Architektura nie wybacza braku odpowiedzialności, czyli dyskusja o przyszłości podczas konferencji „Architektury-murator”

Debata „Wychyleni w przyszłość – jak rozmawiać o tym, co nadchodzi i zmieniać definicje piękna w architekturze?” była jednym z najbardziej refleksyjnych punktów programu konferencji „Architektura, marketing, media – (nie)bezpieczne związki”. Bo jak projektować w świecie, który mierzy się z kryzysem klimatycznym, rosnącymi kosztami energii i koniecznością radykalnego ograniczenia emisji dwutlenku węgla? Jak zachować piękno w funkcjonalności? Czy ważniejsza jest forma czy odpowiedzialność?

Ćwiczenie z przyszłości

Prowadzący debatę Adrian Krężlik zaproponował uczestnikom intelektualne ćwiczenie. Poprosił, aby wyobrazili sobie rok 2050 – rzeczywistość, w której skutki zmian klimatu są znacznie bardziej odczuwalne niż obecnie. Kiedy gorące lata, susze, migracje klimatyczne i ograniczone zasoby stają się codziennością. Jak chcielibyśmy – pytał – aby w takim świecie oceniano budynki projektowane dzisiaj? Czy będą one symbolem odpowiedzialności czy raczej świadectwem zmarnowanej szansy?

Adrian Krężlik przypomniał, że Europa wciąż znajduje się na ścieżce określanej jako business as usual. Tymczasem badania pokazują, że aż 85 procent istniejących budynków wymaga modernizacji energetycznej, podczas gdy tempo renowacji nie przekracza nawet 0,5 procenta rocznie. Oznacza to, że bez zdecydowanego przyspieszenia osiągnięcie celów dekarbonizacji pozostanie nierealne. W jego ocenie przyszłość architektury będzie w znacznie większym stopniu zależeć od modernizacji istniejących zasobów niż od budowy nowych obiektów.

Czytaj też: Architekt nie powinien być sprzedawcą. W architektonicznym marketingu poszliśmy o jeden krok za daleko

Do tej perspektywy nawiązał Andrzej Truszczyński, architekt z TKHolding, zwracając uwagę, że odpowiedzialność projektanta nie kończy się w momencie oddania budynku. Każdy obiekt będzie w przyszłości rozliczany z rzeczywistych kosztów eksploatacji, zużycia energii oraz wpływu na środowisko. Przywołał przykład Parku Wodnego w Tychach – inwestycji, która dzięki zastosowanym rozwiązaniom energetycznym produkuje więcej energii, niż sama zużywa. Dla Truszczyńskiego nie jest to jednak przede wszystkim sukces technologiczny, lecz dowód na to, że zrównoważone projektowanie można skutecznie uzasadniać ekonomicznie. „Inwestorzy najłatwiej przekonują się wtedy, kiedy widzą konkretne liczby” – podkreślał. Jego zdaniem właśnie ekonomia jest dziś najskuteczniejszym językiem komunikacji pomiędzy projektantami a inwestorami. Zielone dachy czy symboliczne działania prośrodowiskowe nie wystarczą, jeśli nie będą przekładały się na rzeczywiste oszczędności w funkcjonowaniu budynku.

Konferencja Marketing w architekturze
Autor: Szymon Starnawski/Grupa Murator

Historia architektury pełna jest modnych, ale nietrwałych teorii

Nieco odmienną perspektywę przedstawił Piotr Lewicki, architekt z pracowni Lewicki Łatak Biuro Projektowe. Do prognoz dotyczących roku 2050 odniósł się z dużym dystansem, przypominając, że historia architektury pełna jest modnych teorii i koncepcji, które z czasem okazywały się mniej trwałe, niż początkowo zakładano.

