Cesarz chciał być złośliwy, więc wierni utarli mu nosa. Kościół Pokoju w Świdnicy stoi do dziś, choć nie miał

2026-06-10 15:51

Kościół Pokoju w Świdnicy to jeden z najcenniejszych zabytków w Polsce. Zaraz skończy 370 lat. Razem z drugim kościołem w Jaworze znajdują się wśród 17 obiektów z listy UNESCO w Polsce. Powstał i przetrwał mimo złośliwości cesarza, a kiedy znalazł się w Polsce, przed ruiną uratowała go prawdopodobnie niewielka społeczność ewangelicka, która jest tu do dziś.

Czy politycy słuchają architektów? Marek Chrobak, szef SARP, odpowiada I Architektura-murator

Jeden z najcenniejszych zabytków Dolnego Śląska

Dla wielu Dolny Śląsk to przede wszystkim Wrocław, poniemieckie pałace i zamki. To przekonanie widać zresztą na wielu poziomach - przeoczone zabytki niszczeją z dala od wzroku służb konserwatorskich i turystów, a na ich remonty brak pieniędzy; z kolei do największego zabytku w Polsce, Opactwa Cystersów w Lubiążu (ratowanego oddolnie), nie dojeżdża żaden transport publiczny. Są jednak na Dolnym Śląsku zabytki, które mają więcej szczęścia. Jednym z nich jest XVII-wieczny barokowy Kościół Pokoju w Świdnicy, największa drewniana budowla religijna w Europie. Jego wartość dostrzegł komitet UNESCO, wpisując go na listę światowego dziedzictwa - w parze z drugim Kościołem Pokoju w Jaworze. Razem z nimi, w Polsce obiektów takiej wagi znajduje się zaledwie 17.

Zobacz także: Ten blok jest z PRL-u, ale wejście ma z renesansu. W Świdnicy stoi blok z 500-letnim portalem

Wybudowany w 1657 roku charakterystyczną metodą szachulcową (obłożony tynkiem z widocznym, ułożonym krzyżowo szkieletem drewnianym) wielki budynek uznawany jest za jeden z najważniejszych zabytków Dolnego Śląska. Ciekawić zaczyna już od zewnątrz - skromna bryła nie przypomina świątyni. Wytłumaczenie tego wyglądu znajdziemy w historii budynku. Wewnątrz, w kontraście do zewnętrza, zwiedzających uderzą bogate zdobienia, detale, złoto.

Ale zacznijmy od początku, bo to ważne.

Kościół Pokoju w Świdnicy

i

Autor: Julia Dragović/ Archiwum prywatne

Habsburgowe kłody pod nogi

W 1648 roku w Niemczech podpisano pokój westfalski, kończąc wojnę trzydziestoletnią. Za sprawą cesarza Ferdynanda III Habsburga (a właściwie dzięki wstawiennictwu króla protestanckiej Szwecji, Gustawa II Adolfa) ewangelicy z księstw dziedzicznych w Głogowie, Jaworze i Świdnicy odzyskali namiastkę utraconej w czasie wojny wolności wyznania - wydano im pozwolenie na budowę trzech świątyń. W ten sposób powstały trzy Kościoły Pokoju (Friedenskirche), swoją nazwą nawiązując do układu, który pozwolił na ich fundację.

Habsburg nie miał jednak zamiaru ułatwiać społeczności tego zadania.

Pozwolenie obwarowane było wieloma zakazami. Kościoły nie mogły przypominać obiektów sakralnych, nie mogły mieć wież ani dzwonnic (tę w Świdnicy dobudowano dopiero w 1708 roku), musiały powstać z nietrwałych materiałów i poza granicami miasta, a ich budowę musieli finansować wierni.

W różnych opracowaniach przeczytamy oprócz tego, że zakazano też użycia gwoździ, a miejsce budowy miało nie sięgać od murów miasta dalej niż wystrzał z armaty. Cały proces stawiania kościoła miał natomiast trwać maksymalnie rok. Czy było tak rzeczywiście, być może nigdy się nie dowiemy, jednak już na pierwszy rzut oka widać, że kościelne ściany wbito całe morze gwoździ.

Zobacz także: Dla większości Polaków to wciąż rzadki widok. Czy dla zrujnowanych kościołów jest ratunek?

Kłody, jakie Habsburg rzucał ewangelikom pod nogi miały jasny cel. Miejsca kultu wzniesione według wytycznych miały nie przetrwać próby czasu i warunków atmosferycznych. I rzeczywiście, głogowską świątynię najpierw powalił wiatr, a po odbudowie pożar, jednak jaworska (nieco mniejsza i skromniejsza) oraz świdnicka stoją do dziś i ucierają cesarzowi nosa.

Kościół Pokoju w Świdnicy

i

Autor: Julia Dragović/ Archiwum prywatne

Gigant wzniesiony na luce prawnej

Wierni szybko musieli wyczuć jego zagrywkę, bo wzięli cesarza na sposób. Długa lista ograniczeń nie dotyczyła gabarytów nowych świątyń, a że dolnośląskim ewangelikom odebrano ich wcześniej ponad tysiąc, w pełni wykorzystali lukę prawną. W rok wybudowali obiekt mieszczący aż 7,5 tysiąca osób (Spodek w Katowicach mieści maksymalnie 8-11 tysięcy). Nie był to natomiast proces ani łatwy, ani tani.

Kościół Trójcy świętej w Świdnicy zaprojektował Albrecht von Sabisch, a wykonaniem konstrukcji zajął się Andreas Gamper. Panowie pracowali razem już wcześniej, budując wspólnie Kościoły Pokoju w Głogowie i Jaworze, mieli więc doświadczenie.

