Spis treści
Żółte elewacje i turkusowa konstrukcja
Osiedle Spółdzielni Mieszkaniowej Przy SGGW na warszawskim Ursynowie tworzą trzy budynki mieszkalne z usługami w parterach, zlokalizowane przy ul. Przy Bażantarni 11 i 13. Inwestycję zrealizowano w latach 1998–2000 dla spółdzielni powołanej specjalnie do jej realizacji. Projekt opracowała pracownia Sołtyk & Sołtyk Architekci pod kierunkiem Stanisława Sołtyka. Zabudowę tworzy kilka oddylatowanych brył, które otaczają wewnętrzny dziedziniec.
Czytaj także: Spieszmy się kochać budynki, tak szybko odchodzą. 9 wyburzonych ikon architektury, za którymi tęsknimy najbardziej
Dziedziniec pełni funkcję przestrzeni wspólnej oraz dojazdu pożarowego. Budynki mają od czterech do sześciu kondygnacji i poddasza użytkowe, a partery oraz częściowo pierwsze piętra przeznaczono na lokale usługowe. Pod dziedzińcem znajdują się dwie kondygnacje garażu podziemnego dla mieszkańców.
Ale to nie urbanistyka osiedla, ani jego rozwiązania funkcjonalne są tym, co jako pierwsze przyciąga wzrok obserwatora. Anna Cymer w książce Długie lata 90. Architektura w Polsce czasów transformacji zwraca szczególną uwagę na uderzającą kolorystykę inwestycji i jej bogate rozrzeźbienie. Autorka pisze:
"Żółte elewacje uzupełniają turkusowe elementy konstrukcyjne i detale (słupy dźwigające piętro, balustrady balkonów, ramy okienne) oraz płaszczyzny licowane cegłą. Domy, szczególnie od strony ulicy i na narożach są bogato rozrzeźbione: wysokie kominy dynamicznie przebijają wysokie dachy, a naroża domów zdobią spiczaste wykusze głębokich balkonów zwieńczonych trójkątnymi daszkami."
Wykusze, uskoki i trójkątne balkony
Budynki są między sobą wyraźnie zróżnicowane, ale pozostają utrzymane w jednej stylistyce. Różnią się detalem i sposobem użycia materiałów wykończeniowych, zachowując wspólne zasady kompozycji. W jednym przypadku elewacje od strony ulicy są bardziej uporządkowane, a od strony dziedzińca – bardziej zróżnicowane, w innym – odwrotnie. Dzięki temu zespół nie jest jednorodny w odbiorze, mimo zastosowania tych samych środków.
Czytaj także: Przyjrzyjcie się dobrze - tak znika cały styl architektoniczny w Polsce
Poza żółtą elewacją, uzupełnioną seledynowymi elementami konstrukcyjnymi i detalem, każdy z budynków posiada fragmenty okładziny z cegły. Materiały zastosowano w różnych układach – w części budynków cegła pojawia się głównie od strony dziedzińca, w innych od strony ulicy. W elewacjach występują wykusze, balkony o trójkątnym rzucie i liczne uskoki. Detal jest rozbudowany w kilku skalach: od wyróżniających się kolorem ram okiennych, przez balustrady, po słupy podpierające wyższe kondygnacje. Wysokie dachy wyposażono w wyraźnie zaznaczone kominy.
Podział nawiązuje do kostki Rubika
W budynku przy ul. Przy Bażantarni 11 narożniki zaprojektowano w sposób geometryczny, z podziałami mającymi – w intencji architektów – przypominać układ kostki Rubika. Jedna ze ścian została wygięta, aby uniknąć wycinki istniejącego kasztanowca. Od strony alei Komisji Edukacji Narodowej znajduje się przeszklona część z klatką schodową oraz dwukondygnacyjna strefa usługowa. Duże przeszklenia w tej części kontrastują z bardziej pełnymi ścianami wyższych kondygnacji. Z kolei budynek przy numerze 13 wyróżnia ostry narożnik, który stanowi najmocniejszy akcent kompozycyjny całego zespołu. W tej części osiedla szczególnie widoczne jest nagromadzenie form: balkony, wykusze i załamania ścian są zestawione blisko siebie, co wzmacnia efekt rozrzeźbienia.
Postmodernistyczny charakter inwestycji sprawia, że nie jest łatwo ocenić ją współczesnymi kategoriami. Postmodernizm rządził się swoimi prawami. Aleksandra Stępień-Dąbrowska w książce Jakby luksusowo. Przewodnik po architekturze Warszawy lat 90. pisze:
Czy to przypadek, że budynki Spółdzielni Mieszkaniowej Szkolnej Głównej Gospodarstwa Wiejskiego pod adresem Przy Bażantarni puszą się kolorem niczym pawie? To jedna z bardziej niesamowitych postmodernistycznych realizacji dekady. Nawet na tle architektury kabackich osiedli, będących niemal wyłącznie produktem lat 90. i późniejszych, trudno o tak wyrazisty znak w przestrzeni.
Polska niechęć do postmodernizmu?
W Polsce coraz częściej obserwujemy znikanie postmodernistycznych obiektów - nie tylko symboliczne, ale dosłowne, bo wiele z nich po prostu się wyburza. Losy Solpolu, biurowca Curtis Plaza czy gorzowskiego rynku wpisują się w szerszy, ogólnopolski problem – nieufność wobec architektury końca XX wieku. Budynki z lat 80. i 90. coraz częściej uchodzą za brzydkie i „niepoważne”, co nierzadko prowadzi do ich rozbiórki. Jak pisała Julia Dragović w tekście „Tak znika cały styl architektoniczny w Polsce”:
Nie ulega wątpliwości, że nie każdemu budynki powstałe w latach 90. (oraz nieco wcześniej i później) muszą się podobać. (...) Część z nich zdecydowanie wyróżnia się jednak na tle reszty i należy im się bezwzględna ochrona.
Problem w tym, że przez lata architektura lat 90. stała się dla Polaków symbolem prowincjonalności, wstydu i kompleksów. Historyczka sztuki Anna Cymer, autorka książki Długie lata 90., zwraca uwagę, że źródłem tej niechęci jest kompleks Zachodu. W rozmowie z Arturem Celińskim mówiła:
Wydaje mi się, że to jest związane z tym, że my mamy potworne kompleksy, ciągle do czegoś aspirujemy, a nie potrafimy się cieszyć tym co mamy i tym, co osiągnęliśmy. (...) Wstydzimy się tych lat 90., bo są paździerzowe, a dopiero teraz, ten obecny Zachód jest prawdziwy.