Spis treści
Kraj podzielony, wróg... Nieoczywisty
Polaryzacja wśród Polaków nie tylko przestała nas dawno dziwić: coraz trudniej wyobrazić sobie sytuację, w której różnica zdań nie prowadzi do eskalacji konfliktu. Podziały przebiegają zazwyczaj wzdłuż linii wyznaczanych przez frakcje polityczne. Można stać dalej lub bliżej tej granicy, ale osoby po drugiej stronie i tak zwykliśmy postrzegać wrogo.
Na tym tle Strefa Czystego Transportu, wprowadzona w Krakowie 1 stycznia 2026 roku, stanowi nietypową sytuację - dla części z nas nie tak łatwo jest jednoznacznie zabrać głos. Przypomnijmy: z początkiem roku ograniczono wjazd do strefy obejmującej około 60% powierzchni miasta pojazdom niespełniającym określonych norm emisji spalin. Deklarowanym celem jest poprawa jakości powietrza. Wprowadzono szerokie zwolnienia z opłat dla mieszkańców oraz możliwość odpłatnego wjazdu dla pozostałych kierowców.
Czytaj także: Strefa czystego transportu w Warszawie ma już rok. Kierowcom nie wystawiono ani jednego mandatu
Troska o „poprawę jakości powietrza” bywa automatycznie przypisywana środowiskom wrażliwym na kwestie ekologiczne i klimatyczne, a te - w kolejnym kroku - utożsamiane są z poglądami lewicowymi. I tu pojawia się problem. Lewica, która deklaratywnie sprzeciwia się wykluczeniu komunikacyjnemu i ekonomicznemu, niekoniecznie musi postrzegać SCT jako rozwiązanie zgodne z własnymi wartościami.
„Kosmetyczna zmiana” uderzy w najbiedniejszych?
„Jest to oczywista forma wykluczenia komunikacyjnego, która jak za każdym razem uderza w najbiedniejszych” - przyznaje Piotr, mieszkaniec Krakowa, który zrezygnował z kupna samochodu ze względu na SCT (za młode na zabytek, za stare na SCT - jak sam przyznaje).
Często stare auta - na które zostanie nałożona dodatkowa opłata - należą do osób o niższych dochodach, mieszkańców terenów podmiejskich, którzy (z powodu, między innymi, centralizacji miejsc pracy) zmuszeni są dojeżdżać do Krakowa pięć razy w tygodniu.
Czytaj także: Smog w Polsce 2025. Sprawdź aktualną jakość powietrza w 16 miastach wojewódzkich
To nie jedyne wykluczenie, będące pokłosiem SCT. Rozmówca zauważa także: „Za strefą czystego transportu (jak i za każdym działaniem ograniczającym ruch samochodowy) moim zdaniem powinien iść rozwój i obniżka cen komunikacji miejskiej. Bo sama SCT wydaje mi się być zmianą kosmetyczną, szczególnie jeśli można po prostu zapłacić za wjazd. Tymczasem bilety MPK mają podrożeć i wykluczenie komunikacyjne będzie narastać”.
Podobnego zdania jest Mikołaj Sz., który zwraca uwagę na równoległą podwyżkę opłat parkingowych oraz likwidację darmowego parkowania w soboty. Wyraża także zaniepokojenie o dalszy los firm autokarowych - ceny ich usług na pewno pójdą mocno do góry. W efekcie może okazać się, że na rynku zostaną tylko największe firmy, a mali przewoźnicy padną.
Nie „miłość do gruzów”, tylko ekonomiczne realia
Samochody z silnikiem Diesla, mające więcej niż 12 lat, będą miały problem z wjazdem do Krakowa. Tymczasem, jak wynika z najnowszego raportu Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów, średni wiek auta w Polsce to niemal 16 lat - o cztery lata więcej niż średnia unijna. Jak skomentował jeden z mieszkańców:
Wydaje mi się, że nie wynika to z „miłości do gruzów”, tylko z realiów ekonomicznych naszego kraju.
Sytuacja ekonomiczna nie wyklucza przy tym świadomości zalet wymiany samochodu na nowszy. Michał, właściciel (jak sam go nazywa) „blachosmroda” nie musi wnosić dodatkowych opłat. Przyznaje jednak, że SCT jest dla niego motywacją do zmiany auta, gdy pojawi się taka możliwość - albo do radzenia sobie bez samochodu. Dodaje:
Jako właściciel starego auta wiem też, że 21-letni albo i starszy samochód to po prostu ryzyko dla bezpieczeństwa, więc popieram SCT i z tego powodu. Stare auto potrafi swoją drogą wpędzić w jeszcze większą biedę, bo wymaga ciągłych napraw (been there, done that).
