Niebezpieczny, brzydki, zły - zabytek. Wykreślenie go z rejestru zawsze jest porażką. Dlaczego więc władze Kościana się cieszą?

2026-05-05 15:29

Jednym z obowiązków samorządów jest ochrona zabytków. Kiedy więc władze Kościana świętują, że 300-letni budynek udało się im wykreślić z rejestru zabytków i chwalą się tym publicznie w mediach społecznościowych, wiadomo, że szkodliwa społecznie ignorancja wygrała ze zdrowym rozsądkiem. Wykreślenie zabytku z rejestru to bowiem przypieczętowanie porażki systemu, którego są częścią. Z czego tu się cieszyć?

Dom Masztalerza w Kościanie

i

Autor: Bialo-zielony/ CC BY-SA 4.0 Dom Masztalerza w Kościanie w 2023 roku

Dom Masztalerza nie doczeka 300. urodzin

Kościan to niewielka gmina pod Poznaniem. Zabytki z rejestru mają tu po kilkaset lat. Ich zasób właśnie się pomniejszył, bo z rejestru wykreślono zabytek datowany (wg karty białej) na 1735 rok. Tzw. Dom Masztalerza, przez lata wymieniany jako jeden z kilku najważniejszych obiektów historycznych w gminie, a dziś w stanie głębokiej ruiny i katastrofy budowlanej, miał utracić wartość historyczną, wobec czego konserwator generalna Bożena Żelazowska przychyliła się do wniosku gminy o wykreślenie domu z rejestru.

Zobacz także: Kupiłam zabytkowy dom. Czy warto inwestować w dom wpisany do rejestru zabytków?

Jak wskazuje prof. Monika Bogdanowska, była małopolska konserwator wojewódzka, gmina o wykreślenie zawnioskowała już w 2020 roku, po tym, jak w konsekwencji wpisu zrezygnować miała z kupna domu. Następnie gmina miała przeprowadzić gruntowny remont. Po decyzji WUOZ plan jednak porzuciła. Z propozycją sprzedaży miał wyjść właściciel domu. Sześć lat później, tuż przed majówką, gmina nieruchomość otrzymała w spadku. Teraz, po utracie przez dom statusu chronionego zabytku, ogłosiła dumnie w social mediach, że oczyści przestrzeń z ruiny, by w końcu było ładnie.

Miasto nabyło dziś nieruchomość w drodze spadku. To oznacza jedno — czas na kolejny krok. Występujemy o pozwolenie na rozbiórkę, aby oczyścić naszą przestrzeń z tego przykrego i niebezpiecznego widoku. Dbajmy wspólnie o estetykę i bezpieczeństwo naszej okolicy!

To mógłby być post o samowoli budowlanej, o budzie z dykty w reprezentacyjnym miejscu. Niestety, jest o prawie 300-letnim domu szachulcowym. Oficjalny profil miasta zaczął go od entuzjastycznego zawołania: Domek Masztalerza do rozbiórki!

Można załamywać ręce nad postawą gminy, można też nad zaniedbaniami właściciela, który jednak (według opracowań) był osobą starszą i niezamożną. Dlaczego jednak działania nie podjęły służby konserwatorskie? Ochrona, jaką nad obiektem roztacza wpis do rejestru nie jest iluzoryczna. Sprawuje ją wojewódzki konserwator, który - jeżeli właściciel o zabytek z różnych przyczyn nie dba - nie jest bezradny i może skorzystać z różnych form nakłaniania do remontu i zabezpieczenia budynku. Ostatecznością jest wywłaszczenie. Zdarza się, że dochodzi do wymiany działek czy nieruchomości. Czy w Kościanie WUOZ podejmował takie próby? Czekamy na odpowiedź urzędu. Zapytaliśmy również, czy WUOZ podejmie się ponownego wpisu domu do rejestru - na innej podstawie niż w 2016 roku.

Zobacz także: Dom przysłupowy w Wolimierzu to 300-letnia perełka z gliny, kamienia i drewna z widokiem na Góry Izerskie i nagrodą ochrony zabytków

Strata i porażka, korzyść i zwycięstwo

Utarło się przekonanie, że ilekroć zagrożony jest jakiś obiekt zabytkowy, uratować go może jedynie aparat państwowy. Pojawiają się postulaty o utworzeniu muzeum, instytucji kultury. Bierze się to z braku zaufania do prywatnych inwestorów, którzy te obawy tylko podtrzymują, coraz częściej obierając drogę na skróty (akceptowaną zresztą przez urzędy konserwatorskie) i z całego historycznego obiektu zostawiając jedynie fasadę. Jest to sposób ożywiania zabytku powszechnie nieakceptowany przez społeczeństwo.

