Spis treści
Dom wybitnego architekta likwidowany
Dom Witolda Cęckiewicza, jednego z największych krakowskich architektów, nauczyciela wielu pokoleń projektantów, autora m.in. Hotelu Cracovia, jest właśnie likwidowany. Cęckiewicz zmarł w 2023 roku.
Likwidacja - tak nazywa się proces, w którym handlarz antykami i memorabiliami wchodzi do domu zmarłej osoby i go czyści, wystawiając jednocześnie te najbardziej wartościowe przedmioty na sprzedaż. Likwidator nie wchodzi do domu sam – zaprasza go zarządca nieruchomości, nierzadko rodzina, spadkobiercy, nowy właściciel domu.
Zobacz także: W Krakowie wyburzą część zabytku? Jego stan jest niepokojący, a miasto nie uczy się na błędach Wrocławia i Katowic
Zdjęcia z domu Witolda Cęckiewicza wylądowały na grupce facebookowej ze sprzedażą antyków z drugiej ręki. Likwidator jest tam administratorem, jego posty z likwidowanych mieszkań jednych smucą, innych ekscytują. Pojawiają się pojedyncze przedmioty, są i całe dorobki życia artystów, naukowców. Ceny wcale nie okazyjne. Wobec mebli, szkła i obrazów zbieranych dekadami przez Cęckiewicza, zasłużonego architekta, współprojektującego kształt powojennego Krakowa czytamy zatem komentarze:
- cena za wszystkie meble,
- jest co wybierać, są i perełki,
- jaki wymiar lustra,
- ryciny cena i biurko sekretarzyk,
- biurko chce kupić,
- jaka cena serwisu porcelanowego.
Podstawowy zgrzyt z likwidacją leży, zdaje się, tutaj: można zaprojektować pół jednego z największych miast w Polsce, obiekty uznane dziś za zabytki, monumentalne, można ukształtować setki świetnych architektów. Być upamiętnianym przez wybitne grona, być odznaczanym i nagradzanym. Nie uchroni to przed pozbawioną prywatności likwidacją wyposażenia domu ku uciesze łowców zabytków.
Niestety, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że podobne wydarzenie nie miałoby miejsca w Warszawie, gdzie sprawą interesowałby się już pewnie wojewódzki konserwator, 5 stowarzyszeń miejskich, radni i w końcu sam prezydent.
Dokładnie tak wyobrażam sobie reakcję na likwidację domu Bohdana Pniewskiego (gdyby się kiedykolwiek wydarzyła, odpukać), którego można porównać do Cęckiewicza rangą. Tych miast nie można jednak porównywać, bo jeżeli o dbanie o architektoniczne dziedzictwo powojnia chodzi, Kraków pozostaje daleko w tyle za Warszawą. Pod niemal każdym względem.
Upamiętnienie lokalne, zapomnienie globalne
Sprawa jest o tyle przykra, że ledwie parę tygodni temu w Polskiej Akademii Nauk odbyła się sesja upamiętniająca Witolda Cęckiewicza z okazji 102. rocznicy jego urodzin. Wypowiadali się jego współpracownicy, asystenci, uczniowie. Przez kilka godzin prezentowali i analizowali jego dorobek zarówno architektoniczny, jak i urbanistyczny. Niewielka sala była wypakowana po brzegi. Wśród wypowiadających się i słuchaczy znamienite postaci.
Wydawało się, że o ile pamięć o architektach współczesnego Krakowa jest w tym mieście zacierana przez zaniedbania odgórne, Witold Cęckiewicz będzie tym wyjątkiem, którego dorobek jest tak wielki i ceniony, że nawet w Krakowie pamięć po nim będzie należycie pielęgnowana. Żyje też przecież jego rodzina. I należą do niej architekci uznanych krakowskich pracowni.
Z architektonicznej potęgi Krakowa został gruz i śmietnik
Powojenny Kraków był architektoniczną potęgą, a krakowski Miastoprojekt jednym z największych biur projektowych w Europie. Projektowano tu miasta w innych krajach i na innych kontynentach. Powstają o tym zresztą książki i publikacje, a archiwalne projekty wystawiane są w gablotach. Ale w Polsce, nie przez Polaków, nie w Krakowie. W Krakowie nie ma po tym śladu. Relatywnie nie tak dawno temu większa część archiwum Miastoprojektu (liczona w tonach) została wrzucona do kontenera na śmieci. Część przekazano Archiwum Narodowemu. A dziś sam Miastoprojekt pruty jest pod luksusową inwestycję. Zostały z niego same ściany zewnętrzne.
