Spis treści
Wpisać się w historię miejsca i stworzyć ją na nowo
Eklektyzm versus struktura, stary przemysł i gamedev – po wizycie na kampusie CD PROJEKT naprawdę niełatwo uporządkować myśli. Widziałem tam readaptowane przestrzenie starych budynków z kolorowymi wnętrzami przypominającymi scenografię, ale także miejsca bardzo nowoczesne, uporządkowane estetycznie i szyte na miarę. Przemieszczałem się między budynkami i ich poziomami niczym postać w grze komputerowej.
Czytaj także: Życie w Architekturze 2025. Nobu Hotel Warsaw. Medusa Group
Ale zacznijmy od początku. Na Żeraniu, nieopodal miejsca, gdzie przez dekady powstawały m.in. samochody FSO, buduje się dziś nowe budynki należące do jednej z najbardziej rozpoznawalnych firm w Polsce. Tyle że zamiast hałasu taśm produkcyjnych w ich wnętrzach słychać raczej klikanie klawiatur i myszy komputerowych oraz rozmowy zespołów tworzących niesamowite wirtualne światy. To właśnie głównie dlatego kampus CD PROJEKT jest dla mnie interesujący. To architektura, która ewidentnie wpisuje się w historię miejsca, choć tworzy ją na nowo. Żerań ma bowiem bardzo konkretną logikę – to teren przemysłowy, zbudowany na regularnym rytmie modułów i prefabrykacji. Kto pamięta zakłady FSO i ogrodzenie od ulicy Jagiellońskiej, ten od razu rozpozna w nowych obiektach ewidentne podobieństwa. Takie było moje pierwsze i dosyć mocne odczucie, kiedy stałem przed elewacją nowego budynku biurowego zaprojektowanego przez Medusa Group. I chodź to najmłodszy obiekt całego kampusu, to właśnie on zaprasza do zapoznania się z historią starszych części wchodzących w skład siedziby firmy.
Chaotyczny układ budynków jest tylko pozorem
To, co uderza jako drugie, to pozornie chaotyczny układ budynków oraz bardzo ludzka skala całego założenia. Ogromny kampus nie przytłacza. Pośród ścieżek, zielonych placyków, w przejściach między budynkami czy zwariowanej tektonice przestrzeni można się poczuć jak w małym mieście, a nie w korporacyjnym centrum. Uważam, że jest ogromna przewaga takich miejsc nad biurowymi wieżowcami o absurdalnej skali i tylko pionowych drogach komunikacji. Ten wspólnotowy, równościowy układ czuć też w samych wnętrzach, gdzie biura zarządu są wklejone pomiędzy inne, luźno ustawione salki o nazwach z wirtualnych krain. Odwiedzając kolejne budynki, zaczynam dostrzegać, że kampus zdecydowanie nie opiera się na jednym języku architektonicznym – przeciwnie, to mieszanka starego i nowego, surowego i dopracowanego, przemysłowego i niemal popkulturowego. W starych przestrzeniach widać więcej elementów ze świata gier, w nowych estetyczną czystość oraz uporządkowanie. I wydaje mi się, że ten eklektyzm nie jest efektem kompromisu, a raczej świadomą decyzją – kampus odzwierciedla przez to złożoność firmy, w której myślenie inżynieryjne zderza się z narracyjnym, techniczne z artystycznym.
i
Minimum ingerencji, przemysłowe detale
Nowe obiekty, czyli budynek biurowy z kinem oraz garaż wielopoziomowy to kolejny dowód na to, że ich autorzy z Medusa Group wiedzą, jak budować pomosty między historią a przyszłością. Jako architekt skupiony na aspektach readaptacji i rewitalizacji śledzę ich projekty od czasów studiów i widzę jak konsekwentnie tworzą swój język, silnie osadzony w kontekście dawnej architektury przemysłu, prefabrykacji i jednocześnie nowoczesnych technologii. Śląska pracownia w pionierski i bardzo zgrabny estetycznie sposób potrafi łączyć te światy. W swoim dorobku ma przecież adaptacje opierające się na założeniu minimum minimorum ingerencji, ale też bardzo nowoczesne budynki, w które z kolei wplata stricte przemysłowe detale, jak elewacje z korytek kablowych. Bardzo doceniam tę umiejętność spójnego myślenia o historii i przyszłości architektury.
i
Efekt końcowy to raczej kompromis między koncepcjami
Tę narrację dostrzegam również w budynkach CD PROJEKT. Nie wszystko jednak uważam w nich za wzorcowe. W najnowszym biurowcu wnętrza są zbyt zachowawcze, bardziej anonimowe niż reszta kampusu. Jakby w pewnym momencie zabrakło odwagi, by pójść za DNA miejsca do końca. Nie czułem tam ani otwartości przestrzeni, o której myślano, projektując stalowe belki o dużych rozpiętościach, ani tego gamingowego ducha ze starszych budynków. Oczekiwałem albo pójścia w muzealny minimalizm, który nie będzie estetycznie wpływać na pracę twórców gier, albo wręcz przeciwnie – wnętrz o bardzo nacechowanych przestrzeniach. Efekt końcowy to raczej kompromis między tymi dwoma koncepcjami. Ale to niuans, bo nadal jest to miejsce bardzo dobrze zaprojektowane o wysokiej jakości i wzorcowym poziomie wygody.
Czytaj także: Budynek otwarty na siebie i na otoczenie. Centrum Przestrzeni Innowacyjnej to najmłodszy obiekt kampusu
Żerań, kiedyś dzielnica kojarzona z produkcją samochodów czy aparatów rentgenowskich, dziś staje się miejscem tworzenia nowych światów. Kampus to ciekawy i bardzo odważny głos w dyskusji o tym, czym mają być współczesne biurowce.