Spis treści
Wielka budowa w centrum Warszawy z pechem w tle - 12 lat zmagań
Historia Centrum LIM rozpoczęła się w 1977 roku i była typowym przykładem inwestycyjnego maratonu epoki gierkowskiej. Pierwotnie wieżowiec miał pełnić funkcję nowoczesnego Centrum Obsługi Pasażerów PLL LOT, łącząc biura narodowego przewoźnika, hotel dla podróżnych oraz terminal lotniczy z bezpośrednim dojazdem na Okęcie.
Rzeczywistość gospodarcza brutalnie jednak zweryfikowała te ambitne plany. Kryzys końca lat 70., wprowadzenie stanu wojennego oraz brak dewiz sprawiły, że w 1982 roku prace przerwano. Przez pięć lat w samym sercu Warszawy straszył surowy, żelbetowy szkielet - ponury symbol upadku gospodarczego PRL.
Przełom nastąpił w 1987 roku wraz z powołaniem spółki joint venture LIM. Nazwa ta była akronimem od nazwisk trzech partnerów - LOT-u, austriackiej firmy budowlanej ILBAU oraz amerykańskiej sieci Marriott. Aby zdążyć z otwarciem, w 1988 roku sprowadzono około 80 pracowników budowlanych z Tajlandii i Jugosławii.
Ostatecznie hotel otwarto 2 października 1989 roku, a na uroczystość przyjechał sam Bill Marriott. Był to 500. obiekt tej sieci na świecie i pierwszy zarządzany przez zachodnią firmę w bloku wschodnim.
Architektura szklanego pudełka. Skrzypczak i styl międzynarodowy
Pod względem architektonicznym Centrum LIM to majstersztyk późnego modernizmu, a konkretnie stylu międzynarodowego. Za projekt odpowiadało trzech polskich architektów: Jerzy Skrzypczak (lider zespołu i autor wielu warszawskich wieżowców), Andrzej Bielobradek oraz Tadeusz Stefański. Polacy współpracowali z brytyjskimi biurami, takimi jak Szmigielski Katten Associates oraz Raglan Squire & Partners, co pozwoliło na wdrożenie zachodnich standardów technologicznych i instalacyjnych.
Bryła budynku to smukła, 140-metrowa wieża (170 m z anteną), osadzona na trójkondygnacyjnym podium mieszczącym galerię handlową. Najbardziej rozpoznawalnym elementem jest ciemnozielona elewacja wykonana z 13,5 tys. m² szkła i ponad 3 tys. m² aluminium. Charakterystyczne białe krawędzie, które nocą są iluminowane, oraz dwa poziome ciemne pasy przerywające taflę szkła sprawiają, że budynek jest łatwo rozpoznawalny nawet z dużej odległości. Co ciekawe, Marriott w momencie ukończenia nie był najwyższym budynkiem stolicy – prym wciąż wiódł Pałac Kultury i Nauki, wyższy o blisko 67 metrów. Był jednak najwyższym hotelem i pierwszym tak nowoczesnym drapaczem chmur w nowej Polsce.
Brygady Marriotta, mafia i Król Popu
Wnętrza hotelu, choć regularnie modernizowane, od początku miały oszałamiać luksusem. W latach 90. lśniące marmury, mosiężne detale i wszechobecna klimatyzacja kontrastowały z szarą rzeczywistością transformacji.
To tutaj stacjonowały tzw. brygady Marriotta - zagraniczni eksperci z Banku Światowego i IMF, którzy mieszkając w luksusie, doradzali przy reformach gospodarczych kraju. Hotel stał się też ulubionym miejscem biznesmenów z tamtych lat, w tym członków mafii pruszkowskiej, takich jak Pershing, który regularnie bywał w hotelowym kasynie.
Księga gości Marriotta to prawdziwy przegląd światowej polityki i show-biznesu. To tu zatrzymywali się niemal wszyscy prezydenci USA - od George’a H.W. Busha po Joe Bidena. Służby specjalne wybierały ten obiekt ze względów logistycznych. Liczyła się prosta droga z Okęcia, która była łatwa do zabezpieczenia przez snajperów rozlokowanych na sąsiednich dachach.
Jedną z najbardziej niezwykłych wizyt była ta Michaela Jacksona w 1996 roku. Król Popu zajął całe 40. piętro, a w jednym z pokoi zamontowano specjalną drewnianą podłogę, by gwiazdor mógł ćwiczyć choreografię. Ostatnią wielką gwiazdą pod szyldem Marriotta była Taylor Swift, goszcząca tu w 2024 roku.
Ludzie-pająki i nowe otwarcie w 2025
Wieżowiec od lat przyciągał również miłośników ekstremalnych wrażeń. W 1999 roku słynny francuski Spider-Man, Alain Robert, wspiął się na szczyt bez żadnych zabezpieczeń. Później jego wyczyn powtarzali Polacy, m.in. Marcin Banot, a skok ze spadochronem z dachu, w 2002 roku, wykonałsam Felix Baumgartner.
W sierpniu 2024 roku, po 35 latach współpracy, sieć Marriott zerwała umowę z właścicielem budynku, co zaowocowało zmianą nazwy na Warsaw Presidential Hotel. Nowa nazwa to bezpośredni hołd dla tradycji goszczenia światowych przywódców w apartamencie prezydenckim, który niedawno został odświeżony przez pracownię VAAV Architecture. Mimo zmiany szyldu, budynek pozostaje monumentalnym świadkiem historii – od planów gierkowskich, przez „pechową” budowę w stanie wojennym, aż po symbol wejścia do globalnego kapitalizmu.