Oskar Zięta: Mam wiele ról. Równie często można mnie zobaczyć ze szkicownikiem, jak i w rękawiczkach

2026-01-08 10:07

Każdy moment jest dobry na szczerą twórczość. Ponownie jednak odniosę się do balansowania na granicy definicji. Skupiam się na procesie, technologii, materiale. Myślę i działam wielopłaszczyznowo. Fascynuje mnie konstrukcja. Forma jest narzędziem ekspresji tej fascynacji i badań nad stabilizacją - mówi Oskar Zięta w rozmowie z Anną Żmijewska w kolejnej odsłonie cyklu Dizajn na zawsze

Dizajn na zawsze. Oskar Zięta

i

Autor: Zieta Studio/ Materiały prasowe

FiDU czyli jak z nierealnego pomysłu rodzi się namacalna technologia

Anna Żmijewska: Architekt, projektant procesów, artysta, rzeźbiarz, kowal 4.0. Kim tak naprawdę jest Oskar Zięta?

Oskar Zięta: Na co dzień jestem też menedżerem, logistykiem, rzemieślnikiem. Mam wiele ról, ale pasuje mi taka dynamika codzienności. Najbardziej lubię myśleć o sobie bardzo wrażliwy inżynier albo bardzo inżynieryjny artysta. Cieszę się, że biorę udział w procesach, które dzieją się w firmie. Równie często można mnie zobaczyć ze szkicownikiem, jak i w rękawiczkach.

AŻ: Ukończyłeś Wydział Architektury na Politechnice Szczecińskiej, naukę kontynuowałeś na ETH w Zurychu. Mimo że studiowałeś kierunki architektoniczne, nie projektujesz klasycznych obiektów. Co sprawiło, że to jednak wzornictwo stało się głównym kierunkiem Twojej twórczości?

OZ: W zasadzie to projektuję obiekty architektoniczne. O tym właśnie była nasza ostatnia wystawa Konstrukcje w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego w Warszawie. Obiekty użytkowe są dla mnie polem testowania rozwiązań architektonicznych w skali XS. To koncepcje, które mogłyby być wdrożone w formie wielkoskalowych pawilonów. Czego najlepiej dowodzi projekt wrocławskiej NAWY, w swojej idei traktującej o nowym łuku architektonicznym, łuku FiDU. Zawsze myślę konstrukcją. Wdrażam ją w różnej skali i funkcji.

Czytaj także: Tomek Rygalik: Najlepszą rzeczą, jaką projektanci mogliby dziś zrobić dla świata, to całkowite zaprzestanie wszelkiej działalności

AŻ: Studia podyplomowe na ETH w Zurychu w Katedrze Komputerowego Wspomagania Projektowania Architektonicznego przekształciły się w asystenturę, a następnie doktorat na tej uczelni. Jak wpłynął na Ciebie system nauczania w szwajcarskiej szkole? Czym różni się on w porównaniu z polskimi uczelniami?

OZ: Pamiętam, jakie wrażenie zrobiła na mnie biblioteka w Szwajcarii, była spełnieniem moich marzeń dotyczących dostępności książek i publikacji naukowych. Pochłonęło mnie to całkowicie. Miałem szczęście, że na swojej drodze spotkałem ludzi, którzy we mnie wierzyli i pozwalali eksperymentować, jak choćby profesor Ludger Hovestadt. Szwajcarski system nauczania polega na ciągłej prezentacji efektów poszukiwań przed szerokim gremium. W trakcie moich prac badawczych często pojawiał się tzw. błąd DIN 8580. Dla inżynierów to dosłowny komunikat: zła deformacja/błąd/efekt tej deformacji nie jest poprawny. A ja byłem zafascynowany tym, że powstają ultralekkie konstrukcje, które mogą być dopasowane do zaprojektowanego kształtu i można je dopasowywać do strzałki sił przekrojami. Dla mnie te deformacje nie były tak ważne, nie wpływały na moją ostateczną decyzję badawczą – nie negowałem konstrukcji nieidealnych. Byłem wtedy mocno krytykowany, zdarzało mi się słyszeć Panie Zięta, Pan tworzy zło – cały czas. Myślałem poza schematem, ale profesor Hovestadt wspierał mnie w tym przekonaniu, wierzył w sens moich działań. I ta wiara, poparta ogromną determinacją, pozwoliła mi znaleźć się tu, gdzie jestem teraz.

