Spis treści
Piękne miasto, czyli spacer z lupą
Konkurs „Piękny Wrocław” – jak sama nazwa wskazuje – skupił się przede wszystkim na estetycznym obliczu miasta. Siedmioosobowe jury wybrało nagrody spośród 135 obiektów zgłoszonych w pięciu kategoriach, ostatecznie wyróżniając 15 realizacji. W skład jury konkursu weszli przedstawiciele miejskich instytucji, środowiska architektonicznego i organizacji społecznych. Przewodniczącą została Magdalena Wankowska, dyrektor Wydziału Architektury i Zabytków Urzędu Miejskiego Wrocławia.
Śledzenie wyników takich konkursów momentami przypomina spacer po mieście z lupą: zwracamy uwagę na ciekawie wykończone bloki mieszkalne, ale nie na to, że od reszty zabudowy odgradza je siatka, a one same nie są wystarczająco skomunikowane z resztą miasta. Zdarza się, że rozmowa o wyróżnionym budynku kończy się tam, gdzie kończy się kadr zdjęcia, i dotyczy tylko wycinka rzeczywistości. Bo czy można szczerze wyróżnić (w kategorii modernizacja zabytku) wrocławski Hotel Grand, nie wspominając, że przebudowa wiązała się z wyburzeniem dwóch historycznych kondygnacji i całego wnętrza? Wraz z takimi konkursami pojawia się więc ryzyko, że rozmowa o pojedynczej inwestycji odbędzie się kosztem szerszej dyskusji i o tkance miasta, i o utraconych szansach.
Wymowne jest jednak to, że w kategorii Przestrzeń Publiczna dwie z dwóch nagrodzonych realizacji dotyczą zieleni w mieście. I Nagrodę zgarnął Park Krzycki, laureat Grand Prix całego konkursu. II Nagroda powędrowała do akcji zazielenienia Placu Nowy Targ. Jury wyraźnie doceniło wagę terenów rekreacyjnych i zielonych w mieście. Film Jana Śpiewaka pokazał jednak Wrocław od zupełnie innej strony.
Wrocław z widokiem na zysk?
Spacer śladami „listy wstydu” prowadzi nas przez inwestycje deweloperskie. Zaczynamy od znanego i nielubianego Piano, który od roku dominuje nad zabytkowymi budynkami przy Placu Wolności. Potem - masywne bloki przy centrum handlowym Magnolia (ul. Legnicka), gdzie logika inwestycji zdaje się kończyć na granicy działki: brakuje przejść dla pieszych, a przestrzeń zdominowana jest przez parkingi i samochody. Na „liście wstydu” pojawiają się też niewykorzystane szanse. Panorama Wrocławia została zasłonięta przez biurowce. Kępa Mieszczańska, która jeszcze niedawno była „czystą kartą”, została zabudowana intensywną i mało zróżnicowaną zabudową, a mimo zapowiedzi usług – w praktyce wciąż ich tam brakuje. Podobnie Bulwary Wrocławskie – „mieszkania z widokiem na zysk” – powstały na terenie, który dekadę temu był pustym polem. Dziś to gęste blokowisko bez usług, z wyraźnym niedosytem przestrzeni publicznej i wymownym, podwójnym ogrodzeniem.
Na liście znalazło się też Osiedle Centrum Południe, otwierające się widokowo na Sky Tower – wieżowiec od lat porównywany do męskich narządów płciowych, którego sława wyszła daleko poza granice Polski. Samo osiedle to mozaika deweloperska: sąsiadujące ze sobą budynki nie tworzą spójnej całości, co widać choćby w braku ciągłości komunikacyjnej. Tu też usług brakuje, a przestrzeń po godzinie 17 zwyczajnie zamiera.