W ciągu 30 lat mojej pracy zawodowej obserwowałem różne trendy, tendencje, pojęcia, które nagle wybuchały i stawały się bardzo nośne. Kiedy studiowałem, wszyscy zakochali się w pojęciu semiotyka (…), wszyscyśmy czytali Umberto Eco czy Rolanda Bartha, bo semiotyka to jest to, na czym polega architektura. Potem się pojawiło pojęcie feng shui i wysyp konsultantów feng shui. (…) Następnie była dziura ozonowa, ISO 9001, certyfikaty BREEAMi tak dalej. Z każdego takiego pojęcia coś z nami, koniec końców, zostaje.

Architekt zauważył, że każda z tych mód pozostawiała po sobie pewne wartościowe doświadczenia, ale żadna nie zastąpiła jeszcze zdrowego rozsądku. A ten, jego zdaniem, jest najważniejszym narzędziem projektowania. Przekonywał, że wiele współczesnych rozwiązań określanych dziś mianem innowacyjnych od dawna funkcjonowało w architekturze tradycyjnej. Naturalna wentylacja, odpowiednia orientacja budynku względem stron świata czy wykorzystywanie lokalnych warunków klimatycznych nie wymagają skomplikowanych modeli obliczeniowych. Są efektem wiedzy gromadzonej przez pokolenia. Przywołał przykład XVII-wiecznych włoskich domów wyposażonych w naturalne kominy wentylacyjne oraz współczesnej synagogi pod Chicago, w której podstawowe rozwiązania energooszczędne sprowadzały się do dobrze zaprojektowanych okien i wykorzystania światła dziennego.

I to właśnie architektura wernakularna stała się jednym z najważniejszych tematów pierwszej części dyskusji.

Konferencja Marketing w architekturze
Autor: Szymon Starnawski/Grupa Murator

To, co odkryte dziś, zostało zauważone już dawno

Monika Arczyńska, architekta z A2P2 architecture & planning, zauważyła, że wiele rozwiązań obecnie odkrywanych przez projektantów od dawna było obecnych w polskich miastach. Jako przykład podała przedwojenne dzielnice Gdańska, gdzie powszechnie stosowano loggie pełniące funkcję naturalnej ochrony przed przegrzewaniem mieszkań. Przywołała też przykład historycznej zabudowy willowej położonej u podnóża morenowych wzgórz. Dzięki odpowiedniemu rozproszeniu budynków możliwe było zachowanie naturalnych korytarzy przewietrzania miasta, które do dziś poprawiają lokalny mikroklimat.

Czytaj też: Spacer po cienkiej czerwonej linii, czyli jak nie stracić równowagi w świecie architektury, mediów i marketingu

Szkoda, że współczesna architektura zbyt często ignoruje te zależności. Funkcjonalny rzut, maksymalizacja powierzchni użytkowej i atrakcyjny wygląd elewacji przesłaniają kwestie orientacji budynku względem stron świata, cyrkulacji powietrza czy komfortu użytkowników przestrzeni publicznych. Architektka zwróciła uwagę, że dopiero współpraca z zagranicznymi pracowniami urbanistycznymi pokazuje, jak szeroko można wykorzystywać narzędzia symulujące mikroklimat miasta jeszcze na etapie projektowania.

Czy powrót do wiedzy zakorzenionej w lokalnych doświadczeniach, wspieranej współczesnymi narzędziami analitycznymi, będzie kompromisem, na jaki stać środowisko? Czas pokaże.

Konferencja Marketing w architekturze
Autor: Szymon Starnawski/Grupa Murator

Drewno nie wybacza improwizacji

Uczestnicy panelu dociekali też, jakie materiały będą kształtować architekturę najbliższych dekad i czy naprawdę nieunikniona jest zmiana sposobu budowania. I nie nie chodzi tu wyłącznie o wybór pomiędzy drewnem, betonem czy stalą, lecz o całkowite przewartościowanie sposobu myślenia o cyklu życia budynku, jego wpływie na środowisko oraz możliwościach ponownego wykorzystania materiałów.

