Praktyczny przewodnik dla architektów: Jak się ubezpieczać? Zapraszamy do odsłuchania nowego odcinku Podcastu Architektonicznego

2026-03-24 13:19

Błąd projektowy może kosztować miliony. Równie groźna bywa źle przeczytana umowa. O ubezpieczeniach architektów mówi się rzadko, a jeszcze rzadziej – konkretnie. Barbara Rożek z Rożek Brokers Group w rozmowie z Arturem Celińskim wyjaśnia, gdzie kończy się odpowiedzialność projektanta, jak działają polisy i jakie pułapki czyhają w kontraktach. To przewodnik dla tych, którzy chcą spać spokojniej i pracować mądrzej.

Zawaliła się część kamienicy w centrum Lublina

i

Autor: Patrycja Pop
Dlaczego architekci powinni się ubezpieczać – Podcast Architektoniczny, Rożek Brokers Group

Błąd to nie wszystko: liczą się konsekwencje

Ryzyko wpisane jest w zawód architekta na stałe. Nawet przy powtarzalnych rozwiązaniach może pojawić się błąd – a jego skutki bywają kosztowne. Barbara Rożek podkreśla:

„Architekt to taki zawód jak adwokat, jak lekarz. To zawód, który swoją działalnością może wyrządzić innym szkodę. (…) Możemy popełnić błąd, możemy źle coś narysować i to może rodzić konsekwencje – zarówno materialne dla inwestora czy wykonawcy, ale też może powodować szkody na osobie. I przed tym trzeba się chronić.”

Czytaj także: Sztuka mówienia NIE. 9 na 10 prowadzących pracownie jest obecnie w kryzysie. Zmiana wymaga wysiłku, ale jest realna

Nie każdy błąd oznacza jednak odpowiedzialność. Kluczowe jest to, czy pojawiła się szkoda. Jeśli projekt zawiera błąd, ale nie został zrealizowany – nie ma konsekwencji finansowych, a więc nie ma podstaw do roszczeń. Podobnie nie każda różnica między wizją klienta a efektem pracy projektanta jest błędem. Jeśli problem dotyczy uzgodnień – np. materiałów czy kolorów – decyduje to, co zostało zapisane w umowie. Bez tego trudno cokolwiek udowodnić.

Podcast Architektoniczny
Barbara Rożek. Architekt dobrze ubezpieczony

Nie wszystkie ryzyka muszą być chronione

Największe ryzyko nie zawsze musi tkwić w projekcie, czasem pojawia się w kontrakcie. To tam inwestorzy próbują rozszerzyć odpowiedzialność architekta – czasem nieproporcjonalnie do tego, co obejmuje ubezpieczenie. Rożek ostrzega:

Jeżeli kodeks cywilny mówi, że odpowiedzialność trwa trzy lata, a inwestor w umowie wydłuży ją do pięciu, to polisa będzie działała tylko przez trzy lata. W czwartym czy piątym roku nie będzie już ochrony, mimo że projektant dalej odpowiada.

Czytaj także: Przemo Łukasik i Łukasz Zagała: Uczymy się całego świata. Podcast Architektury

To tylko jeden z przykładów. Inne pułapki są mniej oczywiste: różnice w sposobie definiowania sumy gwarancyjnej, zapisy zaczerpnięte z prawa anglosaskiego albo wymagania, których nie da się pokryć standardową polisą w Polsce. Do tego dochodzi problem niedopasowania ubezpieczenia do realnych projektów. Jeśli architekt nie poinformuje ubezpieczyciela, że projektuje np. obiekty nadmorskie czy lotniska, może się okazać, że kluczowe ryzyka są wyłączone. Rozmówczyni podkreśla:

„Może się okazać, że mamy piękną polisę na 12 miesięcy, zawieramy kontrakty na lotniska albo hotel nad Bałtykiem i nagle wychodzi, że te ryzyka nie są chronione, bo ubezpieczyciel o nich nie wiedział. Dlatego zawsze pytamy: jakie inwestycje robiliście i jakie planujecie?”

Tereny nadbrzeżne, inwestycje infrastrukturalne czy specyficzne lokalizacje często wymagają dodatkowych ustaleń. 

Doświadczenie nie chroni przed ryzykiem

Intuicyjnie mogłoby się wydawać, że im bardziej doświadczona pracownia, tym lepsze warunki ubezpieczenia. W praktyce to nie działa tak prosto. Na rynku nie ma prostego mechanizmu „zniżek za staż”, jak chociażby w ubezpieczeniach komunikacyjnych. Znaczenie mają przede wszystkim obrót biura i skala projektów – czyli realne ryzyko, a nie sama historia działalności.

Czytaj także: Dziecięca fantazja i władza w jednym. Rozmowa o zamkach szybko zmienia się w dyskusję o granicach

Wbrew intuicji, najważniejsze momenty nie dzieją się na placu budowy - szkody i konsekwencje rozstrzyga się przy stole. Gdy pojawia się problem, ciężar przenosi się do analizy dokumentów. Spotykają się strony procesu: inwestor, projektant, ubezpieczyciel, rzeczoznawcy i prawnicy. To tam ustala się odpowiedzialność – techniczną i prawną. Budowa jest jedynie punktem wyjścia. Proces bywa długi i złożony. Trzeba sprawdzić dokumentację, korespondencję, decyzje podejmowane na różnych etapach. Często okazuje się, że odpowiedzialność jest rozproszona – między projektanta, wykonawcę i innych uczestników.

Polisa w tym momencie nie działa jak „szybka wypłata”, tylko jako narzędzie organizujące cały proces: dostarcza ekspertów, analiz i wsparcia prawnego.

Rola polisy także ma swoje granice

Standardowa suma gwarancyjna dla małych pracowni – rzędu 2 mln zł – może wystarczyć przy prostych projektach. Przy bardziej złożonych inwestycjach to często za mało. A jednocześnie, nawet bardzo wysoka suma nie jest w stanie zagwarantować pełnej ochrony. Nie da się kupić ubezpieczenia „na wszystko”. Odpowiedzialność jest dzielona, a część ryzyka zawsze pozostaje poza zakresem.

Dlatego tak kluczowe jest nie tylko posiadanie polisy, ale jej dopasowanie do realnej działalności. I świadomość, że ubezpieczenie to element większego systemu: umowy, komunikacji z inwestorem i zarządzania ryzykiem. Najprostszy wniosek płynący z tej rozmowy jest też najbardziej wymagający od architektów: samo ubezpieczenie nigdy nie wystarczy. 

Architektura Murator Google News
Podcast Architektoniczny
Barbara Rożek. Architekt dobrze ubezpieczony