Ale jest też pozytywna strona - to przeświadczenie bierze się również z zaufania do jednostek miejskich, wojewódzkich, państwowych, które - z założenia - nienastawione na zysk mają przeznaczać pieniądze podatników na zachowanie dziedzictwa w całości. Ten zerojedynkowy świat, w którym inwestor prywatny jest zły, a publiczny dobry, prowadzi zresztą do przeróżnych błędnych przekonań, np. że obiekt kulturalny nie potrzebuje komercji i że utrzyma się z publicznych pieniędzy, z kolei obiekt komercyjny marnuje potencjał i niszczy abstrakcyjną czystość zabytku. Trzeba jednak pamiętać, że nie wzięło się znikąd i jest wypadkową zbiorowego doświadczenia i traum.

Kiedy więc miasto chwali się w mediach społecznościowych, że wreszcie będzie mogło oczyścić przestrzeń z doprowadzonego do ruiny zabytku i zawnioskować o rozbiórkę, doznanie gigantycznego dysonansu poznawczego jest jak najbardziej uzasadnione. Oto dobry inwestor publiczny cieszy się, że historyczny i cenny budynek zniknie, a nawet sam się do tego przyczyni.

Zobacz także: Stare sudeckie domy zyskują drugie życie. Kupili ruiny, zyskali zabytki - remonty wskrzeszają Ducha Gór w zapomnianych budynkach

Owszem, zdarza się, że budynek historyczny na skutek zaniedbań (za które odpowiadają konkretne osoby), traci swoją wartość zabytkową, a wszelkie próby reanimacji wiązałyby się już tylko z imitacją i odbudową. W takiej sytuacji wykreślenie go z rejestru jest zasadne. Za każdym razem jest to jednak rzecz smutna. W konsekwencji wszyscy tracimy przecież bezcenne i niepowtarzalne dziedzictwo, kawałek tożsamości mieszkańców, wartość edukacyjną i historyczną.

Oficjalna utrata zabytku to przypieczętowanie porażki - nie tylko właściciela, ale też władz, systemu i społeczności. Radość z oczyszczenia miasta z zabytku to coś, czego spodziewalibyśmy się po totalitarnych władzach, nie po samorządzie wielkopolskiej gminy.

Ulica Masztalerza w Kościanie swoją nazwę zawdzięcza historycznemu domowi i jego lokatorowi, powstańcowi wielkopolskiemu Janowi Masztalerzowi (fundatorem domu był z kolei Jan Kanty Jurdziński, mansjonarz kościański). Choć wniosku o rozbiórkę jeszcze nie złożono, wkrótce dom prawdopodobnie zniknie, zabierając ze sobą niezastępowalny kontekst tego miejsca. Gmina przygotowuje się już do przebudowy ulic wokół Rynku Kościana.

Trzecia strona medalu, czyli przychodzi zabytek do lekarza

Sytuacja, choć tragiczna, nie jest jednoznaczna. Odsłania niestety gliniane nogi, na których stoi w Polsce ochrona zabytków poza medialnymi głośnymi przypadkami wzorowych rewitalizacji i renowacji, w dużej mierze warszawskich. Poza oczywistym problemem, jakim wciąż jest niewystarczająca ilość środków na ochronę dziedzictwa, długie i szczęśliwe życie wielu zabytków już u podstaw sabotuje brak pomysłu i współpracy między jednostkami. Z zabytkiem jest jak z człowiekiem - najzdrowszy jest, kiedy do leczenia podchodzimy całościowo, a nie doraźnie. I tego zabrakło.

Dekadę temu oddolnie zawnioskowano o wpis do rejestru obiektu wyłączonego z użytku, a więc w ekspresowo pogarszającym się stanie. Obiektu, którego właścicielem była sprzeciwiająca się wpisowi osoba w podeszłym wieku i niedysponująca wystarczającymi zasobami (nie tylko przecież finansowymi), by remont wiekowego domu przeprowadzić. Z założenia wpis daje właścicielowi możliwość ubiegania się o dofinansowania, gwarantuje ulgi podatkowe, ale mimo wszystko do przeprowadzenia remontu konieczne są też wiedza i energia oraz dodatkowe fundusze.

Wpisano więc do rejestru zrujnowany budynek, który nie miał szans na remont bez pomocy gminy. Ratunkowo. Mimo że w uchwalonym programie opieki nad zabytkami ujęta została ich ochrona i pomoc właścicielom zabytków poprzez porady i dofinansowania, gmina zamiast pomóc budynek wyremontować, wystąpiła o wykreślenie Domu Masztalerza z rejestru. Jakie ustalenia wypracowano podczas rozmów na linii właściciel - gmina, nie wiemy. Wiemy jedynie, że wkrótce zostanie właścicielem oczyszczonej działki w centrum Kościana, a miasto ma o jeden zabytek mniej.

Zobacz także: Ruszyła przebudowa kwartału Dworcowa w Katowicach. Rozebrali kamienicę. Harmonogram prac

Podcast miejski
Flip Springer. Architektura ma kłopot
Architektura Murator Google News