W sto lat powstało kilkadziesiąt projektów, zrealizowano jeden - w części. A zaraz pora na kolejne. Historia Opery Bałtyckiej to epopeja

Historia gdańskiej opery ma więcej zwrotów akcji niż kasowe hollywoodzkie produkcje. Na przestrzeni 100 lat architekci niemieccy i polscy stworzyli pewnie kilkadziesiąt propozycji, jak mogłaby wyglądać. Zrealizowano tylko jedną, ale i tak nie do końca. A wkrótce rozpisany zostanie nowy konkurs. O tej historii opowiada nowa wystawa w Gdańsku, "Opera! 100 lat projektowania Opery w Gdańsku".

W jaki sposób można wspierać architektów w wykorzystaniu nowych materiałów budowlanych. Przemysław Fałek, Budmat I Architektura-murator
Materiał sponsorowany

Opera w Gdańsku? To skomplikowane

Dużo wody upłynęło, od kiedy zaczęto rozmawiać o budynku opery dla Gdańska. Sto lat, kilka lokalizacji i konkursów później, Gdańsk znów ma szansę zyskać gmach opery wybudowany od początku do końca i dla tej tylko funkcji. I Danzig, i Gdańsk, nie miały szczęścia do opery. Najpierw nie mogła powstać, później z kolei ciężko było ją ukończyć. Operę lokowano w budynkach projektowanych w innych celach, a jej wygląd przez długie powojenne lata służył za symbol wielkiej gdańskiej bolączki – niedoboru inwestycji dla kultury. Krytycy i historycy architektury zwracali wówczas uwagę, że Gdańsk prędzej doczekał się pawilonu wystawienniczego dla mebli niż dla sztuki (chodziło o zrujnowany dziś pawilon LOT-u).

Zobacz także: To tutaj zaczęło się wysokie budownictwo Gdańska. Trzy prototypowe bloki z gruzu stały się jaskółkami zmiany

Jeszcze na początku lat 60. Gdańsk miał braki w bibliotekach, kinach, salach koncertowych i domach kultury - jeden nawet wybudowano, ale daleko od centrum miasta, w Nowym Porcie. Jednocześnie to właśnie Gdańsk został wybrany na stolicę Trójmiasta. Budynek po prostu musiał w końcu powstać. I powstał. Jako Opera Bałtycka. Ale zasobów wystarczyło tylko na pierwszy z trzech etapów, przez co efekt końcowy do dziś przypomina dość niecodzienny zlepek stylów, możliwości i pomysłów.

Długą, bo 100-letnią drogę miasta do opery pokazuje obecnie nowa wystawa, którą do 4 października można oglądać w Gdańskim Centrum Sztuki Współczesnej przy Powroźniczej 13/15 - Opera! 100 lat projektowania Opery w Gdańsku.

Państwowy Teatr Wybrzeże
Autor: Wojskowa Agencja Fotograficzna / 1950 r., sygn. 3/39/0/-/6524/ Narodowe Archiwum Cyfrowe, domena publiczna Symbol oferty kulturalnej Gdańska w 1950 r.

Danzig, czyli początki

To sto lat, to w cudzysłowie, bo ta historia trwa znacznie dłużej. Paradoksem jest to, że Gdańsk obok Warszawy ma najdłuższe tradycje operowe spośród miast Polski, a jednocześnie ma najmniejszą operę w kraju. Pierwszą operę wystawiono tu już w wieku XVII 

— mówi mi na wstępie Klaudiusz Grabowski, kurator wystawy. Pierwszy spektakl obejrzało wtedy aż trzy tysiące osób, i choć zainteresowanie było ewidentnie ogromne (być może frekwencję podbiła nieco obecność królowej Ludwiki Marii Gonzagi i jej wielkiego orszaku), aż dwa wieki czekano na scenę z prawdziwego zdarzenia. I doczekano się tylko połowicznie. W 1801 roku na Targu Węglowym ukończono teatr miejski, Danzig Stadttheater (proj. Carl Samuel Held) - dramatyczny i operowy w jednym. Budynek nie przetrwa II wojny światowej. Po 1945 roku polski Gdańsk będzie musiał zacząć od zera, a pomoże w tym dawna Sporthalle na Alei Zwycięstwa wybudowana jako ujeżdżalnia koni (arch. Ernst Schade), używana to wydarzeń kulturalnych jeszcze przed wojną i mogąca pomieścić ponad 5 tysięcy osób.

A w miejscu zburzonego teatru stanie ostatecznie Teatr Wybrzeże według projektu Lecha Kadłubowskiego, Jakuba Wujka i Daniela Olędzkiego. Koniec budowy: 1967 rok. Sama opera dostanie na swój użytek poniemiecki budynek jeszcze w 1949 roku (na zdjęciu powyżej).

