Spis treści
Owieczka otoczona przez zgraje wilków
„Dwór został otoczony przez bloki, które zaraz spuszczą mu łomot” – stwierdził jeden z komentujących. „Stary dworek jest jak owieczka otoczona przez zgraje wilków” – napisał inny pod facebookowym postem. Zabudowa wokół historycznego dworku w Otwocku od kilku dni coraz śmielej przebija się do sieci. U jednych wywołuje zabawne skojarzenia, u innych spotyka się z ostrą krytyką. Jedno jest pewne: przyciąga uwagę.
Czytaj także: To był tylko zły sen, Rawelinie. Żołnierzy i strzelców dawno już nie ma, zastąpili ich milionerzy
Dzieje się tak głównie dlatego, że owalne ustawienie nowych budynków wokół dworku nie należy do typowych rozwiązań urbanistycznych. Przywykliśmy do układów ortogonalnych (prostopadłych) – i trudno się dziwić, bo większość krytyków architektury i urbanistów podkreśla, że to właśnie one najlepiej służą orientacji, czytelności przestrzeni i jakości ulic. Wielu z nich zwraca uwagę na to, że przypadkowe, trójkątne przestrzenie czy nieczytelne skrzyżowania zazwyczaj działają na niekorzyść odbioru miejsca.
Amerykański urbanista Kevin A. Lynch podkreślał, że to właśnie czytelne, a nawet przewidywalne otoczenie daje użytkownikom poczucie bezpieczeństwa i może wzmacniać intensywność ludzkich doświadczeń. Ortogonalne układy, z których wynikają logiczne ulice i „węzły”, ułatwiają nam nawigację. W przypadku układu wokół otwockiego dworku mamy jednak wrażenie rozproszenia uwagi. Michał Wojtczuk w tekście dla „Gazety Wyborczej” przytoczył w tym kontekście trafną wypowiedź:
Urbanista Krzysztof Domaradzki kiedyś mówił, że jak budynki zwrócone są do siebie narożnikami, to się ‘obwąchują’, jakby były niepewne, czy mogą podejść bliżej.
Bloki dla dworku, dworek dla bloków
Za Otwocką inwestycją stoi Grupa Arche. Beata Trębacz z warszawskiej pracownia ATI Architektura Technika Inwestycje, która odpowiada za projekt bloków, tłumaczy:
Celem [promienistego układu] było podkreślenie osiowego założenia oraz otworzenie widoku na dwie główne elewacje Dworu. Ten "widok" osiowy jest aż do rzeki Świder – choć obecnie zaniedbany i zarośnięty, to jeszcze prześwitują jego geometryczne zarysy w "układzie drzew"(...). Dzięki takiej urbanistyce stary Dwór stanie się częścią programu „Arche Pokolenia” i pozostanie w "centrum uwagi" i miejscem interakcji mieszkańców.
Dwór, który stanie w "centrum uwagi mieszkańców", pochodzi z 1883 roku. Do rejestru zabytków trafił dopiero 140 lat później, w 2023 roku. Przy tej okazji Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków podkreślał, że to jeden z najstarszych przykładów architektury uzdrowiskowej w Otwocku. Obecnie dworek jest ruiną. Mimo to jego bryła pozostaje czytelna, podobnie jak niektóre elementy architektoniczne - pozostałości balustrad, niewielki gzyms wieńczący narożne wieżyczki czy fragmenty stolarki okiennej z ostrołucznymi motywami.
Budynek wraz z otaczającym go terenem został kupiony przez firmę Arche, która w 2025 roku rozpoczęła tam inwestycję. Jak informowała w ubiegłym roku „Gazeta Wyborcza”, mieszkańców podwarszawskiego Otwocka zszokowała wówczas wycinka setek drzew na obszarze Dworu wpisanym do rejestru zabytków.
Czy była ona konieczna? Pośrednio tak - pod zespół kameralnych, trzypiętrowych bloków, które powstają w otoczeniu dworku, trzeba było przygotować miejsce. Znajdzie się w nich 130 mieszkań w cenach 12,5-13,8 tys. zł za m kw, oraz 40 lokali "dla aktywnych seniorów". Bez tej zabudowy remont dworku byłby po prostu nierentowny.
Superbohaterów już nie ma?
