Spis treści
- Rozpłytowanie na Ursynowie, czyli góra urodziła mysz
- Toaleta publiczna w parku za 647 tys. zł, czyli droga infrastruktura
- Parklety przy Puławskiej, czyli relaks w hałasie i spalinach
- Opustoszała kamienica przy ul. Nowy Świat 15/17, czyli marnująca się przestrzeń
- „Czarna Księga” wydatków publicznych, czyli lista bardzo subiektywna
Rozpłytowanie na Ursynowie, czyli góra urodziła mysz
Zrealizowany na przełomie 2024 i 2025 r. projekt rozpłytowania jednego z ursynowskich skrzyżowań szybko stał się hitem Internetu. U zbiegu ulic Indiry Gandhi i Dereniowej utworzono zieleńce, które rozmiarami i umiejscowieniem zdecydowanie nie imponowały. Szczególnie chętnie wyśmiewano klomb w kształcie nerki, otoczony morzem betonu. Internauci szydzili i pytali, dlaczego na ten projekt poszły setki tysięcy złotych z publicznych pieniędzy.
Nie pomogło to, że klomb powstawał jesienią i zimą, a więc z racji temperatury był po prostu nagim kawałkiem odkrytej ziemi. Dziś, kiedy już się zazielenił, wygląda lepiej, choć wciąż dość absurdalnie. Warto przypomnieć, że to projekt z Budżetu Obywatelskiego, który zderzył się później z urzędniczą rzeczywistością. Aktywiści chcieli więcej zieleni i drzew, jednak ostatecznie powstało kilka skromnych klombów w 4 lokalizacjach za ok. 170 tys. zł.
Toaleta publiczna w parku za 647 tys. zł, czyli droga infrastruktura
Tę warszawską inwestycję autorzy „Czarnej Księgi” podsumowali zdaniem: „Pomysł dobry, wykonanie złe”. I rzeczywiście – nie negując potrzeby budowy toalety w Parku Skaryszewskim, można unieść brew na widok kosztu jej budowy. W końcu, jak zauważono, za 647 tys. zł można już kupić w stolicy kawalerkę. Szyderstwa wzbudziła także ścieżka z trocin, jaka początkowo prowadziła do toalety. To kolejny projekt z Budżetu Obywatelskiego, jednak w realizacji okazał się droższy, niż planowano, a do tego jego realizacja mocno się opóźniła.
Koszty budowy toalet publicznych nieraz budzą burze w Internecie. Niemal każda taka inwestycja zostaje okrzyknięta absurdem, a media prześcigają się w cytowaniu ogromnych kwot. Rzadko ktokolwiek próbuje jednak wytłumaczyć, skąd biorą się takie ceny. Tymczasem znaczną część kosztu budowy takich toalet stanowi koszt wykonania przyłączy niezbędnych do ich działania. Im dłuższe przyłącza, tym wyższa cena, a takie obiekty stawia się przecież z reguły w parkach, w miejscach oddalonych od zabudowy i sieci podziemnych.
- Sprawdź również: Boisko na dachu, klimatyzowane sale, toalety jak na lotniskach. Tak dziś projektuje się nowe polskie szkoły
Parklety przy Puławskiej, czyli relaks w hałasie i spalinach
Drewniane platformy z ławkami i zielenią okazały się tak kontrowersyjne, że szybko zniknęły. Parklet, który udało się nam sfotografować, stoi na skwerze, a więc w sensownej lokalizacji. Te, które trafiły do „Czarnej Księgi” jako absurdy, ustawiono przy bardzo ruchliwej i głośnej ul. Puławskiej, na chodniku tuż przy jezdni. „60 tys. zł na dwie ławki pośród betonu i hałasu – to kwota, za którą można by kupić kilkadziesiąt zwykłych ławek do prawdziwych parków”, podkreślają autorzy raportu. Część przechodniów, wśród których rozmaici dziennikarze przeprowadzali ankiety, nie wiedziała nawet, do czego parklety służą.
