Spis treści
Szczyt czy punkt widokowy?
To nie jest nowy temat. Wątek konkursów wątpliwej renomy przejawia się od dawna. Pisaliśmy o tym wielokrotnie w ciągu ostatnich dwóch lat. Na tę kwestię zwracał uwagę też m.in. Marcin Szczelina w rozmowie z Robertem Koniecznym. Zdążyliśmy się więc przyzwyczaić do tego, że obok nagród rzeczywiście ważnych i cenionych, w środowisku funkcjonują też takie, które bardziej przypominają element strategii marketingowej niż rzetelną informację o jakości pracy danej osoby czy pracowni.
W tym roku w ogóle nie zwróciłbym uwagi na nagrodę 40 UNDER 40. Tym bardziej, że już raz dałem się jej nabrać. W końcu mówimy o laurze, który zdobyli m.in. Robert Konieczny, Andrzej Truszczyński czy Kamil Domachowski, a wśród jurorów w przeszłości pojawiał się Piotr Kuczia. Jeśli jednak zajrzymy za kulisy tej nagrody, szybko przekonamy się, że to raczej wehikuł promocyjny niż architektoniczny odpowiednik wejścia na Olimp.
Jak działa mechanizm 40 UNDER 40?
Mechanizm jest zresztą dość prosty. Płacisz za zgłoszenie, pokazujesz swoje portfolio, jury – relatywnie niewielkie i zmieniające się z roku na rok – dokonuje selekcji, a potem dostajesz możliwość wejścia do całego systemu promocji: publikacji, wystaw, wydarzeń, komunikacji marketingowej i używania logotypu nagrody. Jeśli chcesz pojawić się na gali czy wydarzeniu towarzyszącym – dopłacasz kolejne środki. I naprawdę: nie ma w tym nic zdrożnego. Wiele współczesnych wyróżnień działa dziś w podobny sposób.
Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy mylimy funkcję takiej nagrody. 40 UNDER 40 nie jest przecież konkursem opartym wyłącznie na rygorystycznej ocenie zrealizowanej architektury. To program promocji młodych projektantów, którzy mają potencjał, ambicję albo po prostu umiejętność opowiedzenia o swojej pracy w międzynarodowym obiegu. To raczej element zawodowego networkingu i budowania widzialności niż jednoznaczny dowód architektonicznego mistrzostwa.
I jeszcze raz: nie mam z tym problemu. W świecie, w którym większość architektów walczy dziś nie tylko o dobre projekty, ale też o uwagę, takie mechanizmy bywają potrzebne. Kłopot pojawia się wtedy, gdy pierwszy ważny krok zaczynamy komunikować językiem zdobycia szczytu. Bo jeśli każdą nagrodę uznamy za wejście na Everest, to wcześniej czy później przestaniemy rozróżniać między dobrze rozegraną strategią komunikacyjną a rzeczywistym zawodowym autorytetem.
Jeszcze gorzej, gdy liczba nagród zaczyna rosnąć szybciej niż liczba naprawdę wartościowych realizacji.
Kiedy samorząd podbija marketing
„Najlepszego architekta na świecie” do popełnienia swojego wpisu mogło zmotywować uznanie tego komercyjnego wyróżnienia przez profil Izby Architektów RP na Facebooku. „Ogromny sukces polskiego architekta… Gratulujemy” – czytamy w ich wpisie. Mniejsza o to, że tych „sukcesów” w tym roku było aż 6. Ważne jest to, że samorząd zawodowy powinien być po prostu bardziej czujny. Wiem, że nie jest to łatwe – raz, że organizatorzy tych wyróżnień właśnie na to liczą, a dwa, że każdemu z nas zdarzają się błędy. W końcu ja również uwierzyłem w rangę tego wyróżnienia dwa lata temu. Ale szybko zrozumiałem, z czym w istocie mam do czynienia. I mam nadzieję, że Izba zrobi to samo.
Biznes prestiżu
Wystarczy jednak wejść na stronę organizatorów, żeby zobaczyć skalę przedsięwzięcia. International Architecture Awards, American Architecture Awards, European Prize for Architecture, Green Good Design, 40 UNDER 40 i wiele innych. To rozbudowany ekosystem nagród architektonicznych. Dobrze działający model biznesowy. I jeszcze raz – nie ma w tym nic złego.
Zresztą wspomniany wcześniej „podwójny najlepszy architekt świata” swoje dwa tytuły – rok po roku, w tym jeden za projekt jeszcze niezrealizowany – otrzymał dokładnie z tego samego źródła. Wcześniej sam był również laureatem 40 UNDER 40. To zresztą dobrze pokazuje, jak ten system działa: jedno wyróżnienie wzmacnia kolejne, kolejne buduje rozpoznawalność, a rozpoznawalność wzmacnia narrację o sukcesie.
Można z tego korzystać. Można traktować to jako element budowania własnej pozycji zawodowej. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy my wszyscy – architekci, instytucje, ale też media – przestajemy zadawać pytanie, czym właściwie jest dane wyróżnienie i na jaki szczyt nas w istocie prowadzi.
----
Dziękujemy, że tu jesteś.
Posłuchaj Podcastu Architektonicznego