jest może i niewygodna, ale prosta: skoro ocaliliśmy bobry, to teraz musimy nauczyć się z nimi żyć. Także w miastach. Na dłuższą metę wszystkim wyjdzie to na dobre.
- Przejdź do galerii: Pętla tramwajowa Wyścigi w Warszawie i okolice