Spis treści
Kiedyś, to było: powojenne place zabaw
W czasach powojennych, kiedy Europa na potęgę zabudowywała mieszkania nowymi osiedlami, części wspólne pokrywały kolejne place zabaw i parki pełne przyrządów do zabawy dla dzieci. W Polsce budżety i zasoby materiałów były mocno ograniczone, ale architekci stale współpracowali z artystami, zaprojektowanie czegoś z niczego nie było zatem szczególnie trudne. Tym bardziej, że architektów i plastyków nie ograniczały w tym sztywne normy i regulacje, przepisy i parametry.
Zobacz także: Przedszkole w Dziećmorowicach pod Wałbrzychem. "Architektura dla dzieci nie powinna być infantylna"
I tak w polskich miastach obok piaskownic i huśtawek pojawiały się przeznaczone dla dzieci betonowe formy abstrakcyjne oddziałujące na bujną wyobraźnię oraz mniejsze i większe zwierzęta. Wykonane „na zamówienie” lub sklecone z odpadów budowlanych przez zespoły projektowe osiedli. Tam, gdzie nie wystarczyło środków nawet na to, dzieci i tak angażowały do zabaw otoczenie - pozostawione przez budowlanych wielkie płyty, góry żwiru, drzewa, stelaże, donice, trzepaki.
i
Betonowy zwierzyniec Tychów
Były w czasie PRL-u miasta, które budowały się prężniej niż pozostałe, architekci mieli nieco większe możliwości, a materiały przydzielano lżejszą ręką. Jednym z nich były Tychy. Oprócz mnóstwa rzeźb plenerowych i licznych mozaik ceramicznych zdobiących szkoły, spółdzielnie, biblioteki, sklepy i zakłady pracy, powstały tu również niecodzienne formy na place zabaw: żubry (przeplotnie) i prawdopodobnie najbardziej znany spośród wszystkich powojennych placów zabaw w Polsce – wielki betonowy słoń-zjeżdżalnia (choć każdy zobaczy w nim co innego; autorka artykułu - lwa).
Zobacz także: Mozaiki w Tychach. Przewodnik po ceramicznej sztuce z czasów PRL-u
Słoń, choć to motyw popularny zarówno na polskich ówczesnych placach zabaw, jak i w innych państwach bloku wschodniego, w Tychach (podobnie zresztą jak i żubry) zyskał nieco bardziej zdekonstruowaną formę, wyróżniając się spoza standardowych wtedy rakiet, lokomotyw, figuratywnie przedstawionych zwierząt czy pełnoprawnych pojazdów wojskowych instalowanych dzieciom w przestrzeniach między blokami.
Dla porządku dodać należy, że w Tychach poza żubrami-przeplotniami i słoniem-zjeżdżalnią znajdziemy również m.in. rzeźby betonowych niedźwiadków (w parku), stada lwów (wkomponowanych w plac zabaw) czy gęś i żabę (na rzeźbie "Chłopcy z gęsią").
i
i
Projekt wielkiego słonia: architekt i rzeźbiarz
Skupmy się jednak na słoniu – powstał formalnie jako Rzeźbiarskie Formy Zabawowe pośród bloków osiedla G w 1979 roku, a jego autorami są Wojciech Firek i Andrzej Getter. Postać słonia kompozycyjnie rozciągnęli w abstrakcyjną formę wynurzającą się jako fale z zieleni po drugiej stronie chodnika. Dziś przerywa ją współczesna rzeczywistość regulacji w postaci metalowego ogrodzenia przełożonego ponad betonowymi formami.
Prof. Wojciech Firek, rzeźbiarz, skończył krakowską ASP i pozostał z nią naukowo związany. Był uczniem Mariana Koniecznego, którego można uznać za jednego z najwybitniejszych polskich rzeźbiarzy z potężnym dorobkiem przypadającym głównie na lata powojenne. Prace Firka znajdują się dziś w galeriach i kolekcjach prywatnych na całym świecie.
Prof. Andrzej Getter, architekt i rzeźbiarz, jest absolwentem Politechniki Śląskiej i krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, z którą również związał się na stałe. Do 2020 roku prowadził Autorską Pracownię Projektowo-Plastyczną w Krakowie zajmując się głównie architekturą użyteczności publicznej – zaprojektował m.in. kładkę Bernatka w Krakowie. Jego rzeźby wystawiano w całej Europie.
i
i
Słoń przegrał ze złomiarzami
Z dzisiejszej perspektywy trudno patrzeć na betonowe zjeżdżalnie ze zrozumieniem. Stoją od Polski, przez dawną Jugosławię i Czechosłowację po Niemcy. Trzeba jednak pamiętać, że pierwotnie wyłożone były gładką miedzianą powierzchnią, a ślizg działał jak należy. Oraz - przede wszystkim - że były to inne czasy. Nie wiadomo, kiedy tyski ślizg przegrał ze złomiarzami. Później przegrała też stalowa drabinka – być może już celowo, dla bezpieczeństwa użytkowników.
Zobacz także: Życie w Architekturze 2025. Wodny plac zabaw w Parku Jaworek w Tychach. RS+ Robert Skitek
Przez wzgląd na bezpieczeństwo wielu rodzicom trudno wyobrazić sobie zabawę dzieci na betonowych kanciastych konstrukcjach nieopracowanych pod kątem potencjalnych urazów. Jako efekt uboczny zmiany w myśleniu o przestrzeni do zabawy w latach 90. wiele rzeźb plenerowych angażowanych przez dzieci do codziennych wspinaczek, przesiadywania i budowania bazy, bezpowrotnie zniknęło z polskich miast. Choć o ich odsłonięciu w obecności artysty i władz donosiły niegdyś gazety, demontowane były w ciszy, a dziś popadły w zapomnienie. Dużą część „przygarnięto” też w mniej jasnych okolicznościach i ślad po nich zaginął.
Dziś tyskie (i nie tylko) betonowe rzeźbiarskie formy zabawowe nie służą już dzieciom, można je jednak wciąż oglądać jako rzeźby i świadków czasu. Chciałoby się jednak, by te historyczne dzieła sztuki, dalekie przecież od anonimowych, były nieco bardziej zadbane. Tak, jak u naszych zachodnich sąsiadów.
Przewodnik po tyskich mozaikach