O Grupie Arche, specjalizującej się w rewitalizacji zabytków i przestrzeni postindustrialnych, rzadko mówi się w kategoriach czystego biznesu. Znacznie częściej niż słowo „zarabianie” ich działalności towarzyszy określenie „ratowanie”. Wiele rewitalizacji, których się podejmują, przez obserwatorów uznawanych jest za przedsięwzięcia, które „nie miały racji bytu”. Budynki przywracane do życia dzięki Arche stają się autentycznymi świadkami historii - firma konsekwentnie stawia na detale i twórcze ponowne użycie materiałów (choćby pokoiki spotkań zbudowane ze starych wind czy lampy powstałe ze starych reflektorów). Mają na koncie wiele znakomitych realizacji, co wielu osobom wystarcza, żeby przypiąć im łatkę współczesnych superbohaterów.
Nie można jednak zapominać, że prezes Grupy Arche, Władysław Grochowski, należy do grona najbogatszych Polaków. A ratowanie zabytków, mimo całej swojej wartości kulturowej i społecznej, pozostaje po prostu konkretnym modelem biznesowym.
Ingerencja Arche w dany teren nie ogranicza się wyłącznie do ratowania zabytków. Gdyby samo ocalanie historycznych obiektów wystarczało, żeby biznes się opłacał, na każdą popadającą w ruinę perełkę architektury łatwo byłoby znaleźć środki. W jeszcze piękniejszym świecie nie potrzeba byłoby żadnego biznesu, żeby wszystkie niszczejące budynki odzyskały dawny blask - ale to ociera się o abstrakcję (za Žižkiem: „łatwiej wyobrazić sobie koniec świata, niż koniec kapitalizmu”).
Arche, żeby zachować rentowność, przede wszystkim wzbogaca swoje projekty o funkcje mieszkaniowe. O tej części działalności rzadziej przeczytamy w materiałach prasowych czy tekstach opisujących inwestycje firmy. Po części dlatego, że nie jest ona szczególnie reprezentatywna - to raczej konieczność, która musi zaistnieć, aby zabytki, z którymi „występuje w pakiecie”, mogły zostać uratowane.
Protesty w Konstancinie-Jeziornej
Przypadek Dworu w Otwock jest o tyle specyficzny, że budynki mieszkalne – mimo symbolicznego „hołdu” składanego centralnie usytuowanemu zabytkowi – wybijają się na pierwszy plan, dominując nad historycznym obiektem. To przykład interesujący także dlatego, że dobitnie pokazuje nierozerwalność „superbohaterskich” działań Arche od (często przeciętnej jakości) deweloperki. Nie da się uczciwie oceniać ich wkładu w ratowanie dziedzictwa, nie uwzględniając przy tym nowo proponowanej architektury.
A ta w ostatnim czasie wzbudziła kontrowersje także w innym miejscu. Chodzi o Królewską Papiernię w Konstancinie-Jeziornej. Grupa Arche, która przejęła teren w 2021 roku, planuje przekształcić ponad 40 hektarów przestrzeni w nową, wielofunkcyjną część miasta. Projekt odnowy historycznej Papierni zakłada jednak również budowę dużego osiedla. Według założeń ma tam powstać od 2,5 do 3 tys. mieszkań, co może oznaczać nawet 10 tys. nowych mieszkańców – liczba szczególnie znacząca wobec obecnej populacji Konstancina wynoszącej około 17 tys. osób.
Na łamach Gazeta Wyborcza przedstawiciel protestujących, Andrzej Czub, komentował:
„Musimy chronić uzdrowiskowy charakter Konstancina. Jeśli pozwolimy na taką inwestycję, stracimy to, co w naszym mieście najbardziej cenimy. Infrastruktura nie jest przystosowana do takiego obciążenia.”
Rosnące zaniepokojenie mieszkańców dotyczące planów inwestora doprowadziło do spotkania, podczas którego wielokrotnie wyrażano obawy związane z budową dużego osiedla. Jeden z mieszkańców powiedział wprost: „Jeśli będę miał głos, to zawsze będzie przeciw”. Ustawa lex deweloper przestanie obowiązywać po 30 czerwca 2026 r. Wtedy stanie się jasne, czy inwestor otrzymał pozwolenie na budowę.