Spis treści
Zabytki zaniedbane
Komentarze pod postem o kamienicy Lejba Osnosa: „Rudera do zburzenia i nic więcej”, „Zburzyć to gówno”, „Oby to wyburzyli jak najszybciej”.
Jeśli chcesz zburzyć zabytek, wybierz taki, po którym już nie widać piękna. Im dłużej niszczał, tym dla ciebie lepiej. Najłatwiej będzie z przedwojennymi kamienicami, z których w okresie PRL-u skuto detal architektoniczny. Nieważne, że kiedyś miały swój styl i potrafiły nawet zachwycić. Po okaleczeniu i całych dekadach bez remontu wyglądają jak straszydła, a to wystarczy, żeby opinia publiczna zwróciła się przeciwko nim. Wystarczy spojrzeć na cytowane powyżej opinie o warszawskiej kamienicy Lejba Osnosa z 1911 r., ostatniej pamiątce po oryginalnej zabudowie tej okolicy.
Ale przykłady można mnożyć. W 2024 r. deweloper nielegalnie rozebrał kamienicę przy ul. Łuckiej 8 w Warszawie, pamiętającą rok 1878. Wcześniej firma doprowadziła do wykreślenia budynku z rejestru zabytków, ale rozbiórki dokonała bez zezwolenia. Interwencja konserwatora nic nie dała – z budynku zostały gruzy. Śledztwo prokuratorskie w tej sprawie trwa.
Warto przytoczyć także historię pawilonu Cepelii przy Rondzie Dmowskiego w Warszawie. Zbudowany w 1966 r., a wpisany do rejestru w 2019 r. modernistyczny pawilon przez lata stawał się coraz bardziej zaniedbany, brudny i oblepiony reklamami. Do jego wyburzenia nawoływało wielu. Jednak po remoncie z 2024 r. głosy te niespodziewanie ucichły. Dziś w pawilonie z powodzeniem działa księgarnia. Jak zauważyła kilka lat temu na naszych łamach Julia Dragović: „Łatwo się burzy brudne i brzydkie”. Każdy miłośnik niszczenia zabytków powinien wziąć sobie tę radę do serca.
Zabytki niewyróżniające się
Komentarze pod postem o rozbiórce przedwojennej willi przy al. Focha 24 w Krakowie: „A co w tej ruderze zabytkowego? Nie każdy staroć to zabytek”, „Chcecie chronić takie nic-ciekawego-budynki?”, „Ale tak szczerze to wygląda to jak zwykły dom, niczym nie wyróżnia się architektonicznie”.
Jeśli chcesz zburzyć zabytek w miarę zadbany, będzie trudniej. Gdy coś wygląda jak rudera, bardzo łatwo się ocenia, że jest bez wartości. W przypadku obiektów przyzwoicie wyglądających budzą się już wątpliwości. Na szczęście i na to jest sposób – wystarczy wziąć na cel coś, co wygląda zwyczajnie, przeciętnie. Jeżeli zabytek na pierwszy rzut oka nie przypomina pałacu czy dworku, jest spora szansa, że mało kto będzie po nim płakał.
Spójrzmy na modernistyczną willę przy al. Focha 24 w Krakowie, która przestała istnieć w lipcu 2026 r. Deweloper rozebrał ją w związku z realizacją obok Błoń kompleksu obejmującego luksusowy hotel, 80 rezydencji, przestrzeń coworkingową, galerię sztuki i scenę teatralną. Zgodę na rozbiórkę i odtworzenie w nowym kształcie przedwojennego domu wydał Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków. Podkreślmy – odbudowany dom będzie większy, z innym układem okien i dachem płaskim zamiast spadzistego. Wielomiesięczne starania części mieszkańców i obrońców dziedzictwa, by ocalić oryginał, poszły na marne.
Również w lipcu 2026 r. na Politechnice Łódzkiej rozpoczęła się rozbiórka zabytkowego, historycznego gmachu Wydziału Chemii. Zanim zainterweniował konserwator zabytków, zachowane oryginalne wyposażenie gmachu rąbano na kawałki i wyrzucano przez okna. Jak tłumaczyli przedstawiciele władz uczelni: „W pomieszczeniach nie zidentyfikowano detali architektonicznych, więc nie przeprowadzono inwentaryzacji”. Rektor uczelni mówił dziennikarzom: „Proszę mi podać jeden argument za tym, że należałoby to wstrzymać”. W końcu chodziło tylko o przykład powojennego modernizmu z lat 40., jeden z nielicznych zachowanych do dziś. Kogo to obchodzi, skoro wygląda nieciekawie?
Zabytki powojennego modernizmu
Komentarze pod postami o rozmaitych modernistycznych budynkach: „Prawie cały powojenny modernizm to tandeta i ohyda”, „Boże, jaka bieda estetyczna, że taki kloc urósł do rangi zabytku”, „Tragedią jest wpisywać coś takiego na listę zabytków”.
Szukając zabytków do wyburzenia, rozglądaj się przede wszystkim za obiektami powojennymi. Znaczna część opinii publicznej nie ceni ich z aż trzech powodów. Po pierwsze – bo kojarzą się z czasami PRL-u. Po drugie – bo ich stosunkowo młody wiek budzi w niejednym wątpliwość, czy zasługują na status zabytku. Po trzecie – bo w czasach rosnącej nostalgii za klasycyzmem w architekturze powojenny modernizm łatwo odsądza się od czci i wiary jako architekturę bezduszną i brzydką.