Deski i inne materiały potrzebne do budowy przynosili podobno wszyscy mieszkańcy Świdnicy – i najbiedniejsi, i najbogatsi. Wiadomo, że Johann Heinrich von Hochberg zakupił dęby konieczne do wykonania szkieletu budynku, a Christian Czepko zbierał konieczne fundusze w protestanckiej części Europy.

Budowa wydrenowała fundusze wspólnoty, udało się ją jednak zakończyć ekspresowo, bo w rok – a był to nie lada wyczyn, bo do części głównej dobudowano jeszcze Hale Chrztów, Zmarłych, Ślubów i Polną oraz zakrystię. Potężną drewnianą konstrukcję szkieletową na planie krzyża zgodnie z surowymi wytycznymi wypełniono słomą i gliną, w środku rozplanowując m.in. empory (początkowo skromne balkony), chóry i ołtarz, a także aż 27 wejść.

Kościół Pokoju w Świdnicy

i

Autor: Julia Dragović/ Archiwum prywatne

Wnętrze, na które zabrakło po budowie środków, przez bardzo długi czas wyposażano meblami zebranymi z innych świątyń. Najstarszym zachowanym elementem jest chrzcielnica z 1661 roku.

Zobacz także: To osiedle zaplanowano w PRL-u dla 35 tysięcy osób. "Lokalizacja osiedla mieszkaniowego na glebach tak doskonałych była zbrodnią"

Gdy sytuacja finansowa miasta zaczęła się poprawiać, Kościół Pokoju w Świdnicy zyskał nowe organy (1669) i większość zdobień wnętrz a także wspaniały, bogato zdobiony (już XVIII-wieczny) ołtarz z płaskorzeźbą Ostatniej Wieczerzy, rzeźbami świętych i sceną chrztu Chrystusa w Jordanie; wieńczy go napis Dies ist mein geliebter Sohn, an dem ich Wohigefallen habe (To jest syn mój umiłowany, którego sobie upodobałem). Pochodzącą z tego samego wieku ambonę podtrzymywaną przez reprezentacje Wiary, Nadziei i Miłości zdobią z kolei reliefy ze scenami zesłania Ducha Świętego, z Golgoty i Raju oraz klepsydry odmierzające czas kazania.

Kościół Pokoju w Świdnicy

i

Autor: Julia Dragović/ Archiwum prywatne

Dwie kondygnacje empor ozdobiono ilustracjami scen biblijnych (według luterańskiej idei Biblia pauperum - biblii obrazkowej), epitafiami, tarczami cechowymi i herbami szlachty. Szczególnie wyróżnia się tu przeszklona loża Hochbergów (właścicieli zamku Książ), powstała w podzięce za fundację dębów. Stropy kościoła zdobią malowidła Trójcy Świętej, Niebiańskiego Jeruzalem, Boga Ojca z 24 starcami, Sądu ostatecznego i Upadku miasta Babilon. To tylko część długiej listy ornamentów. Byłaby może jeszcze dłuższa, gdyby w międzyczasie, w wyniku wzrostu tolerancji religijnej, nie zaczęły powstawać liczne mniejsze świątynie, pochłaniające zaangażowanie i zasoby wiernych. Inwestycje we wnętrza znacznie zwolniły i nastał czas stabilizacji.

Po II wojnie światowej i przesiedleniach społeczność ewangelicka w polskiej już Świdnicy zmniejszyła się drastycznie. Parafia licząca wcześniej kilkanaście tysięcy wiernych skurczyła się do setki parafian. Ale to właśnie ta setka była prawdopodobnie kluczowa dla zachowania bezcennej budowli. Dzięki nim kościół nie przerwał działalności i kontynuuje ją nieprzerwanie aż do dziś, od 20 lat jako obiekt z listy UNESCO.

Kościół Pokoju w Świdnicy

i

Autor: Julia Dragović/ Archiwum prywatne

Jak to było z tymi gwoźdźmi?

Jako że Kościół powstał dawno temu, a historycy nadal szukają odpowiedzi na wiele pytań dotyczących Kościołów Pokoju, braki w stanie wiedzy przez wieki wypełniły się legendami. Jedna z nich dotyczy samego ich powstania. Podobno wiele lat temu Kościoła Pokoju w Świdnicy pilnowała kobieta niemająca zbyt dużej wiedzy na temat budynku. Obrała specyficzny sposób na marketing. Przyjmując, że rewelacji i tak nie ma jak zweryfikować, karmiła odwiedzających zmyślonymi historiami. To właśnie jej przypisuje się historię o braku gwoździ. W konstrukcji są ich obecnie setki tysięcy, ale czy były tam od samego początku? Być może ten szczegół jest kluczowy. Czy kobieta istniała naprawdę? Tego też nie wiemy.

Wymogu postawienia świątyni w rok próżno szukać w postanowieniach pokoju westfalskiego. Podobnie jak dowodów na to, że wszyscy świdniczanie przynosili materiały na budowę, czy że zakończono ją w słynne 10 miesięcy, jak podaje wiele źródeł.

Jeżeli historia o kustoszce jest prawdziwa, trzeba przyznać, że strategia kobiety okazała się nader skuteczna. Dziś to właśnie te ciekawostki zapadają w pamięć turystom.

Zobacz także: Oto obraz planowania w Polsce. "Wioska Galów" pod Świdnicą ma już prawie dekadę. Co u niej słychać?

Podcast miejski
Radości i smutki bardzo lokalnej architektury
Architektura Murator Google News