Punkt styku narracji: Nowa Kurkowa
To jaki ten Wrocław - piękny czy patologiczny? Gdyby jednocześnie odbyły się dwa spacery: jeden śladami konkursu „Piękny Wrocław”, drugi trasą wyznaczoną przez Jana Śpiewaka, ich uczestnicy niejednokrotnie by się minęli. Inwestycje z obu kategorii często występują w swoim bliskim sąsiedztwie. Mało tego - w jednym punkcie, przy ul. Kurkowej, obie grupy zatrzymałyby się na dłużej. To właśnie tam znajduje się Nowa Kurkowa - realizacja, która pojawia się zarówno na liście „Pięknego Wrocławia”, jak i na liście wstydu. Ten punkt styku dwóch narracji uspokaja: mimo skrajnie różnych spojrzeń, wciąż mówimy o jednym mieście. A granica między „pięknym” a „pato-” najwyraźniej nie jest tak ostra.
Nowa Kurkowa to tzw. plomba wśród historycznej zabudowy. Wypełniła miejsce po wykreślonej z ewidencji i wyburzonej przez poprzedniego właściciela kamienicy. Pracownia architektoniczna Pro Art Konopka, projektując nowy budynek, zdecydowała się na nawiązanie do oryginalnej fasady. Jak? Na elewacji odtworzono rytm dawnych okien i detali. Jak tłumaczą architekci: „Dla ciekawszego i trwalszego efektu zastosowano zamiast zwykłego malowania frezowanie płyt perlitowych StoDeco, które docelowo zostaną jeszcze pomalowane. Dobrane zostały odpowiednie grubości i profile linii tak, aby uzyskać wyrazisty rysunek”.
„To wrocławska szkoła odbudowy zabytków. Polega na tym, że po prostu… rysujesz ten zabytek na elewacji” - pada w filmie Jana Śpiewaka, którego ocena wyraźnie odbiega od werdyktu jury „Pięknego Wrocławia”. „Deweloperzy, zachęcamy do burzenia zabytków i odwzorowywania ich na elewacji” - dodaje.
ZOBACZ TAKŻE: Nowa Kurkowa we Wrocławiu. Elewacja plomby nawiązuje do wyburzonej kamienicy; wewnątrz odlewy oryginalnych detali
Jak patologia zmienia się w normę
Paradoksalnie, podział opinii ma wspólny punkt wyjścia. Obu narracjom, które zwróciły uwagę na Nową Kurkową, przyświeca troska o to, co istniejące, i niechęć wobec wymazywania historii ulicy. Z tego samego powodu część obserwatorów doceni nawiązania do dawnej kamienicy, podczas gdy inni uznają ją za atrapę, która zastąpiła wartościową tkankę historyczną.
Czytaj także: 20 lat temu za ogrodzeniem zatrzymał się czas. Polana Świemirowska była spełnieniem marzenia o prestiżu i bezpieczeństwie
Od tego wspólnego punktu już niedaleko do wspólnej złości – kierowanej zarówno w stronę chaotycznej zabudowy deweloperskiej, jak i w stronę prawa, które ją umożliwia. Każda z tzw. patodeweloperskich realizacji powstaje bowiem w pełni legalnie. Przedrostek „pato-”, opisujący zjawiska odbiegające od normy, można więc odnieść nie tylko do samej zabudowy, ale też do systemu: prawa; braku planów ogólnych i miejscowych; całego mechanizmu, który dopuszcza zabetonowanie miasta.
Czy w tym wszystkim istnieje jednak stabilna „norma”, od której patodeweloperka odbiega? Jako społeczeństwo, jesteśmy stopniowo przyzwyczajani do kolejnych odchyłów: mikrokawalerek, braku przejść dla pieszych, braku chodników, braku zieleni. To, co jeszcze niedawno budziło zdziwienie i sprzeciw, dziś coraz częściej uchodzi za „standard”, a w skrajnych przypadkach – za luksus. Jeśli ta granica wciąż będzie się przesuwać, to nawet najpiękniejsze miasto nie będzie w stanie obronić się samo.