Punktem wyjścia do tej części dyskusji było pytanie Adriana Krężlika skierowane do Magdaleny Pios z pracowni Ambient. Przywołał on doświadczenia z konferencji „Rebuild” w Madrycie, podczas której coraz częściej wskazywano drewno jako realną alternatywę dla konstrukcji betonowych. Rosnące koszty energii, zakłócenia łańcuchów dostaw, rozwój prefabrykacji i niedobór wykwalifikowanych pracowników sprawiają, że w części Europy inwestorzy zaczynają wybierać konstrukcje drewniane nie z powodów ideologicznych, ale ekonomicznych.

Magdalena Pios przyznała, że podobna dyskusja toczy się dziś niemal w całej Europie. Drewno stało się symbolem poszukiwania materiałów niskoemisyjnych, jednak polski rynek nadal znajduje się pod tym względem w tyle. Jeszcze kilka lat temu podstawową przeszkodą była – jak przypomniała – niewielka świadomość społeczna. Drewno kojarzono bowiem niemal wyłącznie z domami jednorodzinnymi lub rekreacyjnymi. Dopiero pandemia, gwałtowny wzrost zainteresowania prefabrykacją oraz rozwój producentów gotowych domów sprawiły, że technologia zaczęła być szerzej dostrzegana. Jednocześnie architektka zaznaczyła, że popularność drewnianych domów jednorodzinnych nie oznacza automatycznie zrównoważonego rozwoju. Rozproszona zabudowa podmiejska sama w sobie generuje bowiem wysokie koszty środowiskowe związane z transportem, infrastrukturą i rozlewaniem się miast. Znacznie większym wyzwaniem pozostaje wykorzystanie drewna w gęstej zabudowie miejskiej. Pios nie ukrywała, że każda taka inwestycja jej pracowni wymaga pokonywania licznych barier. A z nich największą jest niedojrzałość rynku. Polska nadal dysponuje niewielką liczbą producentów konstrukcyjnego drewna klejonego, ograniczoną ofertą płyt CLT oraz bardzo małą grupą wykonawców mającvych doświadczenie przy większych realizacjach publicznych. W praktyce oznacza to konieczność sprowadzania materiałów z zagranicy oraz znacznie bardziej precyzyjnego planowania całego procesu budowy.

Czytaj też: To nie jest kraj dla drewnianych prefabrykatów. Co sprawia, że nie decydujemy się na tę technologię?

„Drewno nie wybacza improwizacji” - podkreślała architektka. Poszczególne elementy muszą trafić na plac budowy we właściwym momencie, zostać natychmiast zamontowane i zabezpieczone przed wilgocią. Wymaga to logistyki znacznie bardziej przypominającej montaż przemysłowy niż tradycyjne prowadzenie budowy.

Do tej wypowiedzi odniosła się Monika Arczyńska, przypominając własne doświadczenia z przygotowywania projektów partnerstwa publiczno-prywatnego. W przypadku planowanych przedszkoli drewno wydawało się najbardziej racjonalnym rozwiązaniem. Dopiero badania rynku pokazały jednak, że w okresie gwałtownych zaburzeń dostaw materiałów konstrukcyjnych realizacja inwestycji mogłaby okazać się niemożliwa. To pokazało, jak bardzo decyzje projektowe zależą nie tylko od wiedzy architektów, ale również od sytuacji gospodarczej, dostępności materiałów i funkcjonowania całego rynku budowlanego.

Konferencja Marketing w architekturze
Autor: Szymon Starnawski/Grupa Murator

Ekologiczny cement na miarę Nagrody Nobla

Drugim „bohaterem” dyskusji o materiałach przyszłości był beton. Adrian Krężlik zwrócił uwagę, że jeszcze kilkanaście lat temu producenci cementu unikali rozmów o wpływie swojej branży na klimat. Dzisiaj coraz częściej otwarcie mówią zarówno o skali problemu, jak i prowadzonych działaniach ograniczających emisję dwutlenku węgla.

