Spis treści
Świder, czyli letnisko idealne. „Ma się wrażenie plaży nadmorskiej”
Niewiele o tym budynku wiadomo. Do jego zdjęć z czasów świetności dotrzeć nie sposób. Pewne jest, że powstał w latach 30. XX w. w podwarszawskim Świdrze (dziś część Otwocka) z inicjatywy słynnego fabrykanta czekolady Jana Wedla. Była to w międzywojniu popularna miejscowość wypoczynkowa, czego śladem są liczne zachowane do dziś drewniane domy wczasowe wybudowane w charakterystycznym stylu świdermajer. Wydany w 1932 r. folder reklamowy pensjonatu „Anulka” tak opisywał letnisko:
Świder należy bezsprzecznie do najzdrowszych letnisk podwarszawskich, położony jest bowiem na pustynnych piaskach, wśród lasów sosnowych. Posiada powietrze czyste, balsamiczne, niczem nie różniące się od znanego Otwocka, z którym terytorialnie się łączy. A nawet się ma tę wyższość nad Otwockiem, że nie jest tak gęsto zabudowany i zaludniony. Leży nad malowniczą rzeką Świder, o przeczystej, przeźroczystej wodzie, tworząc po obu stronach piękne, piaszczyste plaże (...) – ma się wrażenie plaży nadmorskiej. (...) Idealne powietrze klimatyczne jakie posiada Świder jest wskazane przez lekarzy dla osób przechodzących rekonwalescencję po ciężko przebytych chorobach i operacjach, przepracowanych umysłowo, wyczerpanych nerwowo, cierpiących na serce, nieżyt oskrzeli, chroniczny katar i t.p.”
Z Warszawy dojeżdżało się tutaj na ogół pociągiem, a od 1933 r. także autobusami (samochód był wtedy dobrem luksusowym). Pasażerowie kolei zwykle musieli jeszcze podjechać kawałek od dworca dorożką. Do letniska dla pracowników Wedla docierało się drewnianym mostem samochodowym przez rzekę Świder. Duży murowany ośrodek, otoczony ze wszystkich stron lasem, witał szumem drzew i śpiewem ptaków.
Ośrodek wypoczynkowy dla pracowników Wedla. Relaks pod okiem pryncypała
Rodzina Wedlów słynęła z filantropii od pokoleń: wiemy, że pod koniec XIX w. Karol Wedel przeznaczał duże kwoty na kolonie dla ubogich warszawskich dzieci. W międzywojniu jego wnuk, Jan, kontynuował te tradycje. Warunki, na jakie mogli liczyć przed wojną pracownicy zakładów Wedla, robią wrażenie nie tylko na tle tamtych czasów, ale nawet dzisiaj. W fabryce na Kamionku do dyspozycji załogi zakładu były m.in. stołówka, gabinety lekarskie (w tym dentysta), łaźnia i sala teatralno-widowiskowa, zaś od 1930 r. także żłobek (70% kadry stanowiły kobiety). Pracownicy mogli też liczyć na atrakcyjne finansowo pożyczki na budowę domu, zaś sam Wedel inwestował w mieszkania dla robotników.
Budowa w latach 30. domu wczasowego dla pracowników była kolejnym przykładem. Warto przypomnieć, że w początkach XX w. wysyłanie dzieci na letnie kolonie było ideą nowatorską, która jednak szybko zyskała popularność. Powstały m.in. liczne organizacje społeczne fundujące wypoczynek dzieciom z mniej zamożnych rodzin, a w okresie międzywojennym w te działania zaangażował się także rząd. Wysyłanie dzieci poza miasto postrzegano jako korzystne dla ich zdrowia, a grupowy wypoczynek pod okiem opiekunów miał też odgrywać rolę wychowawczą.
Pod ośrodek wypoczynkowy dla robotników Jan Wedel przekazał część swojej działki nad rzeką Świder. Rodzina Wedlów od ok. 1910 r. miała tam drewniany dom letniskowy (zachowany, niestety w stanie ruiny, do dziś), z którego chętnie korzystała. Murowany, ogrzewany budynek dla pracowników dziś stoi przy ul. Hugona Kołłątaja 97 w Otwocku, ale wtedy żadnej ulicy tu nie było – willa Wedla i dom wypoczynkowy funkcjonowały tuż obok siebie. Robotnicy korzystający tu z zieleni, świeżego powietrza i wody nieraz mogli spotkać Jana Wedla i uciąć sobie z pryncypałem pogawędkę.
Ośrodek początkowo mógł obsłużyć ok. 40 osób, ale ponieważ cieszył się dużą popularnością, rozbudowano go. Źródła nie są zgodne co do tego, czy za wypoczynek nad wodą pracownicy Wedla musieli płacić. Jedne podają, że osoby wytypowane przez zakładowego lekarza mogły liczyć na bezpłatny dwutygodniowy pobyt w Świdrze. Według innych źródeł obowiązywała niewielka opłata. Możliwe, że oba systemy funkcjonowały równolegle. Tak czy inaczej był to wypoczynek nieobciążający zbytnio portfela, co miało znaczenie, gdyż ówczesny robotnik nie zarabiał dużo. Nawet u Wedla, czego przykładem choćby strajk ws. płac w 1928 r., zakończony zwycięstwem strajkujących i podwyżkami.
- Sprawdź też: Malowidło Zofii Stryjeńskiej w Domu Wedla w Warszawie. Malarka chciała przed tym zleceniem uciekać z kraju
Upaństwowienie, transformacja i upadek
Po drugiej wojnie światowej Jan Wedel stracił swój zakład, który w 1949 r. przejęło państwo. Odebrano mu też szereg posiadanych prywatnych nieruchomości. Choć początkowo miał być w odebranej mu fabryce na Kamionku doradcą ds. organizacyjnych, szybko zmuszono go do rezygnacji z pracy. Słynny fabrykant czekolady zmarł w 1960 r.
Nacjonalizacja nie ominęła także ośrodka wypoczynkowego w Świdrze. Wznowił on działalność tuż po wojnie i kontynuował ją przez cały okres PRL-u. Wiele osób do dziś ciepło wspomina obozy dla dzieci w tym miejscu: widniejący nad bramą napis „Kolonie Letnie ZPC 22 lipca”, zbiórki na placu apelowym, zabawę na huśtawkach, noclegi w 20-osobowych salach. W tym okresie z ośrodka mogli korzystać już nie tylko pracownicy Wedla, ale wszystkich fabryk należących do Zakładów Przemysłu Cukierniczego im. 22 lipca, a nawet, w ramach wymiany, pracownicy innych przedsiębiorstw. Z zachowanych zdjęć wynika, że dom wczasowy działał jeszcze na początku lat 90.
Później rozpoczął się upadek. Opuszczony budynek popadł w ruinę, a w lutym 2003 r. częściowo spłonął. Kilka lat temu gmina, do której działka z budynkiem należy, wystawiła go na sprzedaż za ok. 4 mln zł. Nie znalazł się nikt chętny. Przedwojenny obiekt niszczeje dalej. Miłośnicy urbeksu, czyli zwiedzania ruin polecają go sobie w Internecie: łatwy dla początkujących, nie ma ochrony, brakuje nawet ogrodzenia. Po drugiej stronie ulicy umiera w ciszy dawna willa Wedlów.
- Przejdź do galerii: Ruiny domu Wedla w Otwocku