Transformacja ma kolor, rozmiar i kształt. Czarne morza fotowoltaiki stopniowo zalewają tereny krajobrazowe

2026-02-13 15:39

Żadna zmiana nie zachodzi w próżni. Serwerownie danych, olbrzymie parkingi, farmy wiatrowe i fotowoltaiczne stają się nieodłącznym elementem naszego krajobrazu. Jaką architekturę proponują? W Strudze na Dolnym Śląsku planowana budowa 240 hektarów paneli słonecznych – zdaniem protestujących mieszkańców – zniszczy turystykę i panoramę, obniży wartość lokalnych nieruchomości, a nawet narazi istniejącą infrastrukturę na szkody. Zyski z inwestycji mają trafić do dużych korporacji.

Gala konkursu „Życie w Architekturze”, 11 grudnia 2025 r.

Żadna zmiana nie odbywa się w próżni

Debaty o współczesnych transformacjach prowadzone są przeważnie w języku liczb. Komentując strefy czystego transportu analizujemy wysokość opłat, poziom redukcji emisji CO₂ czy koszty zakupu nowszych pojazdów. Gdy mowa o zielonej energii, skupiamy się na kwotach dofinansowań, prognozowanych oszczędnościach i skalach inwestycji. Podobnie rozmawia się chociażby o rozwoju infrastruktury cyfrowej. Sposób myślenia oparty na abstrakcyjnych parametrach sprawia, że konsekwencje przestrzenne tych procesów schodzą na dalszy plan. A przecież żadna zmiana nie odbywa się w próżni.

Czytaj także: Największe farmy fotowoltaiczne w Polsce. Gdzie się znajdują i ile energii wytwarzają?

Nie w próżni, więc gdzie? Opowiadając się za daną gałęzią rozwoju, często zakładamy, że zmiana zmaterializuje się „nie u nas”. To nie pod naszym blokiem plac zostanie zamieniony w parking. Nie obok naszego osiedla stanie serwerownia danych. Nie za naszym oknem staną olbrzymie wiatraki, albo morze paneli fotowoltaicznych. Tymczasem nic nie gwarantuje, że pewnego dnia to właśnie nasz dom nie zostanie uznany za idealne miejsce na uciążliwą infrastrukturę.

240 hektarów paneli słonecznych w Strudze

Pojęcie „gdzieś indziej” jest dobrze znane właścicielom pól rolnych w Strudze, niewielkiej wsi pod Wałbrzychem, którzy zdecydowali się przeznaczyć swoje grunty pod rozległe farmy fotowoltaiczne. Przeważająca większość z nich mieszka na co dzień poza Dolnym Śląskiem.

„Nie pozwól decydować o Strudze bez jej mieszkańców” – apeluje zespół Struga mówi nie, powołany w reakcji na plan budowy 240 hektarów paneli słonecznych w okolicy. Budowa przemysłowej elektrowni słonecznej ma powstać na terenie objętym programem Natura 2000. Jak podkreślają członkowie inicjatywy, rozmowy o inwestycjach miały przez lata toczyć się poza wiedzą lokalnej społeczności. Wójt gminy Stare Bogaczowice (na terenie której położona jest Struga) wyjaśnia, że pozytywną decyzję na tę inwestycję wydano ponad 5 lat temu, więc jeszcze za kadencji poprzedniego wójta. Jak twierdzi, wszystkie procedury zostały zachowane.

Struga Mówi NIE - protest mieszkańców
Autor: Struga mówi NIE/ Facebook Struga mówi NIE - protest mieszkańców

Obecna sytuacja zmusza protestujących do szybkiego działania. Największy projekt – 120 hektarów przy wjeździe do Strugi, u podnóża góry Trojgarb – został już zatwierdzony, a budowa ma rozpocząć się wkrótce. Dwa kolejne – o powierzchni 100 i 20 hektarów – są na końcowym etapie procedowania. Jedna z farm otoczy zabytkowy Pałac Struga, którego początki sięgają XIV wieku. W okolicznych wsiach planowanych jest wiele następnych farm. Jak alarmuje zespół Struga mówi nie – nowe wnioski o pozwolenia nadal spływają.

„Wielu z nas ma panele na dachach”

Postawienie osób protestujących w jednej grupie z przeciwnikami odnawialnych źródeł energii, byłoby bardzo dalekie od prawdy. Izabela Rybarczyk, reprezentująca grupę protestujących, podkreśla:

„Odnawialne źródła energii są, same w sobie, jak najbardziej w porządku. Wielu z nas ma panele fotowoltaiczne na dachach lub w ogrodach, więc dobrze rozumiemy ich zalety. Gdyby rzeczywiście chodziło  o ekologię, logicznym rozwiązaniem byłoby wspieranie mieszkańców w tworzeniu niewielkich, rozproszonych instalacji, które pozwoliłyby im stać się energetycznie samowystarczalnymi. Wtedy argumenty o tańszym prądzie i korzyściach środowiskowych miałyby bezpośrednie przełożenie na lokalną społeczność.”

Czytaj także: Wpływ fotowoltaiki na uprawę warzyw. Oczywiście, że amerykańscy naukowcy to zbadali. Agrowoltaika to przyszłość?

W przypadku ogromnych farm, które zajmują rozległe pola, ciężko jest już mówić jedynie o dobrych intencjach. W Strudze te tereny rolnicze są najlepszymi, jakimi dysponuje okolica, nawet jeśli formalnie są klasyfikowane jako ziemie czwartej klasy. Przekształcanie ich w wielkoobszarowe instalacje fotowoltaiczne oznacza realną utratę zasobu. 