AŻ: Wieloletnie badania na ETH doprowadziły Cię do opracowania innowacyjnej technologii FiDU. Od tego wydarzenia minęło ponad 20 lat. Opowiedz, jak z nierealnego pomysłu rodzi się namacalna technologia.

OZ: Z fascynacji, determinacji i wsparcia. Oczywiście to niezliczone testy, badania – w moim przypadku ogromne zauroczenie materiałem, ale też konstruktywizmem. Dużym motorem napędowym tych poszukiwań było rozważanie, co by było, gdyby Jean Prouvé czy Buckminster Fuller żyli dziś, kiedy mamy dostęp do takich mocy obliczeniowych komputerów, robotów, laserów, projektowania parametrycznego – jak wyglądałyby dziś ich konstrukcje i procesy. Pierwszym manifestem technologicznym był Plopp, który w 2007 roku zaprezentowałem na Salone Satellite w Mediolanie, a dziś jest częścią stałej kolekcji tej wystawy, z którą odwiedził choćby Pawilon Sztuki West Kowloon w Hongkongu. To piękna podróż technologii FiDU.

AŻ: Można by mylnie pomyśleć, że idea konstrukcja ponad formą jest Ci bliska. Ty jednak konstrukcji nadajesz kolejny wymiar. Bliżej Ci do konstruktora czy artysty?

OZ: Dlaczego mylnie? Konstrukcja mnie fascynuje, a forma jest narzędziem ekspresji tej fascynacji i badań nad stabilizacją. Pytasz konstruktor czy artysta, a mi naprawdę przyjemnie przebywa się poza definicjami. Lubię interdyscyplinarność i w niej się poruszam. Dobrą odpowiedzią na to pytanie, manifestem tej konstruktywistyczno-artystycznej drogi jest rzeźba Hempel, która powstała przy Parku Szczytnickim we Wrocławiu. Tu z jednej strony opowiadamy o potędze odbić na powierzchni polerowanej stali, równolegle oddając hołd konstruktorski dla Stanisława Hempla, projektanta wrocławskiej Iglicy przy Hali Stulecia.

AŻ: Większość Twoich prac powstaje na bazie technologii FiDU. Stołek Plopp czy lustra Tafla i Rondo to obiekty, które należą już do ikon wzornictwa. Nie bałeś się, że staniesz się autorem jednego projektu?

OZ: Myślę, że przy tempie i wielowątkowości moich działań to nierealne. Lubię, gdy dzieje się dużo i szybko. Technologia FiDU pozwala na szycie z metalu na miarę – obiektów i konstrukcji dedykowanych, zatem powtarzalność to ostatnia rzecz, której się boję. Bo przecież każdy Plopp, każda Tafla i każde Rondo jest jedyne w swoim rodzaju. Na każdej krawędzi zawarty jest unikatowy podpis materiału, w postaci krawędziowych deformacji – nigdy takich samych – co manifestuje proces kontrolowanej utraty kontroli.

Dizajn na zawsze. Oskar Zięta

i

Autor: Weronika Trojanowska/ Materiały prasowe

Projekty balansujące na granicy dzieła sztuki a wzornictwa przemysłowego

AŻ: Twoje ciągłe poszukiwanie sprawia, że eksplorujesz kolejne obszary. Jak choćby projekt manifest – Ultraleggera, czyli najlżejsze krzesło świata! Ten zaledwie 1,6-kilogramowy obiekt jest w stanie wytrzymać obciążenie aż 1208 kg. Opowiedz o tym manifeście.