Rzeczywiście, parklety w takich miejscach raczej nie zachęcały do relaksu. Notabene, były to miejsca inne niż te, które proponowali pomysłodawcy w ramach Budżetu Obywatelskiego, gdyż na przeszkodzie stanęły względy natury prawnej (np. minimalna dozwolona szerokość chodnika). Na szczęście parklety, jako obiekty mobilne, można przetransportować w lepsze miejsca, a zatem środki na nie wydane się nie zmarnowały.
- Dowiedz się więcej: Centrum Warszawy tonie w bazgrołach. Czy na wandali nie ma sposobu?
Opustoszała kamienica przy ul. Nowy Świat 15/17, czyli marnująca się przestrzeń
To jedna z bardziej znanych warszawskich kamienic, opatrzona widocznym z daleka napisem „CAŁY NARÓD BUDUJE SWOJĄ STOLICĘ”. To budynek przy ulicy Nowy Świat 15/17, dziś kojarzony przez mieszkańców głównie z siecią Empik, której placówka przez wiele lat się tu znajdowała. Powstał w 1950 r. według projektu Zygmunta Stępińskiego i stoi w eksponowanym miejscu przy jednym z kluczowych warszawskich rond.
Tym bardziej rzuca się w oczy, że budynek od lat stoi pusty. Zabytkowa kamienica jest pustostanem od marca 2022 r. Jak podkreślają autorzy raportu, „szacunkowo Skarb Państwa ponosi z tytułu niszczenia budynku koszty wahające się od 100 do 200 tys. zł rocznie”. Powodem wyprowadzki poprzedniego najemcy był zbyt wysoki jego zdaniem czynsz. Poszukiwania nowego najemcy zablokowała na dłuższy czas wizja Ministerstwa Kultury, które chciało obiekt przejąć i wykorzystać. Sprawa utknęła gdzieś na etapie urzędniczych rozmów, a kamienica wciąż jest bez funkcji. Sytuację pogarsza fakt, że elewację budynku z każdym rokiem coraz gęściej pokrywa pseudograffiti.
„Czarna Księga” wydatków publicznych, czyli lista bardzo subiektywna
Jak widać po warszawskich przykładach, skala absurdu opisywanych sytuacji jest rzeczą bardzo względną, a inwestycje wyśmiewane w memach nieraz mają drugie dno. Warto więc podkreślić, że „Czarna Księga” wydatków publicznych nie jest wyrocznią, a jedynie zbiorem opinii jej autorów. Autorów o bardzo zdecydowanych poglądach politycznych, które nieraz wyraźnie rzutują na dobór przykładów i sposób ich przedstawienia.
Efekt? W publikacji jako „totalne absurdy” pojawiają się nieraz programy i działania, którym wiele osób by przyklasnęło. Przykładem może być pilotażowy program skróconego czasu pracy – uznany za absurdalny, gdyż „program to ekstra wolne dla pracowników (w dużej mierze urzędników), kosztem ogółu”. Ani słowa o licznych podobnych testach przeprowadzonych w innych krajach i ich obiecujących wynikach, żadnej wzmianki o tym, że tydzień pracy liczący tylko 5 dni też kiedyś uważano za absurd, który spowoduje upadek firm. Według autorów omawiany program to absurd i marnotrawstwo, gdyż „dobrobyt bierze się z pracy i wysiłku”. Trudno mówić o obiektywizmie.
Inny przykład to „tysiące słupków uniemożliwiających parkowanie” w polskich miastach. Je również uznano za „totalny absurd” i zbędny wydatek z publicznych pieniędzy. I tu zabrakło jakiejkolwiek głębszej refleksji nad tematem – pytań o nielegalne parkowanie, bezpieczeństwo i komfort pieszych, jakość przestrzeni miejskiej. Nie, ujęcie tematu jest jednoznaczne: słupki są stawiane, „aby kierowcom nie było za miło”, zaś „włodarze miast i rządzący chyba zapomnieli, że kierowcy to też konsumenci, wytwórcy PKB, płatnicy podatków”. Tego typu listy warto zatem traktować z dystansem.
- Przejdź do galerii: Puste kamienice w centrum Warszawy