Na to wyzwanie odpowiedziała Magdalena Dobieszewska z firmy Holcim. Podkreśliła, że branża cementowa nie ucieka od odpowiedzialności za emisję CO₂ i prowadzi jedne z najbardziej zaawansowanych badań nad ograniczaniem śladu węglowego materiałów budowlanych. Wyjaśniła jednocześnie, dlaczego produkcja cementu pozostaje procesem tak trudnym do zbadania pod względem dekarbonizacji. Około 40 procent emisji wynika ze spalania paliw potrzebnych do osiągnięcia temperatury przekraczającej 1400 stopni Celsjusza w piecach klinkierowych. Tę część emisji można stopniowo ograniczać poprzez zastępowanie paliw kopalnych paliwami alternatywnymi i właśnie w tym kierunku od kilku lat rozwija się przemysł cementowy. Znacznie większym wyzwaniem pozostaje jednak tzw. emisja procesowa. Powstaje ona podczas chemicznego rozkładu węglanu wapnia na tlenek wapnia i dwutlenek węgla – procesu niezbędnego do uzyskania klinkieru cementowego. Oznacza to, że nawet całkowite przejście na zieloną energię nie wyeliminuje większości emisji związanych z produkcją cementu. Jak zauważyła Dobieszewska, opracowanie technologii pozwalającej całkowicie uniknąć tego procesu byłoby odkryciem na miarę Nagrody Nobla. Dlatego producenci koncentrują się dziś na innych rozwiązaniach.

Czytaj też: Piękno betonu – miłość do nagości

Jednym z najważniejszych kierunków jest ograniczanie zawartości klinkieru poprzez zastępowanie go materiałami wtórnymi i produktami ubocznymi innych gałęzi przemysłu. Równolegle prowadzone są badania nad cementami niskoklinkierowymi, które pozwalają zachować parametry wytrzymałościowe przy znacznie niższym śladzie węglowym.

Zwróciła tez uwagę, że obecnie pojęcie odpadu zmienia znaczenie. Materiały, które jeszcze niedawno trafiały na składowiska, stają się pełnowartościowym surowcem wykorzystywanym ponownie w procesie produkcyjnym. Istotnym elementem strategii staje się również ograniczanie zużycia wody oraz wykorzystywanie w produkcji betonu wód oczyszczonych i technologicznych. W kontekście postępujących susz właśnie gospodarka wodna zaczyna być równie ważna jak redukcja emisji dwutlenku węgla.

Dobieszewska zwróciła również uwagę na jeszcze jeden aspekt odpowiedzialnego projektowania. Jej zdaniem przyszły budynek powinien posiadać swoisty „paszport", dokumentujący nie tylko zastosowane materiały, ale również ślad węglowy, możliwość demontażu, ponownego wykorzystania elementów oraz trwałość całej konstrukcji.

Tak rozumiana odpowiedzialność wykracza daleko poza estetykę obiektu. Piękno architektury coraz częściej będzie oceniane nie tylko przez wygląd elewacji, ale również przez to, jak odpowiedzialnie wykorzystano zasoby naturalne i jak długo budynek będzie mógł służyć kolejnym pokoleniom.

Architektura nie może już być dziełem pojedynczego projektanta

Na konie debaty rozmowa przeniosła się z poziomu materiałów i technologii na znacznie szerszy kontekst odpowiedzialności architektów. Adrian Krężlik zwrócił uwagę, że w globalnej dyskusji o architekturze coraz częściej operuje się pojęciami, które jeszcze kilkanaście lat temu pozostawały domeną środowisk akademickich. Cyrkularność, lokalność, regeneracja, metabolizm miast czy ponowne wykorzystanie materiałów – to pojęcia, które dziś stają się podstawowymi kategoriami opisu dobrej architektury.

Przywołał tegoroczne rozstrzygnięcia Nagrody Unii Europejskiej im. Miesa van der Rohe oraz Światowy Kongres Architektów UIA w Barcelonie, podczas których wyraźnie wybrzmiewał postulat odejścia od architektury rozumianej jako tworzenie kolejnych obiektów na rzecz projektowania, które naprawia istniejące środowisko i odpowiedzialnie gospodaruje zasobami. W jaki sposób takie idee przekładają się na codzienną praktykę projektową?