OZ: Ultraleggera to obiekt monomateriałowy, dziś powiedzielibyśmy „krzesło cyrkularne”. Stworzone w 100% z odzyskanego w procesie recyklingu aluminium. Tworzywo, z którego powstało, jest naturalnym stopem, dzięki czemu może być wielokrotnie przetwarzane niemalże bez utraty jakości. Może pełnić swoją funkcję przez wiele pokoleń. Ultraleggera się nie zestarzeje – ani technologicznie, ani użytkowo. Jedynie świadoma decyzja o jego ponownym przetworzeniu na aluminiowe puszki może dopełnić tej cyrkularnej misji. Nadrzędnym celem świadomej konsumpcji i niejako kwintesencją zrównoważonego rozwoju jest wybieranie produktów trwałych, długowiecznych i jednocześnie wyprodukowanych odpowiedzialnie. Jeżeli zatem w Zieta Studio, w jednym obiekcie możemy zamanifestować znajomość materiału, technologii formowania, technik obróbki metalu, efektów badań i szacunku dla natury – robimy to pod nazwą Ultraleggera. Powstanie tego obiektu było kontynuacją wyzwania włoskiego architekta i projektanta Gio Pontiego, który w 1957 roku przedstawił światu swoją Superleggerę – ikoniczne krzesło dla marki Cassina.

AŻ: W naszym poprzednim wywiadzie wspomniałeś, że Twoja pracownia współpracuje z profesorem Pawłem Kabacikiem, który wówczas realizował projekt na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Myśleliście o testowaniu technologii FiDU w kosmosie. Czy eksploracja Marsa (uśmiech) to już niedaleka przyszłość?

OZ: Mam ogromną nadzieję! Jestem przekonany, że technologia FiDU stanowi przyszłość misji kosmicznych. Czy wydarzy się to za mojego życia, zobaczymy, jednak koncepcyjne wykorzystanie rolowanych profili stalowych i ich deformacja w przestrzeni kosmicznej jest realna. Oczywiście w warunkach pozaziemskich ciśnienie wewnętrzne wytwarzane jest inaczej – nie możemy korzystać z powietrza, ale są to realne procesy. Marzyłby mi się również artystyczny manifest w kosmosie. Dotykaliśmy trochę tej narracji podczas ostatniej wystawy Interferencje we Wrocławiu oraz w trakcie prac koncepcyjnych nad rzeźbą Whispers w Londynie. Teraz jednak dużo energii skupiam na sektorze nowej mobilności, projekcie Ultre – elektrycznym ultralekkim mikropojeździe – to taki przedsmak kosmosu.

Czytaj także: Dekonstrukcja, która buduje alternatywne narracje. Współczesna fotografia okiem Bownika. Rozmowa z cyklu Dizajn na zawsze

AŻ: Twoje projekty balansują na granicy dzieła sztuki a wzornictwa przemysłowego. Czasy są specyficzne, czy to dobry moment na tego rodzaju twórczość?

OZ: Każdy moment jest dobry na szczerą twórczość. Ponownie jednak odniosę się do balansowania na granicy definicji. Skupiam się na procesie, technologii, materiale. Myślę i działam wielopłaszczyznowo, opierając się o potencjał oraz możliwości, jakie ma w sobie FiDU, nieustannie przesuwając granice.

AŻ: Twoja ostatnia wystawa Konstrukcje w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego utwierdza mnie w przekonaniu, że Twoje prace nie są „skierowane jedynie do muzeów i domów gwiazd”. Niestety ich cena sprawia, że tak się dzieje. Czy wynika ona z nakładów finansowych, jakich wymaga ta technologia?

OZ: Każdy projekt niesie za sobą setki godzin prototypowania, kompleksowych rozwiązań technologicznych, robotyzacji. W każdy zaangażowana jest grupa projektantów i specjalistów. Wszystkie projekty realizujemy lokalnie w 100%. Posiadamy własne maszyny, pracownie, własną technologię. Nie delegujemy, nie mamy podwykonawców – nie szukamy zamienników czy tańszej produkcji w Chinach. To część kosztów. To, o co pytasz, jest jednak czymś innym – wartość dotyczy unikatów. Technologia FiDU w założeniu powstała po to, by redukować – również cenę produkcji w ujęciu seryjnym. Jeżeli jednak pracujemy nad projektem latami, po to by w formie unikatowego dzieła sztuki użytkowej ujrzał światło dzienne, był manifestem technologicznym, obiektem długowiecznym, trwałym i opowiadającym o rzeczach wielkich… odpowiedź nasuwa się sama.

