Spis treści
Dom dla Koni – architektura zakorzeniona
Dom dla Koni projektu pracowni wiercinski-studio to budynek, który redefiniuje pojęcie obiektu gospodarczego. Choć jego podstawową funkcją jest zapewnienie przestrzeni dla koni, projekt wykracza daleko poza schemat typowej stajni czy hali jeździeckiej. Zlokalizowany w krajobrazie ziemi pałuckiej, wpisuje się w istniejącą zabudowę w sposób niemal organiczny – jego skala, forma i materiały pozostają w dialogu z otoczeniem.
Czytaj także: Szklana nowoczesna bryła w Sosnowcu po dwóch latach wciąż oblegana. Egzotarium bije rekordy
Bryła budynku jest prosta i czytelna, oparta na podziale na dwie części: wyższą, mieszczącą zadaszony wybieg dla koni, i niższą, w której znajdują się stajnie i zaplecze socjalne. Konstrukcję stanowi żelbetowa rama, pozostawiona bez upiększeń, co podkreśla racjonalny charakter projektu. Elewacje wykonano z szarych bloczków betonowych, które pełnią jednocześnie funkcję konstrukcyjną i wykończeniową.
Istotnym elementem są fragmenty ścian z dyli szklanych, które wpuszczają do wnętrza rozproszone światło i tworzą subtelną granicę między wnętrzem a otoczeniem. W środku budynku przestrzeń dla zwierząt przenika się z częścią socjalną, gdzie pojawiają się elementy ocieplające surowość formy – drewno, autorskie meble, antresola otwierająca się na halę. Całość tworzy spójne środowisko użytkowe, w którym funkcjonalność idzie w parze z jakością przestrzeni. Nowy obiekt harmonijnie współistnieje ze starszą zabudową gospodarczą, nawiązując do niej zarówno materiałowo, jak i formalnie. Dzięki temu sprawia wrażenie, jakby był obecny w tym miejscu od dawna – wpisany w krajobraz, odkrywany stopniowo, w ruchu, w kolejnych kadrach widokowych.
Adam Wierciński o założeniach autorskich
Tak o realizacji wypowiada się sam architekt:
Dom dla Koni to surowy, szczery i jednocześnie przytulny budynek hodowlano-treningowy Stajni Ludwiczak, osadzony w wiejskim krajobrazie Jaroszewa, pośród gęstej, zróżnicowanej zabudowy. Obiekt wpisał się w gęsto zabudowaną działkę, stając pomiędzy domem a istniejącymi stajniami, zgodnie z ich kierunkiem dachów. Składa się z pełnowymiarowej hali do treningu z przeszkodami, stajni mieszczącej 18 boksów oraz części socjalnej z kuchnią, gabinetem, siodlarnią i miejscem widokowym na antresoli. Układ funkcji został zaprojektowany tak, aby nowa stajnia znajdowała się naprzeciwko starych boksów i umożliwiała koniom kontakt wzrokowy.
Aby dostosować bryłę obiektu do skali istniejącej zabudowy, kalenica została przesunięta, tworząc konstrukcyjnie dachy jednospadowe nad przestrzeniami o różnej wysokości. Obniżenie nad stajnią zredukowało niepotrzebną kubaturę. Charakterystyczny pionowy uskok w bryle wykorzystano jako świetlik biegalni – to nawiązanie do okolicznych obiektów przemysłowych z szedowymi konstrukcjami dachów. Zastosowany poliwęglan w ciągu dnia od strony południowej wpuszcza miękkie światło, redukując ostre cienie, które mogłyby płoszyć konie, zaś wieczorami sprawia, że budynek delikatnie świeci niczym lampion.
Czytaj także: Polskie miasta drżą przed bobrami. Nam wolno budować, im nie pozwalamy
Matowa powłoka świetlika jest też bezpieczna dla ptaków. Widoczna konstrukcja obiektu tworzy na elewacji wyrazisty, trójwymiarowy rysunek. Głównym budulcem są betonowe bloczki, które posłużyły do wykonania jednowarstwowych ścian i wypełnienia żelbetowej konstrukcji, eliminując potrzebę dodatkowego wykończenia. Chropowatość betonu ocieplają naturalne drewniane bramy oraz elementy z drewna klejonego. Niższy dach pokryto srebrną blachą trapezową, która współgra z szarością betonu. We wnętrzach dominują odkryte instalacje i widoczna konstrukcja, co jest niejako kontynuacją szczerości architektonicznej obiektu. Całość dopełnia autorska seria mebli, oświetlenia detali, wykonana ze stali i drewna przez lokalnych rzemieślników.
Zachęcamy do lektury komentarza Roderyka Milika
W wiosennym wydaniu „Architektury-murator” Roderyk Milik dzieli się rozbudowaną refleksją na temat tej realizacji, prowadząc czytelnika przez doświadczenie architektury rozumianej nie tylko jako forma, ale i jako proces i spotkanie. Milik podkreśla znaczenie bezpośredniego kontaktu z budynkiem:
Dom dla Koni znamy ze zdjęć i publikacji. Nie sposób jednak odczuć architektury bez kontaktu z nią na żywo. Odwiedziny ziemi pałuckiej zaplanowałem więc z naszymi współpracownikami jako część Architouru – architektonicznej podróży, podczas której odwiedziliśmy kilka realizacji poznańskich architektów w tej części kraju.
Milik nie ogranicza się do opisu formy, ale decyduje się poprowadzić narrację, w której równie ważne są spotkania, kontekst i zmieniająca się perspektywa. W dalszej części tekstu wskazuje na fundamentalne założenia projektowe, pisząc:
Cały obiekt jest pochwałą racjonalizmu. Od pierwszego kontaktu sygnalizuje go rytm elementów konstrukcyjnych oraz rur spustowych, dopasowanych do ich rozłożenia. Pozornie długie elewacje szczytowe, dzięki odgięciu ścian niższej części, optycznie wydają się skracać całą bryłę.
Autor łączy refleksję o doświadczeniu architektury z analizą jej logiki i konstrukcji. Warto sięgnąć po jego komentarz – nie tylko jako uzupełnienie wiedzy o samym Domu dla Koni, ale także jako inspirację do bardziej uważnego patrzenia na architekturę i jej relację z miejscem.