Jak to możliwe, że w mieście z taką historią nie ma muzeum architektury? Jak to możliwe, że powojenne dziedzictwo architektoniczne i ceramiczne nie może się tu doprosić należytego upamiętnienia w formie dedykowanego archiwum, muzeum czy choćby ochrony konserwatorskiej?
Muzeum architektury w budynku… Cęckiewicza
O ironio, to właśnie w budynku autorstwa Witolda Cęckiewicza ma powstać w mieście centrum architektury. Kiedy? Tego nie wie nikt.
Po długiej walce architektonicznych aktywistów i mieszkańców, udało się lata temu wyrwać z rąk dewelopera Hotel Cracovia projektu Cęckiewicza. Deweloper, Echo Investment, miał na budynek przy Błoniach w zasadzie tylko jeden plan: galerię handlową, najlepiej w nowym gmachu nawiązującym plus minus do Cracovii. Każda z proponowanych koncepcji architektonicznych była gorsza od poprzedniej. Powszechnie je krytykowano. Gdy podjęto próby wpisu budynku do rejestru, deweloper się odwoływał. Przełom przyszedł wraz z ministrem Piotrem Glińskim, który ostatecznie Hotel od niego kupił – z przeznaczeniem na muzeum architektury i archiwum architektów.
Zastój przyszedł wraz z ministrem Sienkiewiczem, który zablokował budżet na remont opuszczonego hotelu, tłumacząc to koniecznością przeprowadzenia konsultacji. Konsultacji, które zostały już wcześniej przeprowadzone. Przeprowadzono je zatem podwójnie. Wykazały to samo. Kraków chce mieć w Hotelu Cęckiewicza Muzeum Architektury i Designu. Mimo konsultacji i obietnic, pieniędzy jak nie było, tak nie ma, a wyłączony z użytku Hotel niszczeje.
Czasu jest coraz mniej, nie tylko w związku z podupadającym budynkiem. W czasie, kiedy Kraków czeka na muzeum i archiwum, wymiera pokolenie architektów powojennego Krakowa. Ich archiwa przechowywane są oddolnie lub wcale. Czasem bierze to na siebie rodzina. Część trzyma Politechnika Krakowska. Nie są konserwowane, digitalizowane, bo do tego potrzeba konkretnej instytucji i odgórnego finansowania. Skala jest zbyt duża, a kalki kruche. Można z dużą pewnością założyć, że większość archiwów architektów ląduje na śmietniku. Czasem pojedyncze kalki wpadną w ręce handlarzy memorabiliami. Przy odrobinie szczęścia architektoniczną wystawkę na śmietniku znajdzie miłośnik albo badacz architektury.
i
Architektoniczny uwiąd Krakowa
Kryzys architektoniczno-urbanistyczny w Krakowie jest oczywiście wielowymiarowy, ale dotyka również pamięci. W Krakowie nie ma pieniędzy na opracowania dorobków wybitnych architektów, nie ma opisów poszczególnych ważniejszych budynków, nie ma tabliczek informacyjnych. Stypendium Twórcze Miasta Krakowa w kategorii Architektura i sztuki użytkowe przyznano w tym roku jednej osobie (versus po 8 stypendiów dla muzyki i sztuk pięknych). Działania popularyzatorskie wychodzą wyłącznie z inicjatyw oddolnych. Wrocław ma Muzeum Architektury, Warszawa ma Narodowy Instytut Architektury i Urbanistyki. Kraków oddolnie ma Krakowski Szlak Modernizmu – prężnie działającą inicjatywę Instytutu Architektury, jednostki non profit. Kraków odgórnie ma architekturę na śmietniku i zapomnianych architektów, urbanistów.
Czy zatem likwidacja domu jednego z najwybitniejszych współczesnych architektów Krakowa dziwi? Niestety, w zupełności nie. Zostawia jednak potężny niesmak. Brak reakcji i działania instytucji publicznych, jak zwykle, wystawia miastu ostateczne świadectwo zaniechania w tworzeniu rozwiązań systemowych wspierających tożsamość architektoniczną miasta i jego pamięć.
W czeskim mieście ten dom, ten dom, projektowany przez Cęckiewicza (podobnie jak i osiedle, na którym stoi), zostałby kupiony przez jednostkę państwową (w naszym przypadku województwo lub miasto) i przekształcony w muzeum, wykorzystany do upowszechniania wiedzy o architekturze, które zresztą zawarto w Polityce Architektonicznej państwa (Polska wciąż swojej nie ma). W Krakowie, polskim mieście z własnym wydziałem architektury, z potężnym dorobkiem architektonicznym, z architektką na stanowisku konserwatora wojewódzkiego, z architektem miasta - jest likwidacja.
Kraków, pora się otrząsnąć.
Zobacz także: Dom Książków miał zostać kupiony do końca roku. Dlaczego Ministerstwo milczy?