Andrzej Truszczyński odpowiedział, że współczesna architektura stała się przedsięwzięciem tak złożonym, iż nie może już być dziełem jednego projektanta. W jego opinii podstawową kompetencją architekta staje się dziś umiejętność budowania zespołów, złożonych ze specjalistów reprezentujących różne dziedziny.

Przywołał doświadczenia własnej pracowni, która przy realizacji kolejnych projektów zaprasza do współpracy renomowane zagraniczne biura architektoniczne. Tak powstawały m.in. projekty opracowywane wspólnie z MVRDV czy Kengo Kumą. Jego zdaniem złożonych wyzwań klimatycznych, technologicznych i społecznych nie da się rozwiązać wyłącznie lokalnym doświadczeniem.

Jednocześnie Truszczyński podkreślał, że odpowiedzialność architektury nie ogranicza się do samego budynku. Stąd konieczność tworzenie całych fragmentów miasta, gdzie mieszkańcy będą mogli funkcjonować komfortowo mimo rosnących temperatur i coraz częstszych ekstremalnych zjawisk pogodowych. Standardem staje się  więc retencjonowanie wód opadowych, projektowanie ogrodów deszczowych, zwiększanie powierzchni biologicznie czynnych czy tworzenie zacienionych przestrzeni publicznych ograniczających zjawisko miejskich wysp ciepła. Wraz ze wzrostem zamożności społeczeństwa rosną również oczekiwania wobec przestrzeni, w której ludzie chcą mieszkać i pracować.

Większość decyzji projektowych jest niewidoczna dla użytkowników

I w tym kontekście ważna okazała się kwestia komunikacji, głównego wątku konferencji. Adrian Krężlik zwrócił bowiem uwagę, że zdecydowana większość decyzji projektowych pozostaje niewidoczna dla użytkowników budynków. Mieszkańcy widzą elewację, kolor fasady czy formę bryły, ale nie dostrzegają dziesiątek decyzji dotyczących orientacji budynku, doboru materiałów, bilansu energetycznego czy gospodarki wodnej. Tymczasem właśnie one mają największy wpływ na jakość architektury.

Na to pytanie odpowiedział Piotr Lewicki, którego wypowiedź stała się jednym z najbardziej osobistych momentów całej debaty. Architekt z charakterystycznym dla siebie dystansem przyznał, że nie czuje się specjalistą od marketingu ani budowania wizerunku. Znacznie bliższa jest mu praca nad samym projektem niż opowiadanie o nim. Jak mówił, inwestorzy przychodzą do architektów z określonymi oczekiwaniami – chcą budynku, który będzie sprawnie przeprowadzony przez procedury administracyjne, który dobrze sprzeda się na rynku i który zmieści w założonym budżecie. Zadaniem projektanta jest jednak przemycanie do tej inwestycji wartości, które nie zawsze są oczywiste dla inwestora. Taka strategia bywa źródłem napięć. Architekt często próbuje przekonać inwestora do rozwiązań, które z punktu widzenia krótkoterminowego rachunku ekonomicznego wydają się mniej opłacalne, ale w dłuższej perspektywie znacząco poprawiają jakość budynku.

W tej krytyce współczesnej komunikacji biznesowej Piotr Lewicki poszedł jeszcze krok dalej. Zwrócił uwagę, że wiele firm bardzo chętnie buduje wizerunek odpowiedzialnych środowiskowo, jednocześnie projektując produkty o krótkim cyklu życia i wymuszając ich częstą wymianę. Przywołał własne doświadczenie z tabletem, którego nie można było naprawić po zużyciu baterii, mimo że wszystkie pozostałe elementy urządzenia pozostawały sprawne. To przykład głębokiej sprzeczności pomiędzy deklaracjami o trosce o środowisko a rzeczywistymi praktykami rynkowymi. Podobnie jest z architekturą. Prawdziwa odpowiedzialność nie polega na umieszczaniu ekologicznych haseł w materiałach promocyjnych, lecz na projektowaniu budynków, które będą trwałe, racjonalne i użyteczne przez dziesięciolecia.

