Spis treści
Zdarzyło się tak, że pewnego poranka w Sztokholmie obudziłem się o piątej i za nic nie szło zasnąć. Postanowiłem więc ruszyć w miasto w poszukiwanie dobrej architektury. Zupełnym przypadkiem dotarłem do Norra Djurgårdsstaden. Oczywiście nie wiedziałem wtedy, że to jeden z największych i najbardziej ambitnych projektów urbanistycznych w tym mieście. I zupełnie się nie spodziewałem, że wpadnę na tego czerwonego prowokatora. Ale stało się. I do dzisiaj zastanawiam się, jak by mi się w takim sąsiedztwie mieszkało na co dzień.
Kolor, który przesłonił architekturę
Pierwsze wrażenia? Nie ma co dywagować. Kolor przesłonił mi wszystko. Intensywna czerwień to jedno. Ale że płynęła ze szkliwionej cegły, która była dosłownie wszędzie to drugie. Ileż to musiało kosztować? Komuś musiało naprawdę na tym zależeć. I rzeczywiście zależało. Za projektem stała uznana szwedzka pracownia Wingårdhs. Za całość odpowiadał sam jej założyciel, Gert Wingård. To on się uparł, by ten siedmiopiętrowy budynek z około setką mieszkań, parkingiem podziemnym i lokalami usługowymi na parterze wykończyć tak luksusowo. Intensywny, czerwono-karmazynowy odcień został specjalnie opracowany na potrzeby tego projektu (i opatentowany).
Upór architektów przekonał miejskich planistów do ustępstw
Miejscy planiści po odkryciu pomysłu architektów byli bardzo krytyczni. Wyrazistość tego budynku miałaby zbyt mocno konkurować z historycznymi gazometrami, które stanowiło ważne dziedzictwo Norra Djurgårdsstaden. Na początku kazali więc Wingårdowi spuścić z tonu i pójść w skromniejsze rozwiązania. Ale jak pisałem - architekt się uparł. Przekonywał, że nowa dzielnica zasługuje na dobrą architekturę mieszkaniową, a cegła jest idealna dla mieszkaniówek ze względu na swoją trwałość. I w końcu dopiął swego. Urbaniści zgodzili się na tak świadome, ale i nachalne przekroczenie przyjętej wcześniej normy.
Podświadomie myślę, że to dlatego, że ze skromniejszą elewacją ten budynek po prostu zniknąłby w tłumie. W Norra Djurgårdsstaden widziałem bowiem bardzo dużo ciekawych budynków. Byłem też pod wrażeniem urbanistyki i sposobu projektowania ulic. Każdy miłośnik architektury - nawet, gdy trafi tam z zaskoczenia - będzie pod wrażeniem tego założenia. Wingård musiał wiedzieć, że ten - w sumie zwykły, formalnie dość prosty i wykonany w technologii prefabrykacji budynek - na nikim nie zrobiłby żadnego wrażenia. Do tego przez wąskie ulice i dziedzińce, które oddzielają poszczególne zabudowania Muudusa, dostęp do światła dziennego jest raczej przeciętny.
Chanel No. 2, czyli w pogoni za potrzebą ekspresji w architekturze
Tymczasem warto wiedzieć, że Wingård lubi robić wrażenie. Kilka tygodni temu pisałem o zaprojektowanym przez niego Sven-Harrys Konstmuseum. To niewielki budynek ze złotą fasadą i repliką tradycyjnego, XVIII-wiecznego, szwedzkiego domu na dachu. Architektura Wingårda co prawda unika jednego „stylu”, ale łączy go przekonanie o potrzebie ekspresją opierającej się na kontrastach i świadomym budowaniu doświadczenia przestrzeni. Wystarczy powiedzieć, że zastosowany w Muddus kolor został przez niego zastrzeżony i nazwany Chanel No. 2
Przeczytaj więcej: To muzeum jest złotym pudełkiem, a na dachu ma pełnowymiarową replikę XVIII-wiecznego dworu. Poznajcie Sven-Harrys Konstmuseum w Sztokholmie
Czerwony to kolor paradoksów - atrakcyjny i męczący jednocześnie
I rzeczywiście to doświadczenie jest mocne. Intensywność koloru mocno oddziaływała na moje zmysły. Nic dziwnego - czerwień to jedna z najsilniej działających barw - biologicznie, psychologicznie i kulturowo. Jego wpływ jest gwałtowny, często nieświadomy, a przez to trudny do zignorowania. Czerwony może przyśpieszyć Wasze tętno, wzmacniać emocje (zarówno te pozytywne, jak i negatywne), niepotrzebnie napędzać albo po prostu Was zdominować. Zastosowaniu takiej czerwieni musiała towarzyszyć świadomość o jego potencjalnym wpływie na mieszkańców. Architekt jednak uznał, że bardziej zależy mu na tym, aby zabrać głos. Atrakcyjność jego architektury okazała się dla mnie zbyt męcząca. Ale intryguje mnie do dzisiaj. I z pewnością chętnie bym tam wrócił i pomieszkał przez kilka dni, aby się przekonać, czy intensywność pierwszego wrażenia zostałaby ze mną na dłużej. I w jaki sposób zadziałałaby na moje zdrowie psychiczne.
Kiedy nie warto oszczędzać na materiałach budowlanych?
Wingård miał za to rację w kwestii trwałości. Budynek został ukończony w 2014 roku. Ja widziałem go w 2024. W żadnym miejscu nie było widać efektów mijającej dekady. Wszystkie cegły lśniły nowością, a bujna zieleń na dziedzińcu tylko podkreślała jakość i kolor elewacji. Związanie pigmentu ze szkliwem zabezpieczyło cegły przed wpływem promieniowania słonecznego. Decyzja o ograniczeniu innych materiałów i wykorzystaniu cegły praktycznie wszędzie - od obramowań okien i drzwi, poprzez parapety aż do kratek wentylacyjnych - sprawiła, że budynek nie ma słabych punktów. Widać, że są momenty, w którym oszczędzanie na materiałach budowlanych nie ma sensu. Tutaj jest to o tyle istotne, że to budynek spółdzielczy zarządzany cały czas przez swojego inwestora. W tradycyjnej formule deweloperskiej z pewnością w wielu miejscach zobaczylibyśmy po prostu barwioną blachę. A charakterystyczne - utrzymane w tym samym odcieniu - balustrady balkonów - wykonane są z droższego szkła laminowanego z przekładką EVA. Znów po to, by zapewnić trwałość koloru na lata. Oszczędności poczyniono w innych miejscach. Zastosowanie technologii prefabrykowanej przełożyło się na szybkość budowy. W budynku wykorzystano też okna w dwóch rozmiarach - o szerokości 0,9 oraz 1,5 metra.
---
Dziękujemy, że tu jesteś.
Posłuchaj naszego podcastu: Ja pożyczę ci szklankę cukru, ty dosiądziesz się do mnie na ławce. Rozmowa o projektowaniu intymności i społeczności
Projektowanie architektury mieszkaniowej nie musi zaczynać się od rzutów i rozmowy o metrach kwadratowych. Czasem „iskrą” staje się pojedynczy obraz: okno, przy którym chce się usiąść; stół, który miałby wyznaczać rytm życia rodziny; albo zakamarki dające poczucie intymności. W rozmowie z Arturem Celińskim Małgorzata Mader pokazuje, że projektowanie mieszkań jest procesem empatycznym, pełnym negocjacji i kompromisów – szczególnie tam, gdzie prywatna intymność musi współistnieć z życiem innych.