AŻ: Kiedy w 2005 roku projektowałeś stołek Plopp, który stał się symbolem przyszłości, nikt nie myślał o sztucznej inteligencji. Ta tematyka bardziej kojarzyła się nam z książkami Stanisława Lema czy sagą Gwiezdnych Wojen. Obecnie AI to część naszego życia. Postrzeganie Ploppa na pewno się zmieniło. Jak ten projekt jest dziś odbierany?

OZ: Plopp wciąż jest ikoną, i nadal nią będzie. Ale przez te wszystkie lata zarówno subtelnie ewoluował stołek, jak i wszytko dookoła. Kiedyś Plopp miał cztery nogi, jedną wersję – dziś jest stalowy, aluminiowy, neonowy, matowy, barowy, mini czy rocznicowy. Ukazał się na znaczkach Poczty Polskiej i w Centrum Pompidou – myślę, że ma się bardzo dobrze (uśmiech).

Dizajn na zawsze. Oskar Zięta

i

Autor: Weronika Trojanowska/ Materiały prasowe

AI szansą? Jak możemy rewolucje technologiczne wykorzystać w naszym rozwoju

Czy w dobie, kiedy sztuczna inteligencja wypiera różne zawody, projektanci powinni się jej obawiać? Jak AI wpływa na Twoją pracę?

Rewolucje technologiczne zawsze były odczytywane przez społeczeństwo jako zagrożenie. Na początku baliśmy się motoryzacji, maszyn parowych, energii atomowej czy robotyzacji. Moim zdaniem, na te zagadnienia należy spoglądać jak na szansę, i obserwować, jak możemy wykorzystać te przemiany w naszym rozwoju. Produkcja seryjna w rezultacie nie zabrała ludziom pracy, tylko zmieniła jej charakter.  W sposób zrównoważony należy wykorzystać ten potencjał technologiczny – ucząc się z nim pracować.

Dziś dzieciaki marzą o kierunkach związanych z AI, a moim zdaniem powinny być one najmniej popularne. Projektowanie przestrzeni wirtualnych będzie jednym z najszybciej wypartych przez sztuczną inteligencję obszarów. To dowód na to, że młodzi ludzie nie rozumieją jeszcze tych mechanizmów. Kierunki, które powinny się rozwijać, to te najbardziej realne. Dzisiaj projektowanie graficzne jako kierunek na studiach nie ma przyszłości. Teraz wystarczy określić parametry i mamy gotową grafikę. Tylko najlepsi będą kontrolować programy. A to, czego AI w ogóle nie potrafi i jeszcze długo nie będzie potrafiła, to jest właśnie realność. Sztuczna inteligencja działa płasko, bardzo płasko. W rezultacie tam nie ma żadnej konstrukcji. Oczywiście można zażyczyć sobie rzeźbę na Times Square – otrzymasz propozycję, ale płaską. Płaski wymysł, który trzeba zrealizować. To przerażająca luka, między fantazją a realnością. AI pokazuje nam, jak łatwo jest podrobić świat informatyczny, ale jeszcze długo nie zastąpi np. ślusarza. Niebawem może okazać się, że tak do niedawna cenieni informatycy będą musieli się uczyć nowego rzemiosła. To cudowny moment, bo to kolejny przewrót, który dzieje się podczas naszego życia.

Mimo nowych technologii praca ręczna, rzemieślnicza jest nadal bardzo ważnym elementem Twojej twórczości. Zieta Studio to multidyscyplinarna pracownia, która współpracuje z wieloma specjalistami, jak choćby z geodetami przy tworzeniu instalacji WIR w Galerii Północnej. To jedna z najwyższych rzeźb w Warszawie i pierwszy manifest technologii FiDU w takiej skali. Jak wygląda współpraca przy tak ogromnych przedsięwzięciach?