Rozmówca podkreśla jednocześnie, że przy takim scenariuszu powinno być łatwiej wymieniać auto na nowsze, zwłaszcza, jeśli ktoś mniej zarabia. W idealnym scenariuszu, mogłaby się pojawić także możliwość obniżenia opłaty ze względu na dochody.
Znaki ukradzione, petycje podpisane
Od wprowadzenia SCT minął nieco ponad tydzień. Na razie nie sposób ocenić ani jej wpływu na środowisko, ani na funkcjonowanie komunikacji. Jak dotąd tym, co najbardziej charakteryzuje świeże zmiany, jest wieloznaczny chaos. Szczególnie mocno widać go w sieci, gdzie roi się od wojen i wojenek. Powstają memy, grupy na Facebooku, podpisywane są petycje.
Podobnie wygląda to „na żywo”. Przeciwnicy SCT niszczą i kradną znaki informujące o obowiązywaniu strefy, organizowane są bunty i protesty. Niektórzy pokładają w tym chaosie zaufanie i otwarcie przyznają, że nie przestrzegają obostrzeń, bo nie wierzą, że ktokolwiek będzie ich pilnował. Inni - jak Adriana, mieszkająca poza województwem małopolskim - na chaos się skarżą:
W drugim dniu obowiązywania SCT w Krakowie, wjechaliśmy z narzeczonym do strefy samochodem, który -jak już po fakcie - zdaliśmy sobie sprawę jest z 2013 roku i nie spełnia norm emisji spalin określonych w uchwale. (...) Dwa dni później, 4 stycznia 2026 r., chcąc postąpić uczciwie i dobrowolnie uregulować należność (5 zł), próbowaliśmy zakupić bilet poprzez oficjalną stronę sct.krakow.pl. Okazało się to niemożliwe, ponieważ system nie pozwala na wybór daty wstecznej.
Dodaje także:
Oczywiście, skontaktowaliśmy się w tej sprawie mailowo pisząc na [email protected] [email protected] wskazanie numeru rachunku bankowego, na który moglibyśmy przelać należną kwotę i o potraktowanie sprawy jako działania w dobrej wierze, ale… odpowiedzi do tej pory nie otrzymaliśmy.
Winni i winniejsi kryzysu klimatycznego
Hasła takie jak „ekologia”, „kryzys klimatyczny” czy „troska o środowisko” nawet przed wejściem w życie SCT nie cieszyły się popularnością wśród wielu mieszkańców. Ciężko się temu całkowicie dziwić. Restrykcje dotyczące wielu wyborów życiowych - wymiany pieca, okien, rezygnacji z używania słomek, przestrzegania stref czystego transportu - w imię niewidzialnego „dobra wspólnego” powinny iść w parze z odpowiedzialnością największych emitentów zanieczyszczeń. Czy rzeczywiście tak się dzieje? Czy miasto robi wystarczająco dużo, żeby zmusić większe firmy do proekologicznych działań? Przy rozpoczynaniu kolejnych walk i mikro-walk, powinniśmy być na to szczególnie czujni.
Czytaj także: Musimy porozmawiać o mikrokawalerkach. To 6 najczęstszych mitów, do których przekonują nas deweloperzy
Strzałem w kolano wydaje się być także wzajemne obwinianie się o stan powietrza. Aleksandra Bełdowicz w tekście dla Krytyki Politycznej „Nie mają chleba? Niech jedzą ciastka (ale zostawią tanie mięso)” zauważa:
„Przerzucanie winy za kryzys klimatyczny na najbiedniejszych to praktyka cyniczna i powszechna, stosują ją m.in. giganci paliwowi. Koncepcję „śladu węglowego” stworzyła wszak firma reklamowa pracująca dla British Petroleum, która w 2004 roku opublikowała kalkulator obliczający emisje generowane przez ludzi każdego dnia. Dzięki temu każdy mógł skupić się na produkowanych przez siebie emisjach i nieco zapomnieć o tych nieporównywalnie większych, za którymi stały koncerny naftowe.”
Pozostaje jeszcze jedna, bardzo ważna kwestia: czy rzeczywiście celem Krakowa w 2026 roku jest poprawa jakości powietrza? Wzrost cen biletów komunikacji miejskiej nie zachęca do rezygnacji z samochodu - wręcz przeciwnie, może zwiększać natężenie ruchu. Przyczyni się do tego także wycofanie z rynku mniejszych przewoźników autobusowych, którzy nie będą w stanie spełnić nowych norm.