Co zatopi czarne morze fotowoltaiki?

Izabela Rybarczyk wylicza także kolejne szkody: znikną piękne panoramy, spadnie wartość nieruchomości, a powodzie (charakterystyczne dla tych terenów) staną się jeszcze większym zagrożeniem:

„Istnieją badania wskazujące, że pod panelami fotowoltaicznymi zdolność gleby do absorpcji wody znacząco spada. W naszym przypadku problem powodzi wynika właśnie z szybkiego spływu wody z pól do rzeki – ziemia nie jest w stanie przyjąć tak dużej ilości opadów. (...) Ostatnia powódź dotknęła nas we wrześniu 2024 roku. Wtedy przed gorszym scenariuszem uratowało nas jedynie to, że deszcz nagle ustał. W pewnym momencie od zalania mostu dzieliło nas zaledwie około dziesięciu centymetrów. Jeśli w przyszłości opady potrwają dłużej, a chłonność gleby dodatkowo zmniejszy się z powodu dużych instalacji fotowoltaicznych – które prowadzą do przesuszenia gruntu pod panelami – ryzyko przekroczenia stanu alarmowego i uszkodzenia infrastruktury, w tym mostu, gigantycznie wzrośnie.”

Dodatkowo, jak zauważa dr. Tomasz Niemas, z danych Ministerstwa Klimatu wynika, że obszary górskie Dolnego Śląska nie mają istotnego potencjału energetycznego dla tego typu inwestycji. Jego zdaniem nie jest to projekt odpowiadający na realne potrzeby energetyczne regionu, ale inwestycja tworzona na papierze wskaźników OZE, by później móc pochwalić się „zielonymi osiągnięciami”.

Drastyczne zmiany w krajobrazie

Narracja o tańszym prądzie i korzyściach środowiskowych jest dość wygodnym pretekstem do podejmowania (tak daleko idących) decyzji inwestycyjnych. Ciężko mówić o jakichkolwiek benefitach dla lokalnej społeczności, bo farmy fotowoltaiczne w danej gminie nie przekładają się bezpośrednio na tańszy prąd dla mieszkańców. 

Skutkiem niekontrolowanego „zalewania” terenów rolnych przez fotowoltaikę może okazać się spadek zaufania mieszkańców do działań proekologicznych, a w konsekwencji - rosnące zwątpienie w realność kryzysu klimatycznego. Zjawisko to obserwuje się już w Niemczech. Według sondażu przeprowadzonego przez Institut für Demoskopie Allensbach na zlecenie Fundacja BMW im. Herberta Quandt, poparcie społeczne dla transformacji energetycznej i działań na rzecz ochrony klimatu w Niemczech zaskakująco szybko maleje. Jednocześnie aż dwie trzecie respondentów spodziewa się drastycznych zmian w krajobrazie kraju wynikających z rozbudowy infrastruktury energetycznej, przede wszystkim turbin wiatrowych i nowych linii przesyłowych. 

Tereny poświęcone dla innego dobra

Struga nie jest odosobnionym przypadkiem. W lipcu 2025 roku mieszkańcy sołectw Podlesie Machowskie i Łęki Górne sprzeciwili się budowie farmy fotowoltaicznej w swojej miejscowości i w bezpośrednim sąsiedztwie domów. Kilka miesięcy później, w październiku, protestowali mieszkańcy Kamieńca, podkreślając, że planowana instalacja o powierzchni 100 hektarów nie tylko zmieni lokalny krajobraz, ale może również pogorszyć i tak trudną sytuację hydrologiczną. Obecnie sprzeciw wobec nowych inwestycji trwa w Czarnolesie na Opolszczyźnie, gdzie – z powodu protestów mieszkańców – inwestor od pół roku czeka na decyzję o warunkach zabudowy. W Domaszowicach, położonych około 80 km od Czarnolasu, mieszkańcy również protestują, tym razem przeciwko projektowi wielkoskalowej farmy wiatrowej z około 22 turbinami. Inwestycję rozwija spółka Polenergia, która czeka na uchwalenie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego.

Czytaj także: Architekci protestują przeciwko zwolnieniom. Chcą zwiększenia roli związków zawodowych i bardziej sprawiedliwych warunków pracy

„Zalewanie” terenów rolnych na obrzeżach miast instalacjami fotowoltaicznymi jest zjawiskiem stosunkowo nowym, a ocena wpływu protestów na ostateczne decyzje inwestycyjne pozostaje trudna. Łatwo jednak odnieść wrażenie, że wytypowane obszary rolne zostały uznane za przestrzenie „do poświęcenia” dla innego dobra. Ten mechanizm jest w polskiej architekturze i urbanistyce dobrze znany: w imię „większego dobra” (estetycznego? wizerunkowego?) odsuwamy na margines toalety publiczne, schroniska dla osób w kryzysie, ośrodki dla seniorów czy węzły przesiadkowe - czyli miejsca całkowicie poświęcone codzienności. Kontynuowanie tej niewdzięcznej tradycji jest szkodliwe nie tylko dla architektury, ale przede wszystkim dla społeczności, której (w swoim założeniu) architektura powinna służyć. 

Architektura Murator Google News
Podcast Architektoniczny
Piotr Grochowski. Architekt, który bywa przedsiębiorcą