Jednocześnie przypomniał prosty przykład loggii, o których wcześniej mówiła Monika Arczyńska. Choć stanowią one znakomite rozwiązanie klimatyczne, bardzo często przegrywają z rachunkiem ekonomicznym dewelopera, ponieważ oznaczają zmniejszenie powierzchni mieszkań przeznaczonych na sprzedaż. Czy to nie jedno z najważniejszych napięć współczesnej architektury? Konflikt pomiędzy jakością przestrzeni a krótkoterminową rentownością inwestycji?

Konferencja Marketing w architekturze
Autor: Szymon Starnawski/Grupa Murator

Wychylając się w przyszłość – gdzie szukać rozwiązań?

Jakie są więc najważniejsze wyzwania stojące przed współczesną architekturą? Monika Arczyńska zwróciła uwagę na konieczność przełamywania barier pomiędzy dyscyplinami. Jej zdaniem architekci, urbaniści, inżynierowie i producenci materiałów zbyt często rozmawiają wyłącznie we własnym gronie, podczas gdy najważniejsze decyzje rodzą się na styku tych kompetencji.

Konferencja Marketing w architekturze
Autor: Szymon Starnawski/Grupa Murator

Mówiliśmy o niewidzialnej części pracy projektantów. Ja zawsze otwieram szeroko oczy ze zdziwienia, że my architekci musimy tłumaczyć klientom, użytkownikom, planistom, decydentom, firmom takie oczywiste rzeczy, jak wskaźnik parkingowy określony w warunkach planistycznych, który w planie miejscowym wpływa na 1500 różnych rzeczy, np. psychologię korzystania z auta, które czeka na ciebie w hali garażowej, do której zjeżdżasz sobie w kapciach, więc nie chce ci się iść na tramwaj. Albo kiedy chcesz mieć to piękne, ekologiczne, zielone osiedle bez aut między budynkami, a wszystko co brzydkie schować pod ziemię. Ale to podziemie trzeba niestety zbudować z betonu, co zwiększy ślad węglowy. Takich decyzji i powiązań jest naprawdę bardzo dużo i musimy się wykazywać niezwykłą inteligencją ekologiczną, żeby w ogóle zrozumieć te zależności. A to jest trudne bez współpracy między inżynierami, urbanistami, architektami, producentami. Musimy być bardziej interdyscyplinarni.

Choć uczestnicy reprezentowali różne środowiska – od praktykujących architektów, przez urbanistów, po przedstawicielkę producenta materiałów budowlanych – w jednym byli zgodni. Przyszłość architektury nie będzie opierała się na jednym przełomowym materiale ani jednej technologii. Jej fundamentem stanie się odpowiedzialność rozumiana znacznie szerzej niż dotychczas: jako umiejętność współpracy, świadomego gospodarowania zasobami oraz projektowania z myślą o całym cyklu życia budynku.

Czytaj też: Podcast Architektury-murator. Konkursowa odwaga Moniki Arczyńskiej

Debata pokazała również, że zmienia się samo rozumienie piękna w architekturze. Coraz częściej nie będzie ono oceniane wyłącznie przez pryzmat efektownej formy, lecz przez to, czego na pierwszy rzut oka nie widać – trwałości rozwiązań, racjonalności decyzji projektowych, ograniczonego śladu środowiskowego i zdolności budynków do odpowiadania na wyzwania przyszłości. Wydaje się, że to „co jest niewidoczne dla oczu” coraz częściej stanowi rzeczywistą wartość architektury i decyduje o tym, jak zostanie ona oceniona przez kolejne pokolenia.

Podcast Architektoniczny
TKHolding. Żałujemy, że architektura przegrała z emocjami i procedurami