Dolcze wita we Wrzeszczu. Tak wyglądał luksus, kiedy miało go nie być - w najwyższym bloku Gdańska

Nazywają go Dolarowcem i Olimpem. Najwyższym budynkiem mieszkalnym Gdańska. Pomorski kuzyn warszawskiego Młotka był symbolem PRL-owskiego luksusu. Od parteru aż po 17 piętro rządził w nim dolar - tylko za dewizy można tu było dostać mieszkanie, i tylko za dewizy zrobić zakupy. Otwarto go w sylwestra.

Warszawski Jamnik

Na 17 piętrze wieżowca

Strzelały korki szampana, panie w eleganckich sukienkach i fryzurach à la Jovanka Broz Tito wymachiwały zimnymi ogniami, panowie w garniturach - Popularnymi bez filtra. W Gdańsku żegnano 1969 rok, a witano nowy symbol luksusu czasów PRL-u, w których wszyscy mieli być równi. Huczne otwarcie drapacza chmur odbyło się dokładnie 31 grudnia, zapewne na ostatnim piętrze 55-metrowego wieżowca, w nowo otwartej kawiarni Olimp z widokiem na całe miasto.

Zobacz także: W sto lat powstało kilkadziesiąt projektów, zrealizowano jeden - w części. A zaraz pora na kolejne. Historia Opery Bałtyckiej to epopeja

Dolarowiec, nazwany później Kawalerowcem, Olimpem, Burdelowcem, stanął na skraju socrealistycznej Grunwaldzkiej Dzielnicy Mieszkaniowej. Dominantę dla Wrzeszcza planowano tu jeszcze przed wojną. Nie wyszło. Planowano w czasach socrealizmu - też nie wyszło, a mielibyśmy kolejny pałac kultury. Udało się dopiero po odwilży. W 1961 roku, w gdańskim Miastoprojekcie, do pracy nad nowoczesnym, modernistycznym blokiem siedli architekci Stanisław Michel i Romuald Kokoszko. Michel przez ostatnie lata intensywnie odbudowywał stare miasto. Kokoszko, wysoko postawiony w strukturach, zaraz zostanie Architektem Miejskim Gdańska.

Blok Olimp czyli Dolarowiec w Gdańsku
Autor: Julia Dragović/ Archiwum prywatne

Najwyższy blok Gdańska

Prawdopodobnie już na starcie zdecydowano, że budynek ma być dla wybranych. Projektowany był dla specyficznych potrzeb pasujących bardziej do hotelu. Podobną drogę przeszedł warszawski blok Młotek, projektowany pierwotnie jako luksusowy (na tamte czasy) hotel dla cudzoziemców, ostatecznie zamieniony w blok, w którym mieszkania można było kupić tylko za dewizy, czyli za zagraniczną walutę. Podobnie było i z wieżowcem z Wrzeszcza. Mieszkania zaplanowano w większości jako kawalerki. Na dole Pewex (a więc zakupy dewizowe), na górze gastronomia. Mieszkania - tylko za dolary. Być może z myślą o marynarzach, którzy w kraju należeli do wąskiej grupy dysponującej walutą pozyskaną legalnie. Kolejna dolarowa grupa zawodowa - królowe nocy. O tym, że na potęgę kupowały tu lokale, od dawna krążą legendy. Ile w nich prawdy, nie wiadomo.

Zobacz także: To tutaj zaczęło się wysokie budownictwo Gdańska. Trzy prototypowe bloki z gruzu stały się jaskółkami zmiany

Dopiero w 1966 roku ruszyła budowa. Jak na tamte czasy, standard premium. Parkiety, terakota, wyposażona (i działająca) kuchnia. No i windy - ich montaż w budynku ponadstandardowej wysokości musiał być dużym wyzwaniem logistycznym. Tak wysokich dźwigów po prostu na stanie w przedsiębiorstwach budowlanych nie było. Sprowadzano je z zakładów przemysłu ciężkiego, kombinowano. Prace ukończono dopiero w 1969 roku, oddając Gdańszczanom najwyższy budynek w mieście. Za ozdobę posłużyła charakterystyczna balkonowa szachownica, którą przywrócono mu w czasie ostatniego remontu.

Dwa lata później ukończono budowę gdańskiego trzonolinowca, Zieleniaka, który zepchnął Dolarowca na drugie miejsce. Mierzy zawrotne 72 metry wysokości. Po zamknięciu Peweksu pawilon na parterze Dolarowca stracił na lekkości. Dziś swoją siedzibę ma w nim bank, a przezroczyste szkło zastąpiły ciemne szyby w grubych ramach charakterystycznych dla remontów z wczesnych lat 2000. Na 17 piętrze w miejscu kawiarni Olimp po przemianie otwarto restaurację. Dziś - to znak czasów - wysoki lokal podzielono na apartamenty na wynajem.

Podcast Architektoniczny
Architektura, marketing, media – (nie)bezpieczne związki