Nawiązując do Twojego pierwszego pytania, to właśnie przy takich projektach odgrywam naprawdę wiele ról. Projektując rzeźbę do przestrzeni publicznej, musimy brać pod uwagę bardzo wiele czynników, dlatego nie możemy pozwolić sobie na zupełną dowolność. Również subiektywny wybór ostatecznej formy w rezultacie opiera się o wiele parametrów, z którymi wiąże się możliwość realizacji projektu. Realnego projektu. Każdy z nich jest wynikiem wieloletnich studiów materiałowych, to poznawanie materii, eksperymentowanie z nią, a następnie wykorzystywanie jej potencjału przy konkretnej realizacji. Projektowanie w takiej skali możemy podzielić na trzy fazy: konceptualną (przygotowanie, sprawdzanie możliwości produkcyjno-transportowych, parametry brzegowe), projektowo-prototypową (planowanie, symulowanie, prototypowanie, badanie trwałości konstrukcyjnej oraz wykonawczą (rzeźbienie powietrzem, fundamentowanie, montaż rzeźby). W przypadku rzeźby WIR wszystkie te fazy musiały być dodatkowo skoordynowane z harmonogramem budowy. W trakcie procesu kreatywnego równolegle przeliczamy obciążenia i wytrzymałość. Takie możliwości daje nam projektowanie parametryczne. Prognozujemy, czy powstająca forma A zmieści się na określonym formacie materiału, z którego wykonana będzie instalacja. Program pozwala na kontrolę procesu – sygnalizuje nam, że np. „obiekt jest już za duży”. Gdybym rzeźbił w małej skali, to byłbym w stanie to ocenić bezpośrednio w trakcie pracy. Widziałbym, że np. glina z jednej strony już odpada. Ale w momencie pracy nad dużymi obiektami, te parametry definiuję przy pomocy projektowania parametrycznego czy generatywnego. I w taki sposób kontrolujemy całkowitą formę. Oglądamy ją wiele godzin w 3D, w czym fantastycznie pomaga nam technologia. Widzimy niemal fizycznie, jednak wciąż wirtualnie. Na sam koniec, aby potwierdzić jego wytrzymałość, projekt przechodzi przez procesy symulacyjne, obliczeniowe. Kiedy już mamy pewność, zaczynamy produkować – a w zasadzie rzeźbić. W podobny sposób pracujemy nad wszystkimi projektami. To niesamowite, zawsze o tym marzyłem i teraz to realizujemy.

Dizajn na zawsze. Oskar Zięta

i

Autor: Zieta Studio/ Materiały prasowe

Projekt Ultre - odpowiedź na nadchodzącą przyszłość

Wspomniany Ultre 4 Cargo, czyli pojazd elektryczny, który zadebiutował w kwietniu na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach to Twój najnowszy projekt. Czy to podsumowanie Twojej ponad 20-letniej działalności? Czy motoryzacja to kolejny etap Twojej twórczości?

Projekt ten jest zarówno podsumowaniem, jak i powrotem do korzeni. Fundamenty technologii FiDU są przecież bardzo blisko przemysłu motoryzacyjnego, to tam małe elementy są hydroformowane. Ale tak, w pewnym sensie ten projekt to kolejny etap w mojej twórczości, z tym że nie taki nowy, bo pracujemy nad nim już ponad 10 lat, ale dopiero teraz ujrzał światło dzienne. Ultre Mobility to idea nowej ultralekkiej mobilności. Wykorzystaliśmy nasze doświadczenia w pracy z metalem, projektując cienkościenną ramę mikropojazdu. W przypadku Ultre 4 Cargo, pojazdu-narzędzia zaprojektowanego dla sektora logistycznego. To nie jest zwykłe auto elektryczne, to narzędzie pracy kurierów, wypełniające lukę dostaw ostatniej mili. Zwrotny, ekologiczny i ekonomiczny. Na Kongresie Nowej Mobilności premierę miał kolejny pojazd Ultre 3 Sharing – stworzony do współdzielenia podróży, z dużym potencjałem autonomicznym. Ultre to bardzo dynamiczny projekt – wyróżniony m.in. w konkursie eMove360° w Monachium, najważniejszej branżowej nagrody w dziedzinie nowej mobilności.

W 2017 roku pawilon NAWA został wybrany najbardziej innowacyjnym projektem w konkursie Innowacje w Architekturze, organizowanym przez miesięcznik „Architektura-murator“. Pawilon na Wyspie Daliowej we Wrocławiu stał się nierozerwalną częścią tego miejsca. Spełnił swoją funkcję. Czym według Ciebie jest aktualnie innowacyjność? I jaka architektura spełnia tę cechę?