Nazwisko Olędzkiego pojawi się na wystawie więcej razy. Dość powiedzieć, że to od rozmowy z architektką Danutą Olędzką (prywatnie jego żoną) zaczął się pomysł na wystawę.

Wystawa Opera! 100 lat projektowania Opery w Gdańsku
Autor: Alina Żemojdzin / Gdańskie Centrum Sztuki Współczesnej/ Materiały prasowe Historyczne budynki Opery Bałtyckiej

Gdańsk, a więc i Olędzcy

W 1974 roku ogłoszono konkurs na nowy indywidualny budynek opery na Placu Zebrań Ludowych. Swój projekt zgłosili Olędzcy, razem, co nie zdarzało się zbyt często. Przeszklone foyer miało odsłaniać melomanom wspaniały widok na Gdańsk. Konkursu nie wygrali, ale w domowym archiwum zachowały się rysunki, zdjęcia makiet. Zobaczył je Klaudiusz Grabowski podczas wizyty u Danuty Olędzkiej. — I wychodząc od tego zgłębiłem temat, i zobaczyłem, że tych projektów była cała masa. I żaden nie został zrealizowany — mówi. Rysunek tamtej propozycji Olędzkich na operę to pierwsze, co widzimy na wystawie.

Dokumentacja projektowa prób wybudowania opery w Gdańsku jest obszerna, ale imponująca jest nie tylko jej objętość. To katalog stylów. Mamy więc i klasycyzujące bryły pełne ornamentów, mniej lub bardziej odważne, i architekturę nazistowską, którą na papierze oglądał i akceptował sam Führer (oczywiście projektu nie zrealizowano). Mamy początki czasów powojennych, jedną nogą jeszcze w art déco, mamy i przepełniony ideologią socrealizm. Mamy powojenny modernizm w różnych stadiach, i tych młodszych, i tych dojrzałych.

Mamy też jeszcze jedną propozycję Daniela Olędzkiego. Tę, dla odmiany zrealizowano. Ale tylko w części.

Nawarstwienia

Ostatecznie gdańska opera pozostała przy Alei Zwycięstwa, w budynku dawnej ujeżdżalni koni zaadaptowanej przez architekta i wiceprezydenta miasta Władysława Czernego końcem lat 40. Kosztowne plany na Plac Zebrań Ludowych porzucono i wrócono do propozycji Daniela Olędzkiego, która zdążyła już lekko skruszeć, bo plan narodził się "u góry" już w 1963 roku, a Olędzki przygotował projekt nowej adaptacji trzy lata później. Następnie jeszcze wielokrotnie go przerabiał. By nadwyrężony kryzysem budżet mógł udźwignąć realizację, proces realizacji podzielono na trzy etapy dążące do wizualnej spójności posklejanego budynku. Projekt przeczekał przestoje, przeczekał konkurs dla Placu Zebrań Ludowych, przeczekał upadek planów.

Budowa ruszyła dopiero do dekadzie, w 1976 roku, a projekt Olędzkiego formą wciąż wyprzedzał swoje czasy. Na tle podobnych rozwiązań w Polsce łatwo umiejscowić go w latach 80. Po kolejnych siedmiu latach, budowę zakończono na etapie pierwszym, w 1982 roku. Do kolejnych już nie powrócono. Później jedynie odjęto - dynamiczne zadaszenie przy wejściu.

Dziś ceglana elewacja charakterystycznego narożnika zaznacza obecność wyczekanej opery w Gdańsku. Codziennie mijają go setki tramwajów, samochodów i przechodniów. Wkrótce jednak budynek zmieni funkcję. Na jaką? Tego jeszcze nie wiadomo, jednak wystawa świetnie pokazuje, jak dużą wartość historyczną ma dla miasta Opera Bałtycka. Być może badania Klaudiusza Grabowskiego pomogą w przyszłej ochronie konserwatorskiej budynku? Zachowały się w nim i malowane sufity z dawnej ujeżdżalni, i - w części - wnętrza Olędzkiego.

A tymczasem trwają przygotowania do konkursu architektonicznego. Operowa epopeja trwa - znów ma wrócić na Plac Zebrań Ludowych. By lepiej tę epopeję zrozumieć, polecamy przejść się na wystawę. Warto.

Dziękujemy Gdańskiemu Centrum Sztuki Współczesnej za zaproszenie na wystawę!

Zobacz także: Ściany ozdobiono ceramiką, postawiono spektakularne schody. Dom Technika w Gdańsku projektowała architektka Falowca, Danuta Olędzka

Podcast Architektoniczny
TKHolding. Żałujemy, że architektura przegrała z emocjami i procedurami