Wśród przykładów PRL-owskiego modernizmu (socmodernizmu), które po 1989 r. chciano – lub wręcz próbowano – wyburzyć, znajdują się nie tylko wspomniany już pawilon Cepelii czy gmach Wydziału Chemii Politechniki Łódzkiej, ale też m.in.:
- hotele Forum i Cracovia w Krakowie,
- pawilony Hansenów na osiedlu LSM Lublin,
- ZETO we Wrocławiu,
- dworzec kolejowy w Mikołowie,
- pawilon Alga w Sopocie.
Na marginesie warto dodać, że jeszcze łatwiej jest wyburzać postmodernizm. Z racji młodego wieku większość obiektów wybudowanych w tym stylu nie ma statusu zabytku, ale ważniejsze jest to, że praktycznie nikt ich nie lubi. Gdy przeminęły lata 90. i 2000., zaczęły się powszechnie kojarzyć z kiczem i dziwactwem. Nic dziwnego, że w Polsce rozebrano już dziesiątki unikalnych postmodernistycznych budowli, a kolejne znikają niemalże na naszych oczach. Kto ma w planach zburzenie kolejnej perełki, niech jednak lepiej się pospieszy – jest ryzyko, że za kilka czy kilkanaście lat trend się odwróci i ludzie ponownie zaczną cenić ten wyjątkowy styl. Trzeba burzyć, zanim to się stanie.
Zabytki blokujące rozwój
Komentarze pod postami o różnych zabytkach: „Centrum miasta to nie jest miejsce na takie niskie budynki, zburzyć i postawić wieżowiec”, „Taka cenna działka warta miliony tylko się marnuje”, „Lepiej zburzyć, a zamiast tego postawić mieszkania dla ludzi”.
Jeśli nic innego nie zadziała, zwolennik niszczenia zabytków ma jeszcze jednego asa w rękawie – argument o rozwoju. Jest bardzo poręczny, bo ogólnikowy. „Rozwój” to przecież pojęcie wieloznaczne, a do tego niejednemu myli się z „zyskiem”. Podkreślając, że zabytek stoi na drogiej, świetnie zlokalizowanej działce z potencjałem, można przekonać do rozbiórki wiele osób. Zdrowy rozsądek i chłopski rozum podpowiadają przecież, że zamiast kosztownej w utrzymaniu ruiny zdecydowanie lepiej mieć coś, co na siebie zarabia.
Z już omawianych obiektów tego typu argumenty padały już m.in. w stosunku do kamienicy Lejba Osnosa (znakomita lokalizacja przy ważnym rondzie i stacji metra) oraz pawilonu Cepelii (położenie w ścisłym centrum stolicy). Pojawiał się też w przypadku ruin Fabryki Garbarskiej Temler i Szwede przy ul. Okopowej w Warszawie. Poprzemysłowe ruiny są w końcu bezwartościowe – liczy się ponad 16 tys. m² terenu tuż obok Ronda „Radosława”. Wystawiając w 2026 r. działkę na sprzedaż, miasto tłumaczyło, że zachowane obiekty są zbyt zaniedbane, by opłacało się je remontować. Lepiej sprzedać teren, a uzyskane środki wydać na nowe szkoły i mieszkania komunalne. Urzędnicy nie wyjaśnili tylko, dlaczego najpierw sami przez lata ten teren zaniedbywali, doprowadzając zabytek do takiego stanu. Ale dla ostrzącego sobie na działkę zęby dewelopera to przecież dobra wiadomość.
Warto też przytoczyć dwa przykłady spoza sfery zabytków – oba z Warszawy. Pierwszy to dawne budynki szkolne przy ul. Emilii Plater 29–31, które od kilku lat dzierżawią instytucje kultury. Miasto opróżniło szkołę z uczniów, żeby sprzedać cenny teren pod wieżowiec, jednak przez lata nie znalazł się nikt chętny, a teraz dzierżawcy z teatru Komuna Warszawa snują wizję utworzenia tu Kwartału społeczno-kulturalnego Emilii Plater 29–31. Tymczasem plan miejscowy dopuszcza tu nawet 125-metrową wieżę. Zwykły rachunek ekonomiczny podpowiada, co opłaca się bardziej, a przecież opłacalność to jedyne kryterium oceny warte stosowania.
Drugi przykład to PRL-owski pawilon „Emilia”, niegdyś również stojący przy ul. Emilii Plater. Tutaj można mówić o dużym sukcesie: zanim ktokolwiek spróbował wpisać ciekawy obiekt z lat 60. do rejestru zabytków, miasto szybko go rozebrało, żeby na działce mógł powstać wieżowiec. Zapowiadano co prawda odbudowę pawilonu bliżej Pałacu Kultury, jednak sprawa od lat tkwi w martwym punkcie. Gorzej, że i zapowiadany 150-metrowy wieżowiec nie powstał. Warta miliony działka w świetnej lokalizacji stoi pusta, a więc się marnuje. Cóż, lepsza pustka niż jakiś paskudny, zaniedbany PRL-owski koszmarek, prawda?
Wszystkie wyróżnione w artykule cytaty pochodzą z komentarzy pod postami na fanpejdżach Architektura-murator oraz Buduje się w Polsce.
- Przejdź do galerii: Pawilon „Emilia” w Warszawie