Innowacyjność to bardzo pojemne pojęcie. Może dotyczyć procesów, materiałów, koncepcji. Ważne jest, by na bieżąco obserwować zmiany. By myśleć out of the box, ale też spoglądać uważnie na aspekty związane ze zrównoważonym rozwojem. Wiele obszarów jest jeszcze niezaprojektowanych – zawsze powtarzam to moim studentom na School of Form. W kontekście architektury, z pewnością wyzwaniem w zakresie innowacyjności i odpowiedzialności jest idea smart cities. W moich działaniach odpowiedzią na tę nadchodzącą przyszłość jest właśnie projekt Ultre. Równolegle, adaptacja technologii FiDU do innych szytych na miarę i szybkich rozwiązań – np. konstrukcyjnych. Może nawet w idei zbliżonej do koncepcji prefabrykowanych domów Jeana Prouvéʼa. Przyszłość ma w sobie ogromny potencjał. A sięganie po nią to właśnie innowacja.

W 2023 roku w swoim rodzinnym mieście stworzyłeś rzeźbę Generacje. Jak sam o niej mówisz, to opowieść o pokoleniach, technologii i zrealizowanych marzeniach. O przemijaniu i trwaniu. Znamienite jest, że powstała ona w miejscu, gdzie wszystko się zaczęło. Czy to forma podsumowania Twojej pracy?

Słowo generacje w tym projekcie opisuje dwa stany. To nawiązanie do generacji naszych rodziców, dziadków żyjących i pochodzących z Zielonej Góry. My jesteśmy tą kolejną generacją, która częściowo wyprowadziła się, ale równolegle prowadzimy w rodzinnym mieście produkcyjną część naszych działań. A ten drugi sens ma związek z projektowaniem generatywnym, którego używamy do kontroli naszych procesów. W momencie, w którym byłbym rzeźbiarzem małej skali, kontrolowałbym formę moimi rękami, rzeźbiąc, rysując czy malując. Kiedy jednak mówimy o rzeźbie publicznej, gdzie obiekty są ogromne – nie jesteśmy w stanie ich stworzyć samodzielnie. W Zieta Studio polegamy na fascynującym procesie stabilizacji. Jej parametry kontrolujące są nader istotne, by tworzyć, realizować wizje projektowe w dużej skali. Co ciekawe, w tych parametrach jest zawarty czas deformacji, który jest bardzo subiektywny. To coś, co „chwytamy” w danym momencie, mówimy „stop”, „teraz” – i wiemy, że to jest to. Projektowanie generatywne, czy w ogóle komputery, pomagają nam w utrzymaniu wszelkich parametrów określonej wzajemnej relacji.

Generacje to opowieść o pokoleniach, technologii i zrealizowanych marzeniach. Wystawa i ekspozycja prototypu rzeźby były połączone z obchodami Jubileuszu 800-lecia Winnego Grodu i 700-lecia praw miejskich – co nadało jej mocno symboliczny kontekst. Nieczęsto zdarza się, że rzeźba poświęcona danemu miejscu, powstaje w tej konkretnej lokalizacji. Generacje – to praca zielonogórzan i zielonogórzanek. To projekt miasta dla miasta.

A wracając do tych wspomnianych marzeń, czy udało się większość z nich zrealizować?

Dużo się udało, ale nie zwalniam tempa (uśmiech).

-------------------------------------------------

Oskar Zięta, architekt, projektant, rzeźbiarz, absolwent Wydziału Architektury Politechniki Szczecińskiej i ETH w Zurychu. Twórca nowatorskiej technologii FiDU – procesu produkcyjnego, polegającego na swobodnym odkształcaniu metalu ciśnieniem wewnętrznym. Autor takich ikonicznych projektów, jak stołek Plopp, lustra Tafla i Rondo czy najlżejsze krzesło świata Ultraleggera

Architektura Murator Google News
Podcast Architektoniczny
Jędrzej Sokołowski. Po co fotografować pustkę?